Co będzie po wyborach – NIE WIADOMO, pewne jest jednak, że obecna władza opuści kontrolowane od 8 lat ministerstwa, zmienią się również komendant główny Policji i szefowie służb specjalnych. Co to oznacza? M.in. dociskanie śledztw anemicznie prowadzonych za poprzedniej (obecnej) ekipy. Taka perspektywa musi wiele osób przerażać…

Kilka dni temu, nieoczekiwanie, gdyż przed wypełnieniem dyspozycji sądu wskazujących zakres obligatoryjnych czynności dowodowych, warszawska prokuratura umorzyła główny wątek afery autostradowej. Zignorowano wiele istotnych kwestii, m.in. nie wyjaśniono w ogóle próby wyłudzenia (przez tylko jedną spółkę z łańcucha kilkudziesięciu podobnie działających podmiotów gospodarczych) ponad 130 tys. zł podatku VAT i wyprania 450 tys. zł. Nieoczekiwanie dosłuchano podejrzanych i na podstawie ich wyjaśnień, pozostających w rażącej sprzeczności z innymi dowodami, logiką oraz doświadczeniem życiowym i nawet sztuką budowlaną, śledztwo umorzono. A było to nie byle jakie postępowanie karne, gdyż zapoczątkowane przez ministerstwo Sławomira Nowaka Emotikon smile Doniesienia składane przez pokrzywdzonych były ignorowane, więc przez rok zabiegałem, by to właśnie minister dopełnił swoich obowiązków i na podstawie pozyskanych ode mnie informacji zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Tego nie można już było zignorować i śledztwo zostało wszczęte, ale żeby Nowak nie poczuł się zbyt niezależny, to we WPROST pojawiła się bzdurna afera zegarkowa, po czym minister w niechwale zszedł z piedestału. Jeszcze szerszy materiał dowodowy przekazałem kilka tygodni później jego następczyni – minister Bieńkowskiej, która miała również zająć się sprawą, lecz nim to nastąpiło otrzymała awans do struktur unijnych. Nadmienić należy, że beneficjentami afery autostradowej były właśnie zachodnie koncerny budowlane, które dosłownie skosiły około 1300 polskich rodzinnych firm budowlanych. Prokuratura przez 2 lata robiła co mogła, by przesłuchiwać świadków nie częściej niż co pół roku, po czym nagle, kilka dni temu, przesłała do pokrzywdzonych postanowienie o umorzeniu…

Na tym nie koniec „sprzątania”. Jakiś czas temu w Warszawie nielegalnie eksmitowano kupców wynajmujących lokale w przejściu podziemnym w okolicach dworca centralnego. Nielegalnie, gdyż w sądzie toczyły się wówczas sprawy o ustalenie stosunku najmu, a sądy te odmówiły usunięcia kupców przed prawomocnym rozstrzygnięciem tej kwestii. To nie powstrzymało jednak „siły wyższej”. W sprawie doszło do tajemniczych pobić, włamań, zastraszeń i kradzieży towarów wartych łącznie setki tysięcy zł. Oczywiście wszystko to dokonane przez nieznanych sprawców, przy pełnej bierności często obserwujących te zdarzenia lokalnych policjantów. Przez około rok, nadal bez wyroków sądu, usunięto w ten sposób kilkudziesięciu niepokornych najemców – niepokornych, gdyż żądających dotrzymania ustaleń co do cen najmu. Na placu boju pozostało tylko dwóch. Do przedwczoraj. Wtedy ich lokale nieoczekiwanie spacyfikowała… Służba Celna, poszukująca bliżej nieokreślonego klucza do sejfu. W związku z tym, wspólnie z policją, usunęła z lokalu pracownicę jednego ze wspomnianych dwóch kupców i w sposób bestialski, naruszający prawa człowieka i mający złamać tą młodą dziewczynę psychicznie poddała ją bez racjonalnych ku temu podstaw kontroli osobistej. Gdy dziewczynę rozbierano do naga, „przypadkiem” na miejsce przybyły „ekipy remontowe”, które zabudowały wskazane dwa lokale handlowe, po czym dostały się do ich wnętrza i usunęły stamtąd cały towar. Obecni na miejscu policjanci, podobnie jak miało to miejsce przy poprzednich nielegalnych eksmisjach, odmówili przedsiębiorcom zatrzymania osób wynoszących z lokali ich towar. Nadmienić należy, że sporne obiekty należą do miasta, a są za ułamek ich wartości wynajmowane prywatnej spółce, która to z kolei już w wysokich cenach nawet przekraczających wartość rynkową podnajmuje je obecnie pod punkty usługowo-handlowe. W ten sposób na majątku publicznym milionowe kwoty zarabiają osoby mile widziane w ratuszu.

Podobnych przypadków było w ostatnich dniach dużo więcej – i to nie tylko w prowadzonych dawniej przeze mnie sprawach. Podobne informacje docierają do mnie od wielu osób z branży. Czystki przedwyborcze? Trudno nazwać to inaczej.

Na koniec aspekt optymistyczny – od kilku dni mieszkam w niezwykle dobrze chronionym bloku, wokół którego stale koczują panowie w cywilu, zamaskowani przy tym tak bardzo, że niemal im gałęzie zza uszu (i z innych części ciała) wystają 🙂 gdyby nie fakt, że to ciche i spokojne osiedle o minimalnym ruchu osobowym i wszyscy się tutaj znają z widzenia, to pewnie bym nie zwrócił uwagi na tajemnicze „trójki”, które dziwnym trafem zmieniają się co równe osiem godzin… 🙂

Autor: Kazimierz Turaliński