Polityka coraz częściej przypomina spór o to, kto głośniej wypowie własną wersję prawa. Jedni mówią: mamy większość, więc mamy rację. Drudzy mamy Konstytucję, więc to my mamy rację. A gdzieś pomiędzy tymi dwoma stanowiskami pozostaje coś, co powinno być najważniejsze: prawo i jego procedury.
Najlepiej widać to dzisiaj na przykładzie Trybunału Konstytucyjnego.
Sędzia Trybunału nie jest zwykłym urzędnikiem. To człowiek, który ma później oceniać, czy ustawy uchwalane przez parlament są zgodne z Konstytucją. Od takiej osoby trzeba więc wymagać szczególnej znajomości prawa, ale także szczególnego szacunku dla procedur.
Bo procedura nie jest dodatkiem do prawa. Procedura jest częścią prawa.
I właśnie dlatego tak wiele pytań budzi sposób, w jaki część obecnych sędziów TK obejmowała swoje stanowiska.
W kwietniu 2026 roku sześciu sędziów wybranych przez Sejm złożyło ślubowanie podczas uroczystości w Sejmie. Marszałek Sejmu uznał, że było to ślubowanie złożone „wobec Prezydenta RP”. Kancelaria Prezydenta ma jednak w tej sprawie odmienne stanowisko i mówi, że jeżeli sędzia Trybunału Konstytucyjnego ma pilnować przestrzegania Konstytucji i ustaw, to czy sam może przyjmować procedurę, która jest niezgodna z ustawą?
Od sędziego TK oczekujemy znajomości prawa.Sędzia powinien pilnować, aby prawo było przestrzegane a nie je łamać.
A teraz pojawia się sprawa Macieja Berka.
Tutaj problem jest nieco inny. Nie chodzi o to, że Berek niczego nie przedstawił. Przedstawił dokumenty dotyczące swoich kwalifikacji i powołuje się między innymi na dokumentację Okręgowej Izby Radców Prawnych.
Wątpliwość dotyczy jednak tego, czy dokumenty te rzeczywiście potwierdzają spełnienie wszystkich ustawowych wymagań, w szczególności wymaganego okresu wykonywania zawodu.
I właśnie dlatego Prezydent zwrócił się do Marszałka Sejmu o przekazanie dokumentów, na podstawie których Sejm dokonał weryfikacji kwalifikacji Berka.
I tutaj zaczyna się rzecz naprawdę zastanawiająca.
Dokumentów tych Marszałek Czarzasty nie przekazał.
Zamiast prostego: „proszę bardzo, oto dokumenty, sprawdźcie”, pojawiła się odpowiedź, że żądanie Prezydenta nie ma podstawy prawnej.
Ale jeżeli wszystko jest jasne, jeżeli wymagany staż został rzeczywiście wykazany, jeżeli nie ma żadnych problemów z kwalifikacjami, to dlaczego nie pokazać dokumentów i zakończyć sprawę?
To przecież najprostsze rozwiązanie.
Oto dokumenty.
Oto potwierdzenia.
Oto ewidencja wykonywania zawodu.
Proszę sprawdzić.
Dziesięć lat jest? Jest.
I po sprawie.
Jeżeli mówimy o kandydacie na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, to chyba nie powinno być niczego prostszego niż pełna przejrzystość jego kwalifikacji.
Chodzi o spełnienie ustawowych warunków objęcia jednego z najważniejszych urzędów prawniczych w państwie.
I dlatego sprawa Berka powinna zostać rozstrzygnięta dokumentami, a nie politycznym ujadaniem.
I dokładnie taka sama zasada powinna obowiązywać przy ślubowaniu sędziów TK.
Jeżeli ustawa przewiduje określoną procedurę, to trzeba jej przestrzegać. Nie można przecież oczekiwać od obywatela, że będzie przestrzegał prawa, a jednocześnie uznawać, że w przypadku najwyższych organów państwa procedury można interpretować według aktualnej potrzeby politycznej.
Bo wtedy pojawia się pytanie fundamentalne:
Czy prawo obowiązuje wszystkich, czy tylko tych, którzy akurat nie mają większości?
Trybunał Konstytucyjny powinien być miejscem, w którym na takie pytanie odpowiedź jest oczywista.
I właśnie dlatego warto dzisiaj zadać pytanie:
Kto ma pilnować Konstytucji, jeżeli ci, którzy zostali powołani do jej ochrony, sami zaczną traktować procedury wybiórczo? Sejm, rząd, prezydent? Bo póki co pilnuje Naród.