– Ależ to było dobre, takie pożywne i energetyczne – powiedział profesor wychylając po rząd trzy kieliszki wódki Bocian i wkładając pod serwetkę banknot 10-zlotowy jako napiwek. – W takich warunkach to ja mogę wykładać. Na UW, WAT czy innych uczelniach też się spożywa, ale oficjalnie, nie w podziemiach, dlatego tu jest lepiej – podkreślił udając się do windy w celu przeprowadzenia wykładu.

Garbaty student po tym jak Kierownik Działu zdelegalizował bar stał się jeszcze bardziej garbaty do tego stopnia że swoim wyglądem przypominał literę „C”. Odkąd zdelegalizowano bar, tenże nadal działał, tylko w konspiracji, ceny poszły w górę bo trzeba było zatrudnić studenta, który siedział na taborecie przy windzie i alarmował w przypadku, gdy ktoś miał zjechać do garażu. Wówczas gaszone były światła i milkły i tak już wyciszone rozmowy.

Do baru zjeżdżali z różnych pięter i budynków głównie starsi wykładowcy, którzy cenili sobie atmosferę konspiracji, pewnej tajemniczości i – nie ma co ukrywać – lubili sobie popić w dobrym towarzystwie. A że w barze był tylko alkohol i papierosy, to każdy przynosił co miał do jedzenia. Jeden profesor z Wydziału Biologii przyniósł domowej roboty salceson. Wszyscy jedli go aż im się uszy trzęsły, ale nikt nie zapytał z kogo ten salceson. Wyraźnie było to bez znaczenia.

– Garbaty studencie – zagadnął jeden doktor już wyraźnie złopotany wódką Bocian – powiedz ty nam wszystkim szczerze, czemu studiujesz?

– Dla wiedzy i większego ogarnięcia się – odpowiedział garbaty student, po czym dodał – dla punktów ECTS. Te punkty są dla mnie najważniejsze, ważniejsze niż wiedza i przyjaźnie w czasie studiów. Punkty, one są najważniejsze. Zdobywam ich minimum trzydzieści w semestrze. I odkładam do słoika, w którym są już naklejki z Biedronki, takie żeby pluszaka dostać potem.

– Pierdolę tę robotę – westchnął profesor przez emeryturą zaciągnąwszy się papierosem bez filtra. – To wszystko jest bez sensu. – Kiedyś jak się wykładało to studenci słuchali albo udawali, że słuchają. Dzisiaj mówisz, mówisz i jeszcze raz mówisz a po drugiej stronie dekoracja z twarzy studentów zatopionych w odmętach internetów. Edukacja straciła swój sens – powiedział i odszedł dogaszając kiepa butem. – Wkurwiłem się, powiedział zamiast „do widzenia”.

– A ja to lubię zajęcia ze studentami – powiedział młody doktor. – Mam jak mi się wydaje z nimi dobry kontakt, rozumiemy się, często rozmawiamy. Na wykładach są obecni i słuchają tego, co mam do powiedzenia. Potem zadają nawet pytania. I rozmawiamy.

Po tej wypowiedzi, którą wszyscy słyszeli, zapanowała cisza.

– Wie pan, panie doktorze – powiedział emerytowany profesor – to miejsce, w którym tu nielegalnie pijemy i palimy papierosy bez filtra, powstało nie dlatego, żebyśmy chwalili się swoimi sukcesami, ale po to byśmy mogli dzielić się swoimi porażkami, niepowodzeniami i żebyśmy mogli po prostu narzekać. Tymczasem pan nam tutaj wyjeżdża z czymś takim.

Bar nadal funkcjonował, ale jak winda zjeżdżała na poziom -1, wyłączane było oświetlenie oraz milkły rozmowy. Tenże bar, jakkolwiek nielegalny, umożliwiał wielu wykładowcom przetrwanie w zawodzie. Wielu porzuciłoby już dawno pracę na uniwersytecie, gdyby nie ten bar.