Wyczyny medialne osobników uważających się za dziennikarzy, pracujących w stacji na wyrost nazywanej informacyjną, znam tylko z relacji internetowych. Bywają jednak takie sytuacje, kiedy odwiedzam znajomego, który ma włączony odbiornik i siłą rzeczy jestem zmuszony do zerkania na ekran.

Ostatnio trafiłem na program, w którym Andrzej Mrozowski przepytywał dwie panie. Jedną z nich była zaangażowana feminazistka, Kazimiera Szczuka, drugiej nie znałem.

Tematem były rzekome podboje seksualne Donalda Trumpa. Chodziło o to, że po 20 latach kilku paniom nagle wróciła pamięć i przypomniały sobie, że Trump je obmacywał i molestował na różne sposoby. Konkretnie, mowa była o pani, która przypomniała sobie, że w młodości leciała samolotem, a obok niej siedział Donald i wkładał jej rękę pod spódnicę.

Reakcja Kazimiery Szczuki była przewidywalna: prawa (phawa) kobiet, dyskryminacja (dyshyminacja), łamanie rudymentarnych (hudymentahnych) wartości (wahtosci) i takie tam feminonazistowskie pierdu-pierdu…

Pomyślałem sobie, że może ta druga powie coś mądrego, bo nawet do kaczystowskiej telewizji zapraszani są dyskutanci reprezentujący odmienne poglądy, więc w niezależnym TVN powinno być to normą. Niestety, zawiodłem się, bowiem w momencie, kiedy ta druga otworzyła usta, było wiadomo, że panie walą w jeden bęben.

„Nudy” pomyślałem.

Mrozowski pomyślał chyba podobnie, bo na chwilę stracił czujność rewolucyjną i wypalił: „Czy to normalne, że kobieta molestowana w samolocie nie alarmuje o tym załogi? W takiej sytuacji powinny zbiec się stewardessy i kapitan, obezwładnić gościa, a na lotnisku powinna czekać na niego policja. Tymczasem ta pani siedzi cicho i melduje o incydencie dopiero po kilkunastu latach.”

Po takim tekście obu paniom zaparło dech i opadły im szczęki, bo najwyraźniej nie było tego w scenariuszu, a spanikowany Mrozowski pomyślał: „Kurwa, co ja narobiłem! Jak nie rzucę tym kretynkom koła ratunkowego, to wylecę z roboty!”

No i rzucił: „Czy możliwe jest, że kilkanaście lat temu świadomość kobiet była inna i bały się ujawniać tego rodzaju incydenty?”

Obie panie Kazimiery odetchnęły z ulgą, skwapliwie przytaknęły i dalej rozmowa potoczyła się bez przeszkód.

W tym momencie pomyślałem: „Tak, panie Mrozowski, kilkanaście lat temu panował patriarchat, kobiety w Stanach były ciemiężone i molestowane na okrągło, a nawet bite i kamieniowane i nikt nie stawał w ich obronie, bo panował męski totalitaryzm”.

W tej sytuacji za cholerę nie mogę pojąć, jak to się stało, że film „Thelma i Louise” o dwóch paniach, które swą drogę ku emancypacji rozpoczęły od zastrzelenia kolesia molestującego jedną z nich, został w 1991 roku dopuszczony na ekrany i nie powaliła go patriarchalna cenzura. Nie mówiąc już o wcześniejszych, takich jak „Norma Rae” (1979 r.) na przykład.

Trawestując tytuł książki Remarque’a można rzec: „W Tefauenie bez zmian”.

Zbigniew KozłowAutor: Zbigniew Kozłow