W salonie III RP zapanowała żałoba po tym, jak Donald Tusk publicznie ogłosił rezygnację ze startu w wyborach prezydenckich. Mnie ta jego decyzja zupełnie nie zaskoczyła, ponieważ nieraz pisałem o tym, że cała jego kariera polityczna nastawiona była na korzyści materialne, a już od lat 90. powszechna była opinia, że pazerność Tuska na kasę jest wprost proporcjonalna do jego lenistwa.

Tusk zarobił już tyle, że bez sensu byłoby angażowanie się w wyczerpującą psychicznie i fizycznie kampanię wyborczą z ryzykiem przegranej, zwłaszcza, że czeka go sowita emerytura i odprawa z Brukseli. W swojej opinii o tym niemieckim nadzorcy na Polskę nie jestem odosobniony, bo przecież nawet sama zajadle zwalczająca PiS Jadwiga Staniszkis stwierdziła, że Tusk:
– Jest cyniczny, nastawiony wyłącznie na osobiste korzyści, także finansowe. Powinien pozostać na marginesie polskiej polityki. To karierowicz.
O wiele dosadniej wypowiedział się o „królu Europy” opozycjonista czasów PRL Krzysztof Wyszkowski, mówiąc w programie „Studio Polska”:
– Donald Tusk jest Wałęsą bis. Jest podobnie jak Wałęsa agentem, ale niemieckich służb, wysforowanym na wybitnego polityka. To zawodowy oszust.
Oczywiście ten zawodowy oszust ogłaszając swoją decyzję o rezygnacji z kandydowania musiał skonsultować ją ze swoimi niemieckimi treserami i jak widać otrzymał na to zgodę.

I co dalej? No cóż, umarł król, niech żyje króla właściwie umarł Donek, niech żyje Władek. I tak oto „młodzi i dobrze wykształceni” z dużych miast dostali jak na tacy kolejnego, nawet bardziej idealnego kandydata niż Tusk. Oczywiście mam na myśli Władka Kosiniaka-Kamysza z PSL. Oto kontynuator rodzinnych pseudoludowych tradycji. Jego ojciec był ministrem zdrowia w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, a w PRL-u działaczem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego, przybudówki komunistycznej PZPR. Władysław Kosiniak-Kamysz to typowy przykład karierowicza III RP. Jako minister pracy i polityki socjalnej zasłynął swoją wyjątkową wrażliwością wobec ludzi bezdomnych. Aż 50 milionów złotych kosztowało wdrożenie przez jego resort portalu emp@tia, poprzez który bezdomni i bezrobotni mieli się starać o świadczenia socjalne. Kosiniak-Kamysz najwyraźniej jako minister oglądał otaczający go świat z okien rządowej limuzyny i nie wiedział, że bezdomni nocujący na dworcach, pod mostami, wiaduktami i w kanałach ciepłowniczych nie tylko nie mają dostępu do Internetu, ale i nie posiadają laptopów.

Kosiniak-Kamysz ma jeszcze jedna cechę, która w walce o elektorat „młodych i dobrze wykształconych” z dużych miast daje my swoisty handicap. On niczym kameleon potrafi dostosowywać swoje barwy do otoczenia, w którym aktualnie przyszło mu przebywać. I tak nasz zielony Władek potrafi w jednej chwili przybrać tęczowe barwy LGBT, by po chwili prężyć swoją biało-czerwoną, patriotyczną, narodową pierś. W jednej chwili Władek potrafi zrobić się na czerwono i stanąć obok równie czerwonego komucha Czarzastego, by po chwili znowu powrócić do zielonego koloru koniczynki. W dni parzyste Władek krzyczy Bóg, Honor i Ojczyzna, intonując pieśń Nie rzucim ziemi skąd nasz ród, a w nieparzyste towarzyszy mu hasło Bób Hummus Włoszczyzna i pieśń Wyklęty powstań, ludu ziemiWładek z takim samym heroizmem potrafi bronić naszej wiary i tradycyjnej rodziny, jak prawa do aborcji i adopcji dzieci przez pary homoseksualne.

Przedstawiłem Państwu idealnego kandydata na dzisiejsze czasy, czyli człowieka bez właściwości, charakteru i kręgosłupa, z którego każdy ulepić sobie może to, co mu się spodoba.

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz

Tekst pierwotnie opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta”

Fot: strona www.kosiniakkamysz.pl