Czy można porównywać I RP z obecną? Co prawda tamta miała za sobą potęgę i znaczenie dzisiaj dla nas niewyobrażalne. Ale spróbujmy porównać ostatnie dekady tamtej Polski z tym, co dzieje się obecnie.

Za datę początkową naszych rozważań przyjmijmy 9 lipca 1762 roku. Wtedy to zamach stanu w Petersburgu wyniósł na tron Katarzynę II, pochodzącą z okolic dzisiejszego Szczecina Niemkę. Kilka dni po zamachu jej mąż, wielbiciel Prus Piotr III, został zamordowany.

W Polsce, wyczerpanej wojną siedmioletnią, w której co prawda Rzeczpospolita nie brała udziału, ale ze stratami sięgającymi 100 milionów ówczesnych złotych polskich. Powodem był władca Prus, Fryderyk II, który za czynione na potrzeby armii zakupy płacił… fałszywą monetą.

11 lutego 1763 r. w przedłożonym Katarzynie II memoriale Czartoryscy przedstawili plan zbrojnego zamachu stanu w Polsce.

Zniedołężniały August III Mocny (Sas) miał być usunięty z tronu. Na jego miejsce proponowano syna księcia Adama Czartoryskiego, Adama Kazimierza.

Caryca jednak odrzuciła tą kandydaturę i wskazała na dawnego kochanka, Stanisława Antoniego Kochanowskiego.

Kilka dni po wystosowaniu memoriału w traktat w Hubertsburgu zakończył wojnę pomiędzy Prusami i Austrią (15 lutego).

25 kwietnia tegoż roku król August III wyjechał z Warszawy do Drezna. Czartoryscy, zamierzając doprowadzić do zamachu stanu, zaczęli słać listy do Katarzyny II, w których prosili o… przysłanie wojska!

Caryca jednak odmówiła.

W kraju narastał ferment. Szlachta coraz mocniej występowała przeciw polityce „Familii” (Czartoryskim).

10 października zwołano zjazd w Piotrkowie.

Jednak dwa dni wcześniej kraj obiegła wiadomość, że 5 października w Dreźnie zmarł August III. Wiadomość ta prawdopodobnie ocaliła „Familię” przed gniewem szlachty. 

Ostatnia elekcja I RP odbyła się pod kontrolą rosyjskiego wojska, o którego obecność „Familia” gorliwie zabiegała.

6 września 1764 roku na Woli pod Warszawą wybrano królem Stanisława Antoniego Poniatowskiego.

Nad przebiegiem elekcji czuwał rosyjski Korus, oddalony o kilkanaście kilometrów, oraz obecna pośród posłów prywatna milicja Czartoryskich.

25 listopada 1764 roku Stanisław August (zmienił drugie imię na bardziej odpowiadające majestatowi władcy) Poniatowski został ukoronowany w Warszawie.

Czartoryscy myśleli, że osadzenie na tronie ubogiego kuzyna pozwoli im na kierowanie polityką polską.

Nic bardziej mylnego.

Stanisław August dość szybko odciął się od „Familii”.

Jako że nie posiadał własnych środków w nadmiarze dość szybko uzależnił się od „dotacji” rosyjskich, których nie odmawiali mu ambasadorowie tego państwa.

Doszło do tego, że wola wyrażona przez rosyjskiego ambasadora była przez Stanisława Augusta poczytywana za wolę Katarzyny II.

Polski król nawet nie próbował skontaktować się z carycą bezpośrednio, choć w Petersburgu funkcjonowali polscy dyplomaci (Franciszek Rzewuski, Jakub Psarski i Augustyn Deboli).

Niestety, taka postawa była wielokrotnie nagradzana.

Pieniędzmi.

Wszak tytuł już posiadał.

Jak to się stało, że do historii Stanisław Antoni (August) przeszedł jako mecenas sztuki tak naprawdę nie wiadomo.

Prawdopodobnie dlatego, że w 30 letnim panowaniu ostatniego króla Polski trudno cokolwiek odnaleźć, co miałoby jednoznacznie pozytywny wydźwięk.

Odnotowane przez zarząd majątków dworskich sumy darowizn wskazują, że tylko jeden z 400 obdarowanych, marszałek sejmu rozbiorowego Adam Poniński otrzymał tyle samo, ile wszyscy ludzie kultury podczas całego panowania „mecenasa”.

Tak samo było i na innych dworach europejskich, a więc i Stanisław Antoni niczym się nie wyróżniał w tej materii.

 

Kolejny etap uświadamiania Polakom miejsca w szeregu miał miejsce w Warszawie. Otóż na żądanie ambasadora Rosji Repnina obrady Sejmu (5.10 1767 – 5.03 1768 r.) przybrały postać „delegacyjną”. Posłowie pojechali do domów, a obrady toczyło jedynie 66 delegatów, wybranych przez Repnina.

Aby zlikwidować wszelki opór przed takim rozwiązaniem najbardziej protestujący senatorowie zostali uwięzieni i wywiezieni w głąb Rosji.

 

Dzisiaj widzimy, że niepodległość Polska straciła właśnie wtedy.

24 lutego 1768 roku podpisano traktat pomiędzy Rosją a Polską, mający gwarantować ustrój I RP.

Tekst znajdziecie tutaj: http://pl.wikisource.org/wiki/Traktat_wieczystej_przyja%C5%BAni_pomi%C4%99dzy_Rosj%C4%85_a_Rzecz%C4%85pospolit%C4%85_%281768%29

Tyzenhauz. Antoni Tyzenhaus.

Postać mało znana, o której podręczniki do historii milczały zarówno za minionego (?) jak i obecnego ustroju. Tymczasem był to jedyny prawdziwy reformator Państwa w epoce stanisławowskiej. Urodzony ok. 1733 r. z nadania królewskiego pełnił funkcję zarządcy dóbr koronnych ma Litwie. Zamiast wzorem poprzedników dbać o własna kieszeń i skarbiec królewski inwestował – wnosił manufaktury (włókiennicze, produkujące broń palną, olejarnie, tartaki), huty żelaza, kuźnie, dbał o teatr, a nie tylko nagradzał poszczególnych twórców itd. Taka postawa oburzała coraz bardziej króla – wszak zainwestowane pieniądze mogły zasilić skarb królewski. Po 15 latach pracy Tuzenhaus był zmuszony opuścić stanowisko.

Jak pisał o nim Melchior Wańkowicz:

Stanisław Kościałkowski … trzydzieści lat pracował nad epoką Tyzenhausa, podskarbiego litewskiego z czasów Stanisława Augusta, który pod Grodnem, Horodnicą, Łosośnią powoływał do życia całe ośrodki przemysłu, młyny, olejarnie, browary, huty, warsztaty tkackie, fabryki sukna. Razem dwadzieścia trzy fabryki. Zaszczuty przez targowiczan, Kossakowskiego, Rzewuskiego, zdezawuowany przez małodusznego króla, ulegającego wpływom ambasadora rosyjskiego Stackelberga, omal nie pozbawiony wolności – patrzy z rozpaczą w sercu, jak rozgrabiają, jak z licytacji marnują nagromadzone przezeń bogactwa, jak złość i głupota ludzka ponownie zamienia szybko w pustynię ziemię, które on z pustyni na wyższy poziom dźwignął. Umiera w nędzy i zapomnieniu…

(Melchior Wańkowicz, Od Stołpców po Kair, rozdział „Listy perskie… nie Monteskiusza” str. 385 – Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1971 r. Wydanie drugie) 

Polityka międzynarodowa pomimo tego, że polska już za Sasów postanowiła odwrócić się do nie tyłem, wywierała znaczący wpływ na to, co dzieje się w kraju.

21 lipca 1773 roku papież Klemens XIV ogłosił kasatę zakonu jezuitów (dlaczego do tego doszło to równie ciekawa historia, choć nie miejsce tutaj, by ją opowiedzieć. Warto jednak przypomnieć film „Misja”).

W Polsce z papieską wolą zapoznano się już 10 sierpnia. Sprawa okazała się o tyle istotna, że ponad 80% polskiego szkolnictwa pozostawało w rękach tego zakonu. Poza tym istniały spore dobra, po które można było sięgnąć.

Tak narodził się pomysł powołania specjalnego „funduszu edukacyjnego”, o dziwo zaakceptowany już 1 października 1773 roku przez sowieckiego, pardon, rosyjskiego ambasadora Stackelberga.

Już 14 października na wniosek króla Sejm powołał do życia Komisję Edukacji Narodowej.

Z majątków pojezuickich, jakie miały zasilić KEN kwotą 9 milionów zł rocznie, rozdrapano blisko 90% tak, że dochody sięgały ledwie  jednego miliona.

Dopiero okres Sejmu Czteroletniego dał pewnie zastrzyk pieniężny Komisji – budżet wzrósł do 3 milionów.

I chociaż można mieć całkiem poważne zastrzeżenia co do sposobu wprowadzania reform, to jednak trzeba pamiętać, że KEN jedynie przekazał tradycję epoki odrodzenia narodowego dwóm następnym generacjom. (Jerzy Łojek).

 

Popularne opracowania historyczne przedstawiają Sejm Czteroletni jako ostatnią próbę zreformowania Państwa Polskiego, podjętą przez ówczesnych.

Pomija się przy tym złożoność sytuacji międzynarodowej, która to umożliwiła.

Od początku bowiem swojego panowania (chociaż pod kuratelą rosyjską) Stanisław Antoni (vel August) Poniatowski musiał „pilnować miejsca w szeregu” wyznaczonego przymierzem prusko-rosyjskim, zawartym 11 kwietnia 1764 roku. Nazywamy to dzisiaj „systemem północnym”.

Przełom nastąpił dopiero 10 lat później. Nowy faworyt carycy, Grigorij Potiomkin, parł ku nowym zdobyczom terytorialnym wokół Morza Czarnego.

Tymczasem Austria pozostawała w konflikcie z Prusami od 1742 roku, kiedy to Fryderyk II odebrał jej zbrojnie Śląsk.

Tymczasem sojusz Prus z Rosją był niewiele warty, jeśli chodzi o wojnę z Turcją (brak wspólnej granicy).

Pozostała więc jedynie Austria.

W czerwcu 1781 roku zawarły ze sobą układ. Latem 1787 roku Rosja zaatakowała Turcję. Rok później do wojny przystąpiła Austria.

Pozostałe dwory europejskie były coraz bardziej zaniepokojone rozwojem sytuacji i obawą przed wzmocnieniem Rosji.

W 1788 roku Prusy podpisały traktaty z Holandią (kwiecień) i Wielką Brytanią (13 sierpnia). Wytworzyła się sytuacja podobna do tej z sierpnia 1914 roku – państwa wrogie rzeczpospolitej stanęły po przeciwnych stronach.

W 1790 roku z wojny z Turcją wycofała się Austria, zagrożona od północy przez Prusy. Znamienne, że do podpisania traktatu pokojowego doszło w… Dzierżoniowie. Zwanym wówczas Reichenbach im Eulengebirge.

Osamotniona Rosja nadal jednak walczyła z Turcją. Na wiosnę 1791 roku o mały włos nie doszło do konfliktu pomiędzy Rosją a Prusami i resztą koalicji.

Polska, ufna w zawarty w marcu 1790 roku sojusz z Prusami, uchwaliła pierwszą w Europie Konstytucję.

 

Mało mówi się, a czasem wcale, o genezie zwołania Sejmu Czteroletniego (początek obrad  6 października 1788 r.). Tymczasem był on ściśle skorelowany w czasie z wybuchem wojny rosyjsko – tureckiej. Zwołany 6 października 1788 Sejm Czteroletni miał się zająć przygotowaniem przymierza polsko-rosyjskiego, projekt którego opracował król Stanisław August Poniatowski na życzenie ambasadora rosyjskiego Otto Magnusa von Stackelberga. Zakładał on zwiększenie stanu wojsk Rzeczypospolitej, które miały być użyte jako rosyjski korpus posiłkowy przeciwko Turcji.

Spowodowało to silny sprzeciw Prus. 13 października odczytano na posiedzeniu sejmu deklarację posła pruskiego Ludwiga Heinricha Buchholtza, w której przestrzegał on zgromadzonych przed wiązaniem się sojuszem wojskowym z Rosją przeciwko Turcji, ofiarując w zamian przymierze polsko-pruskie, gwarantujące całość i niepodległość Rzeczypospolitej, wyrażając formalną zgodę na reformy wewnętrzne kraju. Spowodowało to upadek koncepcji sojuszu polsko-rosyjskiego, a król zmuszony był wycofać swój projekt spod obrad sejmu. Odtąd opozycja sejmowa mogła liczyć na stałe wsparcie dyplomacji pruskiej w dziele niszczenia instrumentów rosyjskiego panowania nad Rzecząpospolitą.

19 stycznia 1789 wbrew protestom obozu Stanisława Augusta i ambasady rosyjskiej sejm zniósł Radę Nieustającą. Państwo polskie formalnie przestało być rosyjskim protektoratem.

Wspierany przez dyplomację pruską Sejm Czteroletni zażądał ewakuacji wojsk rosyjskich i ich magazynów z terytorium Rzeczypospolitej, co nastąpiło już w maju 1789. Rosja unikając otwartego starcia z Prusami, jak długo była związana walką na froncie tureckim i szwedzkim, nie reagowała na wzrost samodzielności Rzeczypospolitej. (wikipedia)

Ale przecież Konstytucja majowa to nie największe osiągnięcie Sejmu Czteroletniego. 24 listopada 1789 r. uchwalono powołanie „komisji porządkowych cywilno-wojskowych” dla wszystkich ziem Rzeczpospolitej. W sumie – 72.

Komisje składały się z 16 obywateli, z których najmniej jedna trzecia musiała znajdować się stale na miejscu. A jako że obligatoryjnie każdy, kto marzył o karierze urzędniczej w państwie musiał odbyć staż w takiej komisji, na brak chętnych nie narzekano.

Nowoczesna administracja stała się faktem.

Niestety, tylko na dwa lata.

Kolejna niewykorzystana okazja, to rezygnacja z pomocy szykującemu się powstaniu na tej części Ukrainy, która już została wcielona do Rosji. I choć konsul Polski, Antoni Zabłocki pisał: „Małorosja wzdycha do Boga, aby Polska oną z tej dzisiejszej oswobodzić mogła niewoli(…)” (18 sierpnia 1790 r.) ani król, ani nikt inny nie ruszył nawet palcem, by pomóc potencjalnym powstańcom.

W zasadzie reforma Rzplitej, jej funkcjonowania jako państwa, była najważniejszym zadaniem Sejmu.

I najtrudniejszym.

2 sierpnia 1790 roku biskup Adam Krasiński przedstawił Wysokiej Izbie 658 postulatów autorstwa, jak dziś się wydaje, przede wszystkim Ignacego Potockiego.

Jednym z najśmieszniejszych z punktu widzenia XXI – wiecznego obserwatora postanowień nowej Konstytucji było ustanowienie monarchii dziedzicznej i przeznaczenie tronu dynastii saskiej, jednakże bez uprzedniego zapytania króla saskiego o zgodę.

Samo uchwalenie Konstytucji 3 maja 1791 roku wg standardów przewidzianych choćby dla zgromadzeń wspólników różnych dzisiejszych firm korporacyjnych skutkować powinno nieważnością powziętej uchwały. Przede wszystkim posiedzenie Sejmu przesunięto w czasie, nie informując o tym tych posłów, którzy byli stronnikami rosyjskimi bądź za takowych byli uważani. Tuż przed posiedzeniem grupa 87 ówczesnych parlamentarzystów zebrała się (w nocy z 2 na 3 maja) w pałacu radziwiłłowskim przy Krakowskim Przedmieściu. Zebrani podpisali „Asekurację” – rodzaj zobowiązania popierania sprawy na posiedzeniu Sejmu.

Rankiem 3 maja 1791 roku wokół Zamku Królewskiego zebrała się 1/5 mieszkańców Warszawy. O godzinie 11 na salę sejmową wszedł Stanisław August. Posiedzenie sejmu rozpoczęto odczytywaniem raportów posłów Rzplitej, donoszących z różnych europejskich dworów o niebezpieczeństwach zagrażających krajowi, których to pokonanie jedynie reformy ustrojowe umożliwić mogą.

Na sali obecni byli nie tylko zwolennicy reformy.

Poseł ziemi kaliskiej, Jan Suchorzewski, padł na ziemię krzycząc, że oto zguba dla Polski nadciąga za sprawą ustanowienia despotycznego ustroju. I choć go niezwłocznie usunięto, wtargnął raz jeszcze grożąc zabiciem swojego 6 – letniego syna po to, by ten nie dożył czasów tyranii”. Straże wyrwały mu dziecko.

Konstytucja nie przeszła jednogłośnie pomimo mobilizacji sił patriotycznych.

Przeciw wystąpiło 17 posłów.

Kolejnych 7 głosowało przeciw nie zabierając wszakże głosu.

Około godziny 17 poseł Michał Zabiełło powstał i krzyknął:

Jestem za projektem i każdy jest za nim, kto prawdziwie kocha Ojczyznę. Prosimy Cię, Najjaśniejszy Panie, abyś na wykonanie jego złożył przysięgę!

Obecni posłowie i senatorowie, lud Warszawy na galeriach, porwani wielkim uniesieniem zgodnie krzyknęli:

Niech żyje Konstytucja!

Okrzyk podjęły zgromadzone wokół Zamku tłumy.

Biskup krakowski Feliks Turski odczytał rotę przysięgi, która złożył król stojąc na krześle. Obecni przeszli do katedry św. Jana, gdzie król przysięgę powtórzył.

4 maja 1791 roku przeciw Konstytucji złożyło pisemny sprzeciw 27 posłów i 1 senator.

Dopiero 5 maja, wskutek perswazji reszty Sejmu, „deputacja konstytucyjna” sprzeciw swój wycofała..

I tak Konstytucja 3 maja trafiła do historii jako uchwalona jednogłośnie.

Prawda natomiast jest taka, że 1/6 obecnych parlamentarzystów była jej przeciwna.

5 maja 1791 roku Konstytucja została zarejestrowana w aktach miasta Warszawy.

Tymczasem jeden z największych polskich historyków XX wieku Konstytucję ocenia tak:

Była w ogóle Konstytucja 3 maja aktem połowicznym i kompromisowym (…) odkładającym decyzje w kwestiach społecznych o ćwierć wieku. (Jerzy Łojek, „Kalendarz historyczny”, wydawnictwo Alfa, W-wa 1996, str. 205)

Ale i on przyznaje, że artykuł VI ustawy zasadniczej czynił ją wyjątkiem w dziejach świata po dzień dzisiejszy. Oto co 25 lat na specjalnym zgromadzeniu parlament mógł dokonać zmiany Konstytucji.

Co pokolenie.

Znamy nazwiska głównych przeciwników Konstytucji. To Szczęsny Potocki i Seweryn Rzewuski. Xawery Branicki dołączył do nich dopiero w marcu 1792 roku.

Tradycyjnie dla Polski (od czasów Piotra Wielkiego po Putina, jak się wydaje) „opozycjoniści” szukali pomocy na wschodzie. I choć Potiomkin był zwolennikiem interwencji w Polsce i włączeniu jej na powrót w sferę wpływów rosyjskich, na przeszkodzie tym planom stanął ostatni kochaś Katarzyny II – Płaton Zubow.

16 października 1791 roku (wg naszej rachuby) Potiomkin umiera.

Choć Zubow pomysły Potiomkina zaczął traktować jako własne to jednak duża część wpływowych polityków rosyjskich upatrywała raczej powrotu status quo ante, czyli Rzplitej praktycznie wasalnej wobec wschodniego Imperium.

Wiosną 1792 roku w Petersburgu już każdy wiedział, że interwencja wojskowa oznaczać może tylko jedno – kolejny rozbiór zachodniego sąsiada.

Trzej wymienieni zdrajcy Polski – Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski i Xawery Branicki mieli również tego świadomość. To, czy brali ewentualność rozbioru na poważnie, w świetle późniejszych wydarzeń jest bez znaczenia.

Polski poseł w Petersburgu informował o wszystkim króla skrupulatnie.

Stanisław August jednak zatajał prawdę przed rzekomo mu najbliższym stronnictwem patriotycznym.

9 kwietnia 1792 roku (daty wg naszej rachuby) na posiedzeniu rosyjskiej Rady Państwa zapadła decyzja o interwencji w Polsce.

Przeważyło zdanie carowej i jej faworyta.

Teraz już wydarzenia zaczęły się toczyć szybko.

„Karnawał Konstytucyjny” w Polsce miał się ku końcowi.

 

W maju 1792 roku granicę polsko – rosyjską przekroczyły dwie armie liczące w sumie 93.000 ludzi.

Polska wystawiła przeciw tej sile 56.000 żołnierzy.

Frontem południowym dowodził książę Józef Poniatowski. Na północy zaś zięć Adama Czartoryskiego, Ludwik Wuertenberg.

Ten ostatni okazał się jednak rosyjskim zdrajcą, zatem zastąpiony został przez Józefa Judyckiego i wspomnianego już przy innej okazji Michała Zabiełłę.

Król pod Warszawą zostawił 8.000 żołnierzy.

Początkowo obiecywał, że na ich czele ruszy przeciw Rosjanom.

Potem jednak zmienił zdanie – ta armia miała być odwodem na wypadek niespodziewanego ataku Prus.

Tymczasem sytuacja geopolityczna wyglądała tak, że 6 lipca 1792 roku Prusy wypowiedziały wojnę rewolucyjnej Francji i całą swoją uwagę kierowały na Zachód.

Pomimo wyraźnie słabszych sił (dzięki „odwodowi” Stanisława Augusta Rosjanie dysponowali w polu przewagą 2:1) Polacy dzielnie stawali.

Trzy bitwy – pod Mirem 10 i 11 czerwca, 18 czerwca pod Zieleńcami i 18 lipca pod Dubienką nie przyniosły rozstrzygnięcia żadnej ze stron.

Ba, pod koniec lipca 1792 roku armia polska dysponowała nienaruszoną artylerią oraz sporymi zapasami wojskowymi, pozwalającymi na dalszą kampanię przynajmniej do zimy 1792 roku.

Józef Poniatowski gromadził polskie wojska na prawym brzegu Wisły, zamierzając przeprowadzić atak w celu rozbicia wojsk rosyjskich.

Jednak 24 lipca 1792 roku otrzymał wiadomość, że król Stanisław August skapitulował przed Katarzyną II i złożył akces do Targowicy!

20.

Jak do tego doszło, że król zdradził stojące w polu i niepokonane armie?

Na dodatek stojące na swojej ziemi i mogące liczyć na dopływ rekruta, podczas gdy rosyjskie z każdym dniem stawały się słabsze.

Cofnijmy się zatem w czasie.

31 maja 1792 roku wobec niespodziewanego oporu wojsk polskich dwór carski wysuwa sugestię, aby Stanisław August wszczął rokowania z Petersburgiem.

Zresztą 10 dni wcześniej król przemawiając w sejmie stwierdził, że z Rosją należy raczej rozmawiać, a nie walczyć. Sławetne słowa raczej piórem niż orężem.

21 czerwca 1792 roku Stanisław August uzgadnia ze Strażą Praw treść listu do Imperatorowej, jednak pod naciskiem rosyjskiego posła Jakowa Bułhakowa zmienia jego treść i wysyła dnia 22 czerwca list całkowicie kapitulancki.

Co prawda i wcześniejsze propozycje trudno uznać za przejaw niezależności i suwerenności Królestwa Polskiego – Katarzynie II zaproponowano m.in. następstwo tronu dla wielkiego księcia Konstantego.

1 lipca 1792 roku grupa skupiona wokół Ignacego Potockiego opracowała projekt porozumienia z Rosją – m.in. za cenę zachowania większości postanowień Konstytucji 3 maja oraz nienaruszalności granic Rzeczpospolitej oraz udostępnienia obszaru czarnomorskiego dla polskiego handlu oba kraje miały zawrzeć „wieczyste przymierze”. Cóż, niewątpliwie nie była to pełna suwerenność, ale i tak swoboda znacznie większa od tej, jaką mieliśmy jako członek tzw. Układu Warszawskiego.

O dziwo, w Petersburgu polskie propozycje były wnikliwie analizowane.

Ba, w lipcu 1792 roku Rosja odrzuciła sugestie Prus i Austrii odrzucenia Konstytucji 3 maja pod warunkiem zachowania integralności Rzeczpospolitej.

13 lipca Katarzyna wysłała do Stanisława Augusta list, w który zażądała przystąpienia króla do Targowicy. Zagroziła mu możliwością detronizacji.

Stanisław August wpadł w panikę (a co się stanie z moimi długami?), chociaż dziś już wiadomo, że list ten był tzw. zagrywką pokerową cesarzowej.

Gdyby Stanisław nie kapitulował, gdyby dalej prowadził walkę…

21 lipca 1792 roku specjalny kurier przywiózł z Petersburga odpowiedź Katarzyny na list Stanisława Augusta z 22 czerwca.

Wystraszony i cokolwiek histeryzujący król następnego dnia zwołał naradę familijną i najbliższych współpracowników.

Familia uznała, że winien zastosować się do poleceń cesarzowej.

Tego samego dnia król powiadomił rosyjskiego ambasadora Bułhakowa o swoim bezwarunkowym akcesie do Targowicy.

23 lipca zwołał naradę z udziałem 12 działaczy państwowych I Rzeczpospolitej.

Po odczytaniu zebranym listu Katarzyny II oświadczył:

Wziąłem silną rezolucję pisać się do konfederacji targowickiej i tej rezolucji już nie odmienię.

Hugo Kołłątaj, przedstawiany przez lata jako wzór patrioty, bez chwili wahania powiedział:

Dziś jeszcze, Miłościwy Panie, przystąpić potrzeba do konfederacji targowickiej, nie jutro; każdy moment jest drogi, bo krew go Polaków obmywa.

Pięciu sprawiedliwych wypowiedziało się przeciw kapitulanckiej decyzji króla.

Byli to marszałkowie Ignacy PotockiStanisław Sułtan, podskarbi Tomasz Ostrowski, marszałek sejmu Stanisław Małachowskioraz marszałek sejmu z ramienia konfederacji litewskiej Kazimierz Nestor Sapieha.

Tak więc decyzja króla zakończyła ostatnią mającą szansę powodzenia próbę ocalenia I Rzeczpospolitej.

Niestety, przywódcy Stronnictwa Patriotycznego nie potrafili odsunąć słabego i wystraszonego człowieka od władzy.

Nawet Józef Poniatowski wyrażał ochotę uprowadzenia siłą swojego stryja Stanisława Augusta i zmuszenia go do udziału w walce.

Na nic zdały się także protesty ludu Warszawy (Konstytucja nawet bez króla!).

Wystraszony Stanisław August wystosował do generała Kachowskiego, dowódcy armii rosyjskiej, prośbę o jak najszybsze zajęcie Warszawy.

W sierpniu 1792 roku czołowi przedstawiciele stronnictwa patriotycznego udali się na emigrację.

23 stycznia 1793 roku Prusy i Rosja podpisały traktat rozbiorowy.

25 stycznia 1793 roku Stanisław August na ręce Katarzyny II złożył ofertę abdykacji pod warunkiem spłaty jego długów.

A były one niemałe – całe 33 miliony ówczesnych złotych.

Na realizację swoich planów musiał jednak poczekać jeszcze dwa lata. 

Oto cena za kraj całkiem sporej wielkości.

Zaborcy po „wymazaniu” Polski z mapy świata spłacili zadłużenie obywatela Stanisława Poniatowskiego proporcjonalnie do wielkości zajętych obszarów kraju.

Pacta sunt servanda….

Czy Polska wykorzystała koniunkturę międzynarodową?

Dzisiaj wiemy, że nie. Brakowało zdecydowanego działania. Ba, niebagatelną przeszkodą była korupcja, bo przecież tak należy rozumieć spłatę długów Stanisława Antoniego (ksywa August) w wysokości… całego budżetu Komisji Edukacji Narodowej za cały okres jej istnienia!

Po raz drugi na taką samą okazję (ościenne mocarstwa pogrążone we wzajemnym konflikcie) musieliśmy czekać aż do 1914 roku.

Dzisiaj sytuacja międzynarodowa jest trochę inna.

Nie graniczymy z Rosją (poza fragmentem w dawnych Prusach Wschodnich), a jeśli chodzi o Niemcy, to raczej my się osiedlamy po tamtej stronie granicy, niż ONI tutaj. Poza tym, jak nic się nie zmieni, za lat …dziesiąt naszym zachodnim sąsiadem może zostać jakiś Kalifat Nadreński.

Rosja również ma wystarczająco problemów, by nie próbować zyskać terytorialnie na zachodzie, poza wchłonięciem części dawnych republik ZSRS.

Nie musimy obawiać się także pozostałych sąsiadów, choć, podobnie jak I RP w drugiej połowie XVIII w., praktycznie nie posiadamy armii.

Mamy więc kolejną okazję (czyżby jakimś dziwnym zrządzeniem losu jedną na stulecie?) dokonania reformy państwa bez jakichkolwiek zagrożeń zewnętrznych.

Musimy jednak zrozumieć, że reformy a la KEN, czyli rozkradanie 90% majątku narodowego, są symptomem zbliżającego się upadku państwa.

Ponoć do trzech razy sztuka.

Spróbujmy, już w niedzielę zacznie się kolejna próba.