Szanowni Państwo, śledzą mnie, inwigilują mnie w domu i w Internecie. Zamienili mi żonę na inwigilatorkę, a syna na inwigilatoreczka. Gdzie nie wyjdę, to chodzą za mną i muszę trasy sprawdzeniowe metrem wykonywać z szybką zmiana linii z jednej na druga, ale spryciarze obstawili każdą stację oraz wyjścia. W telefonie też mi coś brzęczy: długo i przerywanie, albo szybko i tez przerywanie. Śledzą też mnie intymnie, co spostrzegłem w jednej z toalet. Nie mam spokoju nawet tam, a jak śpię to czuję, jak mi billingi z telefonu wyjmują i kontakty mieszają, tak, by mnie skonfundować do reszty. Wczoraj służby wypiły mi nawet ostatnie pół litra.

Kiedyś ci z SB, jak tajnie wchodzili, to tylko upijali trochę i dolewali wody, a ci nawet się nie kryją. I jak tu żyć w kraju, gdzie biedni redaktorzy z dnia na dzień zostają bez środków i tylko boki u Niemca im zostały, a obywatel boi się, że jak tylko wyjdzie z domu, to rzucą się na niego i zwiną, bo przecież:

„Zagrożona jest nasza prywatność, nasza intymność, możemy być śledzeni, inwigilowani zarówno w naszych domach, jak i w internecie. Będą śledzone nasze połączenia telefoniczne bez żadnej kontroli sądowej. To jest naruszenie naszego prawa do prywatności. To jest kolejny sposób łamania naszej wolności.”,

jak stwierdził lider KOD na sobotniej (23.02.2015r.) manifestacji. I kto tu zwariował? Ja czy on? I jeszcze jedno władza świństwo naszemu KODowcy robi. Nikt się nim nie interesuje. Zgroza to i perfidia straszna. I jak tu żyć, panie Mateuszu? Jak żyć?