Z doświadczenia wiadomo, że lepiej być takim niewychylającym się w jedną lub drugą stronę wykładowcą. Bo ten wybitny prędzej czy później i tak się zużyje, ustępując miejsca innemu. I potem kiśnie. Ten słaby z kolei, ponieważ nigdy nie był silny, kiśnie od chwili zatrudnienia. Najlepsi są wykładowcy uśrednioni. Tacy jakby uniwersalni.

Stawiają się do pracy na 10 minut przed ósmą i pobierają klucze do sali wykładowej.

– Na jaki temat mam dzisiaj wykładać? – pytają pracownika ochrony.

– Chwila, bo system się zawiesił. – O już jest – starożytny Egipt, pierdylion lat przed naszą erą. – powiedział pracownik ochrony wydający klucze do sali.

– No cóż – odparł uniwersalny wykładowca, począwszy przeszukiwać internety w poszukiwaniu treści użytecznych do wykładu.

– a w której sali mam wykładać? – zapytał pracownika recepcji.

– Nie tak szybko, najpierw zagadka – klucz do kluczy – zaintonował pracownik recepcji. – Co to jest? Ma cztery nogi i się nie rusza? – zadał pytanie.

– Uśredniony wykładowca długo myślał, tak że zrobiła się całkiem spora kolejka do kluczy. Ci na końcu zaczęli wykrzykiwać wulgarne wyrazy, jakby nie byli naukowcami. Nawet prześcigali się w tym, kto dosadniej oprotestuje uśrednionego nauczyciela.

– No i jaka jest odpowiedź? Zdajesz pan sobie sprawę z nacisku kolejki. Spowodował ją pan swoją niewiedzą. Oni wszyscy są już dostatecznie źli na pana i na nas wszystkich. Jest pan obecnie najbardziej znienawidzonym wykladowcą. Ot i co. – Kluczy nie ma i nie będzie. Bierz pan studenciaków na korytarz albo gdzie indziej.

– Kurwa mać – przychodzę od dwudziestu lat wykładać na uniwersytecie i tu taki afront. Byle cieć decyduje o tym, czy mogę wykładać w normalnej Sali czy mam się pałętać po korytarzu. A jakie oni mają wykształcenie? Pewnie tylko podstawowe, dlatego stają się wrogami postępu. – No i ostatecznie ląduję ze swoimi studentami na korytarzu. Prowadzę wówczas tzw. wykład dialogowany. Chodzimy wspólnie i rozmawiamy. Po 15 minutach temat wykładu przestaje być ważny, bo rozmawiamy o życiu.

– Ja wiem, że jest pan uśrednionym wykładowcą, czyli takim byle jakim, tylko proszę żeby mnie pan źle nie zrozumiał, gdyż osobiście bardzo sobie cenię pańskie zajęcia. Głównie z uwagi na godziny, w których się odbywają. To dla mnie ważne. Ale do rzeczy – zawsze marzyłam o tym, by przejść po linie na dużej wysokości.

– Rozumiem, ale co ja mam do tego?

– Może pan spowodować, znaczy uruchomić pracowników z działu technicznego, żeby wreszcie rozpięli tę stalową linę miedzy budynkami 21 i 23. Nie je jedna chciałabym się zmierzyć z tą przestrzenią. Na tej wysokości.

Po tym jak ostatecznie zawieszono tę stalową linę między budynkami nr 21 i 23, wielu studentów po niej kroczyło. Część spadła i się zabiła, ale chyba jednak było warto.

p.s. To zwierzę z czterema nogami co sie nie rusza, to zdechły szczur. Proste.

Obraz Gerd Altmann z Pixabay