Za tydzień mój przyjaciel, z którym włóczyłem się kilka lat po Bałkanach, spałem po dworcach, piłem piwo i wino, a jak trzeba było, lokalną rakiję, zostanie księdzem. Takim księdzem księdzem. Prawdziwym.
W ostatnich latach naszych podróży podejrzewałem, że temat idzie w tę stronę, ale pewności nie miałem. To już drugi mój student, który wylądował w seminarium duchownym.
Czasem zastanawiam się czy ja nie powinienem pójść tą drogą.
Kto wie. Może byłbym dobrym księdzem? A wówczas swoje owieczki strzygłbym jak trzeba. I byłoby generalnie wesoło.
Zostaw komentarz