Zdziwiło mnie wczoraj przekonanie pani Pitery, że nieistniejące „pomniki smoleńskie” będą „koszmarkami”. Nie rozumiem też, jak absolwentka Filologii Polskiej może dokonać a priori oceny artystycznej dzieła, którego nawet projektu nie ma jeszcze i nie wiadomo kiedy będzie. Wspomniałem o tym, bo takie głupoty wypowiadane są szybko i głośno, tak, jakby strach przed upamiętnieniem tragedii smoleńskiej przysłaniał rozsądek.

Ciekawszy jest jednak w tej sprawie upór prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Nie wspominam już o całkowitym ignorowaniu woli obywateli miasta, bo to dla niej normalka. Przypominam, że wbrew woli Warszawiaków postawiono „koszmarek” na pl. Zamkowym. O innych „eksperymentach architektonicznych” niszczących miasto nawet nie wspomnę.

Pani Gronkiewicz-Waltz podpiera się „autorytetem” konserwatora zabytków. Mam więc do niej kilka pytań:

1. Gdzie był ów konserwator, gdy panoramę Starego Miasta oszpecił budynek biurowy i kto podjął decyzję o budowie w tym miejscu? O jaki chodzi, każdy w Warszawie dobrze wie.
2. Gdzie był ów konserwator, gdy podjęto decyzję, iż jedno z najstarszych w Warszawie miejsc walki z obcym najeźdźcą nie zostało uznane za zabytek? Chodzi o Redutę Ordona i plan wybudowania na jej miejscu osiedla, podobno za pieniądze Arabii Saudyjskiej.
3. Powiedziała Pani ustami swoich urzędników, że na Krakowskim Przedmieściu nie ma już miejsca na jakiekolwiek pomniki. Jak dawno była Pani na tej ulicy? Tak zwyczajnie, na spacerze. Gwarantuję, że miejsca jest tam dostatek. Wystarczy tylko, na przykład, zlikwidować kilka ogródków piwnych, które o wiele bardziej szpecą ten obszar niż pomniki, jakich chce większość Warszawiaków.