„Mamy takie nieocenione chwile, taką wspaniałą okazję dokonania na wschodzie wielkich rzeczy, zajęcia miejsca Rosji, tylko z odmiennymi hasłami, i wahamy się? Boimy się dokonać czynów śmiałych, choćby wbrew koalicji […]. Trzeba jednak na to wyraźnie wiedzieć, czego się chce i do czego dąży. Oglądając się na humory cudze, nic nie zrobimy. […] Zginę raczej, niźlibym miał z czasem rozpaczać, że mi zabrakło odwagi do wyzyskania może jedynej okazji wskrzeszenia całej wielkiej i potężnej Polski. […] Potrzeba nam więcej wiary w nasze siły i więcej odwagi, inaczej zginiemy i nie zdołamy spełnić naszego zadania, i tak odgraniczyć Polskę od wrogów, żeby mogła wielkość swą wypisać nie drogą rewolucji i strasznych eksperymentów wschodu, lecz drogą ewolucji. Piętno niewoli kołacze nam w duszach. Mimo tysiącznych dowodów, jak potężna jest siła kultury polskiej i ile zdziałała ona w ostatnich latach – podczas których Polska jako państwo już nie istniała – boimy się dać jej zadania zbyt wielkie teraz, gdy siła kultury poparta została przez państwowość. I cóż z tego, że nasze pokolenie jest zgniłe, spodlałe w kolebce niewoli, za nim przyjdą nowe pokolenia i upomną się o warunki egzystencji lepsze niźli te, jakie niektórym z naszych obecnych tchórzów zdają się wystarczać” – mówił Józef Piłsudski, 31 lipca 1919 roku.
Powyższe słowa Józef Piłsudski wypowiedział kilka miesięcy po rozpoczęciu polskiej ofensywy na Kijów, która rozpoczęła się 19 lutego 1919 r. Z perspektywy Marszałka ofensywa miała na celu odrzucić wojska Armii Czerwonej jak najdalej na Wschód za rzekę Dniepr oraz docelowo stworzyć niepodległe, lecz będące w sojuszu federacyjnym z Polską państwo ukraińskie. Piłsudski wychodził z założenia, że to na wschodzie zawsze rozstrzygały się losy, a więc bezpieczeństwo i niepodległość Rzeczpospolitej. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że największym zagrożeniem dla Polski był od zawsze sojusz niemiecko-rosyjski, który docelowo zmierzał do osłabienia i zniszczenia Rzeczpospolitej, która zajmuje kluczowe miejsce w Euroazji. Dlatego chciał doprowadzić do stworzenia ładu geopolitycznego w Europie Wschodniej, który prowadziłby do osłabienia Rosję. Należy zdać sobie sprawę z tego, że Rosja zajmuje kluczowe miejsce w polityce na kontynencie europejskim tylko i wyłącznie wtedy, gdy posiada terytorium Ukrainy. Bez posiadania tych terytoriów Rosja nie jest imperium, które może skutecznie rozstrzygać losy w pierwszej kolejności Europy Środkowo-Wschodniej oraz rozszerzać swoją ekspansję dalej w kierunku Morza Śródziemnego oraz Bałkan. Z tego założenia geopolitycznego wychodziła Piotr I, Caryca Katarzyna, a potem Lew Trocki, który zaproponował Włodzimierzowi Leninowi przeprowadzenie kontrofensywy, która miała rozszerzyć ekspansję rewolucji bolszewickiej na kraje Europy Zachodniej. Jak wiemy, letnia ofensywa z 1920 r. zakończyła się rosyjską (bolszewicką) porażką. Niemniej, już niecałe 20 lat później doprowadzono do skutecznego choć dodajmy – nie ostatecznego zniszczenia państwa polskiego. Było to możliwe dzięki zawiązaniu sojuszu między III Rzeszą Niemiecką a Związkiem Sowieckim. Piłsudski już niedługo po podpisaniu na początku lat 20 XX w. traktatów z Locarno i Rapallo wiedział doskonale, że zarówno Niemcy, jak i Rosja całkowicie niepogodzone z faktem odzyskania w 1918 r. przez Polskę niepodległości będą chciały wspólnie zniszczyć państwo polskie. Dlatego przestrzegał swoich współpracowników (następców) przed tym, aby Polska do nieuniknionej wojny nie wchodziła jako pierwsza oraz aby działania wojenne nie toczyły się na terytorium Rzeczpospolitej. Jednocześnie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że największym zagrożeniem dla Polski była Rosja, która zawsze postrzegała zawiązanie sojuszu z Niemcami jako część planu mającego na celu podjęcie rywalizacji o hegemonię w Europie z mocarstwami europejskimi (Wielką Brytanią i Francją).
Powrócimy w tym momencie z tego historycznego wehikułu czasu do obecnej rzeczywistości już wojennej – dodajmy. Na przestrzeni 2021 i 2022 roku wielokrotnie wskazywałem i ostrzegałem, że wojna na wschodzie jest nieunikniona. Aktualnie wchodzimy już powoli do 200 dnia rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Należy sobie zdać sprawę z tego, że Putin podjął tę decyzję chcąc osiągnąć te same cele z którymi Trocki i Lenin podejmowali decyzję o przeprowadzeniu ofensywy na Zachód w 1920 roku.
W pierwszej kolejności Putin chciał przeprowadzić szybką dekapitację władzy na Ukrainie i w tym celu podjęto decyzję o rozszerzeniu inwazji z trzech kierunków z najważniejszym białoruskim na Kijów. Drugim celem było zdobycie całego Południa (wybrzeży Morza Czarnego) od Mariupola po Odessę. Trzecim celem było połączenie terytorium Rosji z Naddniestrzem. Czwartym celem było zniszczenie Mołdawii, co oznaczałoby realne zagrożenie dla Rumunii i całej Bramy Czarnomorskiej. Piątym celem było doprowadzenie do przywrócenia statusu quo z 1997 r. tj. wycofania się NATO na dawną linię wyznaczoną w Jałcie linią Żelaznej Kurtyny (tego Putin domagał się od Joe Bidena podczas rozmów w grudniu 2021 r.). Chciał nowej Jałty, która nie wymagałaby wywoływaniu wojny. Oznaczałoby to dla wszystkich państw położonych na wschodniej flance NATO ponowne wpadnięcie w strefę wpływów Moskwy. To były główne założenia i cele geopolityczne (strategiczne) jakie chciał osiągnąć Putin. Żaden z tych celów nie został na szczęście osiągnięty. Putin podjął błąd bo uważał generalnie, że sprzyja mu sytuacja geopolityczna na świecie, sytuacja wewnętrzna w Rosji i był przekonany o solidnym przygotowaniu armii rosyjskiej do wojny. Popełnił więc ten sam błąd co Hitler, który rozpoczął wojnę zbyt wcześnie, gdyż ówczesne Niemcy do wojny światowej nie były w 1939 r. jeszcze przygotowane.
Niemniej, Rosja jeszcze tej wojny nie przegrała, a Ukraina jeszcze jej nie wygrała, więc dopóki wojna trwa cała postawiona przez Rosję stawka wojny jest w grze. Polska przyjęła jednak bardzo dobrą politykę wobec wojny na Ukrainie. Po pierwsze, w Polsce panuje konsensus polityczny ponad podziałami dotyczący położenia Ukrainy z perspektywy naszego bezpieczeństwa. Elity polityczne w Polsce rozumieją to, że bezpieczeństwo Polski jest uzależnione od sytuacji jaka ma miejsce na Ukrainie. Mówiąc wprost: bez istnienia niezależnego państwa ukraińskiego nasze położenie byłoby niezmiernie trudne. Dla Rosji otwierałoby drogę w kierunku dalszej ekspansji na Zachód (nie tylko militarnej), co oznaczałoby nieuchronność wojny rosyjsko-polskiej na terytorium Rzeczpospolitej w perspektywie kilku, może kilkunastu lat. Polski rząd przyjął także właściwą politykę na długo przed wojną w zakresie organizacji brygady polsko-litewsko-ukraińskiej, która miała tworzyć podwaliny pod pogłębienie współpracy wojskowej między tymi państwami oraz stopniowo dostosowywać wzorce zachodnie (NATO-wskie) w celu ich implementacji w armii ukraińskiej. W ten sposób wyciągano wnioski z militarnych porażek, by nie powiedzieć kompromitacji jakie miały miejsce w 2014 r. na Krymie i przede wszystkim w Donbasie (Iłłowajsku, Doniecku, Ługańsku, czy też Debalcewe). Jednocześnie Kijów przygotowywał się do wojny z Rosją. Niestety na Ukrainie nie przeprowadzono reformy i reorganizacji SBU, co miało swoje konsekwencje na początku wojny w lutym 2022 r. Nie wchodząc w szczegóły z wiadomych względów należy podkreślić, że bez uruchomienia procesu reorganizacji i rozwijania armii, która trwa mimo trwającej wojny nie byłoby możliwe skuteczne podejmowanie walki z rosyjskim najeźdźcą, który aktualnie ponosi bardzo duże straty zarówno w sprzęcie, jak i w ludziach. Bez tego i płynącej z zachodu pomocy przez terytorium Polski Ukraina prawdopodobnie przegrałaby wojnę i byłaby zmuszona do rozmów z Rosją na warunkach jakie stawiałby Kreml.
Dla wszystkich powinno być jasne, że obecny rząd polski prawidłowo wyciągnął wnioski z politycznego testamentu jaki pozostawił po sobie Józef Piłsudski oraz polityki jaką przyjął w 2000 r. W. Putin. Podjęliśmy decyzję jako państwo i naród o uruchomieniu strukturalnej pomocy dla Ukrainy (politycznej, militarnej, ekonomicznej i społecznej) rozumiejąc stawkę tej wojny i gry jaką uruchomił Putin. Pomimo konsekwencji (ekonomicznych) jakie wiązały się z tą decyzją. Powinniśmy być z siebie dumni, że rozumiemy tę stawkę i patrzymy na obecne wydarzenia z czasowym wyprzedzeniem. Gdybyśmy oceniali obecną sytuację z perspektywy „tu i teraz” i konsekwencji ekonomicznych, to być może wybralibyśmy jako naród strategię podobną do węgierskiej. Gdybyśmy patrzyli na to wszystko jako szansę (iluzoryczną i bezmyślną) na odzyskanie dawnych Kresów (Lwowa i Stanisławowa – dziś Iwano-Frankowska) oraz zemszczenia się za zbrodnię wołyńską jak niektórzy w Polsce, to popełnilibyśmy największy błąd w całej współczesnej historii Polski. Należy zauważyć, że tego chciałaby Moskwa i nas (naród) do tego zachęcała i zachęca poprzez kreowanie dezinformacji skierowanej na doprowadzenie do podziału między Polakami a Ukraińcami. Wybraliśmy inaczej, drogę niełatwą bo oznaczającą przejście przez kryzys (energetyczny – problemy z surowcami energetycznymi oraz ekonomiczny). Są to jednak czasowe niedogodności, które niestety wynikają także ze złych decyzji jakie podjęto kilkanaście lat temu począwszy od nieprzemyślanej i krótkowzrocznej polityki prywatyzacji polskich przedsiębiorstw państwowych oraz zlekceważenia kwestii transformacji energetycznej z jednoczesnym niszczeniem potencjału górniczego. Nie chcę jednak wchodzić w szczegóły, więc pozostawię ten wątek odrębny jako dygresję. To był także trudny wybór z uwagi na ciężar historii, który wiąże się z tematami do dziś niewystarczająco przepracowanymi i nierozwiązanymi. Chodzi mianowicie nie tylko o ludobójstwo na Wołyniu, ale także o Powstanie Chmielnickiego, trudną historię wzajemnych relacji w II RP oraz skończywszy na słynnej akcji „Wisła”, która także w Polsce budzi liczne spory. Inwazja Rosji na Ukrainę ostatecznie przekreśliła nasze obawy o to, że Moskwa zdoła do siebie przekonać Ukraińców. Daje nam to możliwość do ostatecznego wyjaśnienia i zakończenia wzajemnych pretensji i różnic wśród których kwestie historyczne zajmują czołowe miejsca. Zarówno w Warszawie, jak i Kijowie musi dojrzeć przekonanie, że tylko polsko-ukraiński sojusz jest w stanie skutecznie zatrzymać imperialną politykę i dążenia Rosji oraz przeciwstawić się niemieckiej hegemonii w Europie, która zawsze postrzegała „Wschód” jako przestrzeń do podporządkowania i kolonizacji. Bez zawiązania bliskiego sojuszu z Ukrainą nie będzie również możliwe skuteczne zbudowanie polskiej alternatywy (Międzymorza) wobec nowoczesnej niemieckiej Mitteleuropy, której budowy Berlin nie porzucił pomimo oficjalnych deklaracji. Rolą Polski jest więc doprowadzenie do konsolidacji regionu ABC – Adriatyku, Bałtyku oraz Morza Czarnego. W ten plan modernizacji i budowy globalnego potencjału całego regionu należy włączyć po wojnie Ukrainę. O tym powinniśmy już teraz myśleć i przede wszystkim rozmawiać ze stroną ukraińską.
Jednocześnie teraz oraz po zakończeniu wojny należy rozbudowywać potencjał militarny obu państw. Nie możemy popaść w hurraoptymizm w przekonanie, że kwestia rosyjskiego imperializmu została na zawsze rozwiązana. Nie miejmy złudzeń. Nawet jeśli Rosja przegra tę wojną, a jest to aktualnie możliwe, to z całą pewnością w przyszłości będą się chcieli Rosjanie za tę porażkę zemścić. Oczywiście, jeśli Rosja przetrwa w obecnym kształcie. Połączony potencjał militarny Polski i Ukrainy może być czynnikiem decydującym jeśli chodzi kształt nowego ładu w Europie po wojnie. Dla Waszyngtonu wygrana wojna przez Kijów oraz budowa sojuszu polsko-ukraińskiego, który byłby również sojuszem rozbudowanych i nowoczesnych armii mogłoby umożliwić przerzucenie swoich sił i potencjału na Pacyfik, gdyż to tam właśnie rozstrzygać się będzie status tego mocarstwa. Dla Waszyngtonu wojna rosyjsko-ukraińska przybliża perspektywę zatrzymania globalnych ambicji Pekinu, a do tego celu miał prowadzić m.in. Nowy Szlak Jedwabny. Wojna na Ukrainie właściwie ten szlak zatrzymała, co stawia Pekin w trudnej sytuacji (również wizerunkowej) i oddala szansę na konsolidację Euroazji, co miał z kolei w swoich planach Berlin. Z całą pewnością ta kwestia jest niewątpliwym atutem w rękach Kijowa w przyszłych rozmowach, które ukształtują nowy ład w tej części Euroazji.
Naszą pozycję wpływową musimy jednocześnie budować nie tylko poprzez wykorzystanie szansy jakie daje nam „historia” na Wschodzie, co powyżej w niewielkim zarysie już omówiłem, ale także na kształtowaniu polityki (także zachodniej) w poczuciu suwerenności i godności wobec siebie. Trzeba kierować się tym, co powiedział w 1934 r. Józef Piłsudski: „Nigdy nie zniżać głowy, tzn. przestrzegać godności”. Nam nie wolno w położeniu między Rosją a Niemcami, które oczekiwały klęski Kijowa ulegać różnym naciskom i podporządkowania się. Bezkrytycznego wypełniania „poleceń” z Brukseli, czy tym bardziej Berlina. Nie wolno się zniżać do poziomu kolonialnej mentalności, która niestety w Polsce jest obecna. Dziś ta postawa przejawia się w przekonaniu, że „musimy powielać zachodnie wzorce bo to nas ostatecznie utrzyma na zachodnie. Temu przekonaniu należy się z całą surowością (oczywiście w granicach przyjętych norm) przeciwstawić kształtując kolejne pokolenia w poczuciu godności, ale także (co słusznie zauważył w ostatnim facebookowym wpisie prof. Andrzej Nowak) samoograniczania. Mówiąc wprost – trzeba mierzyć siły na zamiary. W tym celu należy przyjąć realistyczny punkt widzenia i patrzeć w przyszłość z perspektywy strategicznej. Niestety, ale większość współczesnych polskich polityków tych zdolności nie posiada poza wybranymi jednostkami. To nie jest nic nowego, bowiem podobnie było w I oraz II Rzeczpospolitej. Piłsudski tę zdolność posiadał pomimo tego, że wielu go wyśmiewało lub twierdziło, że nie powinien on rządzić. Współcześnie wielu jest takich co uważa, że lepiej wie w którą stronę ma podążać Rzeczpospolita. Obserwując polską politykę od kilku lat uważam, że jest to myślenie życzeniowe wśród tych osób, które tak twierdzą. Obecna rzeczywistość polityczna w Polsce przypomina, a właściwie jest taka sama jak ta, która miała miejsce przed zamachem majowym przeprowadzonym przez Piłsudskiego w 1926 r.
Czy obecny dyskurs publiczny oraz przede wszystkim politycy myślą o tym, co mówił i przed czym przestrzegał Józef Piłsudski? Czy myślimy nad tym gdzie powinna znaleźć się Polska za 10, 20, 30, 50 oraz 100 lat? Niech każdy sobie odpowie na to pytanie we własnym zakresie.
Zostaw komentarz