Miała – bo dziś nie mówimy ani o triumfie wolnego handlu, ani o europejskiej jedności, lecz o politycznym hamowaniu awaryjnym. Skierowanie umowy do Trybunału Sprawiedliwości UE to nie techniczna formalność, lecz sygnał, że nawet unijne instytucje przestały udawać, iż wszystko jest w porządku.
Jeśli coś trafia do TSUE przed ratyfikacją, to znaczy, że zaufanie już się wyczerpało.
To nie jest jeszcze porażka- raczej kontrolowana zapaść.
Umowa nie upadła, ale została zamrożona, a wraz z nią polityczna narracja o „korzyściach dla wszystkich”.
Rolnicy protestują, państwa członkowskie się buntują, a Parlament Europejski po raz pierwszy od dawna powiedział: sprawdźmy, czy to w ogóle jest legalne. I to mówi więcej o stanie Unii niż setki konferencji prasowych Komisji.
Mercosur wylądował w sądzie nie dlatego, że Europa stała się nagle ostrożna, lecz dlatego, że przez lata była bezrefleksyjna. TSUE ma dziś rozstrzygnąć nie tylko spór prawny, ale pytanie fundamentalne: czy Unia jest wspólnotą interesów obywateli, czy maszyną do podpisywania umów, których skutki zawsze „wyjdą w praniu”. To pranie właśnie się zaczęło i potrwa wiele miesięcy. Presja ma sens.
Zostaw komentarz