Wypowiedzi wszystkich polskich eurosceptyków można by sprowadzić do jednego mianownika – a nie mówiłem??

Tymczasem pomijamy albo też staramy się nie zauważać wielkiej rewolucji ideologicznej, jaka w ciągu ostatniej dekady nastąpiła w Unii.

Oczywiście zmiany były wprowadzane powolutku zgodnie z zaleceniami węgierskiego stalinisty Matyasa Rákosi ‘ego (właśc. Rosenfeld), twórcy określenia taktyka salami.

Głośno mówiła o tym już w 2019 roku prof. dr hab. n. prawnych Genowefa Grabowska wspominając o „pełzających kompetencjach”, czyli pozatraktatowemu powiększaniu swoich kompetencji przez Komisję Europejską i TSUE ( por.: ).

Poprzez takie „rozpychanie się” KE po prostu zawłaszcza coraz to nowe pola kompetencji, pola, które traktatowo jej nie były przypisane. Często mówi się w takich przypadkach o „pełzających kompetencjach”. Stojąc jednak na gruncie legalistycznym, gdzie o podziale kompetencji decyduje traktat, państwa nie powinny pozwalać organom organizacji na takie działania! Komisji Europejskiej także.

Profesor David Engels (Instytut Zachodni w Poznaniu) mówi wprost:

Wchodząc do Unii Europejskiej, Polska była przekonana, że projekt ten opiera się na wspólnym poszanowaniu podstawowych instytucji społecznych, takich jak tradycyjna rodzina, dobra osobista, tożsamość narodowa czy cywilizacja zachodnia, jednak europejskie elity coraz częściej zwracają się w stronę radykalnych lewicowo-liberalnych idei, takich jak wielokulturowość, gender mainstreaming (polityka upowszechniania równości płci), ideologia LGBTQ, globalizm, obwinianie Zachodu, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stał się ich najważniejszym narzędziem.

link:

Dalej belgijski historyk mówi o metodzie, jaką posługuje się Unia. Jest to praktycznie to samo, co wspomniana już „taktyka salami”, dla odróżnienia jednak zwana „metodą Monneta”. Nieuniknione w każdym praktycznie akcie prawnym tzw. klauzule generalne (np. zawarte w naszym kodeksie cywilnym odesłanie do zasad współżycia społecznego – art. 58 § 3 Kodeksu cywilnego) w drodze wykładni nabierają nowego znaczenia, często zupełnie innego niż przykładane doń w chwili podpisywania/uchwalania aktu prawnego.

Tak dokładnie dzieje się z pojęciami »różnorodność«, »tolerancja«, »poszanowanie mniejszości«, »sprawiedliwość« czy »równość«.

Nagle okazało się, że obsadzony przez nominatów poszczególnych rządów Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej na nowo zdefiniował pojęcie „praworządności”. Nic to, że ma ono już ponad dwa wieku liczącą tradycję. Nic to, że pojęcia państwa prawnego uchodzą w praktyce za niesporne (w każdym razie pomijalnie mało) pośród przedstawicieli doktryny (nauki prawa). TSUE zupełnie na poważnie „praworządność” upatruje w całkowitej alienacji tzw. trzeciej władzy od suwerena. Oczywiście tylko w Polsce, bo przecież w Niemczech politycy mianować sędziów mogą. W Polsce natomiast uzależnienie wyboru składu Organu przedstawiających kandydatów na sędziów do prezydenckiej nominacji od woli suwerena jest VERBOTEN!

Ba, poprzez swoje „orzeczenie” TSUE wprowadza nieznaną polskiemu prawu konstytucyjnemu instytucję kontroli prezydenckiej prerogatywy!

Zatem już nie tylko polskie prawo, ale i polski Prezydent jest podległy woli unijnych urzędników.

Już tylko chwila dzieli nas od dowolnego usunięcia Głowy Państwa od pełnienia obowiązków. Po ostatnich wystąpieniach byłej już „sędzi” TSUE niejakiej Lapuerty łatwo sobie wyobrazić, że jej następczyni w przypadku wygrania wyborów prezydenckich w 2025 roku przez kandydata zgłoszonego przez Prawicę w ramach postępowania zabezpieczającego zawiesi wybór do czasu rozstrzygnięcia sporu.

Pretekstem będzie np. naruszenie „tolerancji” bądź też „poszanowania mniejszości”.

I niech nikt nawet nie próbuje przekonać mnie, że kognicja TSUE aż tak daleko nie sięga. Jestem dziwnie spokojny, że argumentacja podobna do tej, jaka pozwoliła Lapuercie i jej towarzyszach stwierdzić naruszenie „praworządności” w przypadku przesunięcia sędziego Żurka z wydziału do wydziału sądu pozwoli objąć kognicją TSUE nawet polskiego Prezydenta. 

W powyższym kontekście warto zajrzeć do uzasadnienia wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 24 listopada 2010 r. (K 39/09). Przypominam, że wówczas w składzie TK nie było żadnych „dublerów”, trybunał nie był więc „upolityczniony” i „nie działał na zamówienie Kaczyńskiego”, jakimi to epitetami określa dzisiaj TK Organ nadredaktora Michnika i jemu podobne. Ba, w składzie sądzącym odnajdujemy takie sławy oPOzycyjne jak Bohdan Zdziennick(sprawozdawca), Andrzej Rzepliński, Ewa Łętowska czy Stanisław Biernat.

Przede wszystkim znajdujemy w nim omówienie wątpliwości, jakie Traktat lizboński zasiał w innych krajach. TK pisze:

Na gruncie tych postanowień traktatowych, które traktując Unię jako organizację międzynarodową, a nie państwo federalne, podkreślają one znaczenie zasady przyznania, zasady pomocniczości, odwołują się do przyznania parlamentom Państw Członkowskich ostatniego słowa, którego brak wstrzymuje działania unijne, a ponadto uzależniają efektywność Unii od wewnętrznych procedur konstytucyjnych jej członków. Europejskie sądy konstytucyjne potwierdzają znaczenie zasady suwerenności odzwierciedlonej w postanowieniach konstytucji, ze względu na które dokonywana jest przez te sądy ocena Traktatu z Lizbony w zakresie wskazanym przez wnioskodawców.

Uzasadnienie wyroku TK informuje, że francuska Rada Konstytucyjna w decyzji z dnia 20 grudnia 2007 r. interpretując konstytucyjną klauzulę europejską w brzmieniu obowiązującym w chwili orzekania, a w szczególności art. 88-1 („Republika uczestniczy we Wspólnotach Europejskich i w Unii Europejskiej złożonych z państw, które swobodnie postanowiły, na mocy traktatów ustanawiających te organizacje, wspólnie wykonywać niektóre ich kompetencje”), Rada Konstytucyjna stwierdziła, że klauzula ta „potwierdza najwyższą moc prawną Konstytucji w wewnętrznym porządku prawnym” i jednocześnie pozwala „Francji na uczestniczenie w tworzeniu i rozwoju stałej organizacji europejskiej, posiadającej osobowość prawną i wyposażonej w uprawnienia decyzyjne w efekcie przekazania kompetencji przez państwa członkowskie”.

Niemiecki Federalny Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 30 czerwca 2009 roku stwierdził, że sądom konstytucyjnym nie może zostać odebrana odpowiedzialność za „zagwarantowanie konstytucyjnych granic upoważnienia integracyjnego oraz identyczności konstytucyjnej niepodlegającej przekazaniu” (teza 336).

Na podkreślenie zasługuje jego kolejna teza – sąd konstytucyjny Państwa Członkowskiego może stwierdzić niezgodność z własną konstytucją aktu prawa unijnego zachowując „prawo do ostatniego słowa”, ale zarazem godząc się na „konieczność poniesienia wówczas konsekwencji międzypaństwowych” (teza 340). Trybunał wskazał, że naruszenie tożsamości konstytucyjnej Niemiec jest niedopuszczalne skoro ustrojodawca nie przyznał przedstawicielom i organom Narodu prawa dysponowania suwerennością.

Podobne sformułowania znajdujemy w wyroku Sądu Konstytucyjnego Czech z 26 listopada 2008 r. Otóż zdaniem naszych południowych sąsiadów prawo europejskie sprzeczne z materialnie rozumianą istotą konstytucyjności i demokratycznego państwa prawnego nie mogłoby mieć w Czechach charakteru wiążącego.

Jak słusznie podkreślił polski TK granica przyzwolenia na rozwój Unii leży więc tam, gdzie państwa członkowskie zaczęłyby tracić swoją tożsamość konstytucyjną.

Jak widać inne kraje wcale nie uważały, by ich Konstytucje miały ustępować przed europejskim traktatem czy też wykładnią niejasnych jak się okazuje przepisów dokonywaną przez unijnych urzędników zwanych „sędziami TSUE”.

Trzeba przyznać, że i nasz TK w 2010 r. nie dostawał od zarysowanego wyżej nurtu. W uzasadnieniu wyroku K 32/09 czytamy bowiem:

Jak to zostało stwierdzone w uzasadnieniu wyroku o sygn. K 18/04, zagwarantowane w art. 91 ust. 2 Konstytucji pierwszeństwo stosowania umów o przekazaniu kompetencji „w niektórych sprawach” – przed postanowieniami ustaw niedających się współstosować – nie prowadzi do uznania analogicznego pierwszeństwa tychże umów przed postanowieniami Konstytucji. Konstytucja pozostaje zatem – z racji swej szczególnej mocy – „prawem najwyższym Rzeczypospolitej Polskiej” w stosunku do wszystkich wiążących Rzeczpospolitą Polską umów międzynarodowych. Dotyczy to także ratyfikowanych umów międzynarodowych o przekazaniu kompetencji „w niektórych sprawach”. Z racji wynikającej z art. 8 ust. 1 Konstytucji nadrzędności mocy prawnej Konstytucja korzysta na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej z pierwszeństwa obowiązywania i stosowania.

Cóż więc takiego się stało, że nagle oPOzycja, do niedawna jeszcze mówiąca, że za Konstytucję to nawet ludzie mogą umierać, przestała widzieć w niej najwyższe prawo III RP?

Dlaczego Wałęsa naraża się na śmieszność i ciągle nosi t-shirty z widocznym napisem OTUA? Przecież powinien nosić tylko trzy litery – TUE – akronim TraktatuUnii Europejskiej.

Jeszcze nie tak dawno Budkowie pozowali w t-shirtach a la Wałęsa.

Dlaczego nagle narracja uległa aż tak drastycznej zmianie?

.

Tymczasem media, a nawet niektóre centrale związkowe (vide oświadczenie OPZZ) próbują przedstawić wydarzenia ostatnich lat jako konflikt lokalnego ciemnogrodu ze światłą, praworządną i demokratyczną Europą.

Naprawdę jest to walka o kształt Unii Europejskiej; szerzej zaś o jej istnienie. 

Polska, a także inne kraje pokolenie temu zaledwie będące oddzielone od wolnego świata żelazną kurtyną nie dadzą się zapędzić ponownie do kolejnej wersji Związku Sowieckiego. Nawet jeśli to będzie wersja light.

A to oznacza, że niczym w 1917 czy 1932 roku znowu toczy się wojna pomiędzy Cywilizacją a eurolewicą.

10.10 2021

Ps. Pamiętajmy, że już w 2009 r. niektórzy posłowie (np. Jan Łopuszański i Antoni Macierewicz) domniemywali dzisiejszy rozwój wykładni treści Traktatu Lizbońskiego. TK skwitował jednak te zastrzeżenia krótko:

Zarzuty wnioskodawcy dotyczą możliwości stosowania postanowień traktatu w sposób rozszerzający zakres kompetencji już przekazanych, odnoszą się zatem do wyobrażeń wnioskodawców na temat sposobu stosowania traktatu w przyszłości. Trybunał Konstytucyjny nie jest powołany do oceny hipotetycznego sposobu stosowania Traktatu z Lizbony. Tego rodzaju praktyka pozostaje poza zakresem właściwości sądu konstytucyjnego dopóty, dopóki nie przejawi się w postaci konkretnych regulacji podlegających na mocy art. 188 Konstytucji kontroli sprawowanej przez Trybunał Konstytucyjny. Wnioski odnoszące się do potencjalnego stosowania traktatu w sposób z traktatem sprzeczny wykraczają poza kognicję Trybunału Konstytucyjnego.

fot. facebook na prawach cytatu