Szukałam przed laty bohatera do swojej książki. Aż tu nagle, pewnego dnia, zobaczyłam obok grobu rodzinnego malutką, całkiem zapomnianą i całkiem zaniedbaną mogiłke. Własnię tę.
Żal mi się zrobiło tego zapomnienia, więc wysprzątałam, zapaliłam światełko. Potem uslyszałam od pani sprzątającej, że ksiądz proboszcz bardzo niezadowolony, bo zapomniane mogiłki można sprzedać, a cena – jak wiadomo na Powązkach – astronomiczna. Wiec jeszcze staranniej dbałam o mogilke, aby ocalić ją – choć nie wiedziałam dla kogo.
A okazało się – dla mnie. Bo zajrzałam do encyklopedii, nie spodziewając się, że znajdę rewelacje, pod hasłem Guttry. A znalazłam rewelecje. Wstyd, że nie wiedziałam, kim był Aleksander Guttry. I choć nie wiem czy obaj panowie leżący w tej mogile są jego „późnymi wnukami”, to Andrzeja Guttry uczyniłam bohaterem powieści.
Dałam mu twarz, zawód, historię, dom. I żonę. I dzieci. I tak zapoczątkowała się saga o rodzinie Guttrych, potem rozszerzona o rodzine Gillerów i – w ostatniej książce – o przyjaciela Andrzeja Guttry – księdza Leszka Pawlikowskiego.
Teraz ta mogiła jakoś tak przylgnęła mi do serca, że nawet kiedy zamawiam mycie swojego grobu, bo przecież sama nie dałabym już rady, to zarazem zamawiam też i uprzątnięcie tego grobu. A teraz Andrzej Guttry będzie miał nawet nowoczesność na swoim grobie, bo mamy dla niego znicze solarne. Sozisnibulu.
Najtrudniej jest znależć nazwisko bohatera książki. Jak znalazł się Andrzej Guttry z „Wschodów i Zachodów”? Otóż jego grób sąsiaduje z moim rodzinnym na Powązkach. Tak, że przez dziesiątki lat stawiałam na tym właśnie, opuszczonym grobie światełko. Polubiłam tego młodego czlowieka, który zginął tuż na poczatku II wojny. Nawet nie wiem, w jaki sposób. Pewnie tragicznie.
I kiedy zaczęłam pisać „Wschody i zachody” postanowiłam przywrócić go do życia. W innym czasie. Z innym zawodem. Dałam mu dom, żone i dzieci. I pozwoliłam żyć dłużej. Ale światełko zapalam mu nadal. Jest mi teraz całkiem bliski.
Ciekawa jestem, co on tam , gdzie jest, sobie myśli. Ale nie powie. Dopiero, kiedy będe leżała „grób w grób” może szepnie słówko.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz