Utracona kwintesencja demokracji

//Utracona kwintesencja demokracji

Utracona kwintesencja demokracji

Zastanówmy się przez chwilę nad ideą demokracji. Jak zapewne wiecie, za jej protoplastę uznaje się ustrój starożytnych Aten, w których to każdy pełnoprawny obywatel, który między 18 a 21 rokiem życia ukończył odpowiednie szkolenie, mógł brać udział w tzw. zgromadzeniu ludowym. Organizowane one były na Agorze i w ich trakcie Ateńczycy podejmowali decyzje dotyczące bieżących spraw politycznych. Stąd demokracja zawdzięcza swoją nazwę greckim słowom „demos”, czyli lud i „kratos” czyli władza – „władza ludu”.

I to właśnie jest najważniejszą cechą tego ustroju. Jednak o ile w starożytnych Atenach postulat ten był łatwy do realizacji, wszak starożytne Ateny to państwo – miasto, o tyle w nowoczesnych demokracjach bezpośrednie sprawowanie władzy przez obywateli jest niemal niewykonalne… Ale nie niemożliwe. Aby spełnić ten postulat wprowadzono instytucję referendum. Założenie jest proste – w sprawach szczególnie istotnych, z punktu widzenia obywateli, rządzący dają możliwość bezpośredniego udziału w stanowieniu prawa. Organizują referendum, w którym to zadają obywatelom pytanie dotyczące proponowanej zmiany, na które ci mogą odpowiedzieć TAK lub NIE, decydując tym samym o kierunkach zmian w państwie. Bardzo istotnym jest aby zrozumieć, ze referendum jest kwintesencja demokracji, a nie tylko dodatkiem do niej. Dlatego też zadaniem każdego demokratycznego państwa jest dbanie, by ranga tego wydarzenia była wysoka, a obywatele czuli obowiązek udziału w nim. Nie taki przymuszony, np. mandatem za nie oddanie głosu, tylko wewnętrzny, wynikający z pełnego zrozumienia tej idei.

Niestety w III RP instytucja referendum została sprowadzona do rangi badania opinii publicznej. Podstawową przyczyną tego stanu rzeczy jest wprowadzenie wymogu przekroczenia progu 50% uprawnionych do głosowania, aby było ono wiążące dla władzy, co nawet w starożytnych Atenach byłoby ciężkie w realizacji, gdyż tam, tak jak obecnie, tylko pewna grupa obywateli brała czynny udział w zgromadzeniach. Reszta zdawała się na ich mądrość.

Zastanawialiście się kiedyś, skąd wziął się u nas próg frekwencyjny?

Mamy rok 1995, na horyzoncie rysuje się wizja organizacji pierwszego w historii wolnej III RP referendum. Jedno z pytań dotyczy tego, czy obywatele są za wprowadzeniem powszechnego uwłaszczenia. Uczestnicy okrągłego stołu wpadają w popłoch. Jeśli oddaliby majątek państwowy w ręce ludzi, nie mogliby dokonać tego, co im się ostatecznie udało – sprzeniewierzyć majątek skarbu państwa kosztem narodzin fortun kilku wybrańców. Wpadają na genialny plan. Wprowadzają próg wymagany dla ważności referendum na poziomie 50%. Teraz pójdzie z górki, posiadają media, mogą więc przeprowadzić taką antykampanie, by obywatele na pytanie sprowadzające się do: „czy chcesz otrzymać majątek”, postanowili wstrzymać się od głosu. Udało im się. Mimo tego, iż ponad 90% głosujących w referendum z roku 1996 opowiedziało się za powszechnym uwłaszczeniem, frekwencja na poziomie 32,4% sprawiła, że uznano je nieważnym. I byłbym w stanie zaakceptować ten stan rzeczy, gdyby nie fakt, że rok później w referendum dotyczącym przyjęcia nowej konstytucji udział wzięło ok 42,86% uprawnionych, a jak wszyscy wiemy, konstytucję przyjęto. Co prawda trafiło to do sądu najwyższego, ale… Dlaczego uwłaszczeniowe nie trafiło?

I tak to właśnie jest z polskim referendum, które stało się zabawką w rękach władzy, służąca do tworzenia iluzji, że nasz usrój spełnia podstawowe kryteria niezbędne do tego, by nazwać go demokratycznym. A jeśli istnieje obawa, że wynik może być nie po myśli organizatorów, to zmienia się zasady gry w trakcie jej trwania. Tak było z wprowadzeniem progu, czy też rozbiciem go na dwa dni jak w przypadku referendum ws. wejścia do unii.

Ja jestem przeciwnikiem propozycji, by na obywateli nakładać mandaty za brak udziału. Widzę jedno, prostsze, ale jakże zasadnicze rozwiązanie. Zlikwidowanie wymaganego progu. W myśl zasady „Polak mądry po szkodzie” jestem przekonany, że jeżeli raz, drugi ew. trzeci mniejszość reprezentowana przez np. 20% uprawnionych, podejmie decyzję mającą wpływ na życie codzienne reszty, szybko owa reszta nauczy się korzystać z przywileju odpowiadania na zadane pytania. Bo nic tak bardzo nie motywuje jak utrata kontroli nad otoczeniem.

W takiej sytuacji nie będzie już tak jak z niedawnym referendum, kiedy to partię polityczne wprost zachęcały do jego bojkotu. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego? Skoro byli przeciw JOW wystarczyło swoich wyborców zmotywować by poszli i oddali głos na NIE. Tylko że trudno by im wtedy było wytłumaczyć obywatelom, że jednocześnie powinni zgodzić się na utrzymanie finansowania partii z budżetu państwa. Polacy nie są aż tacy naiwni. Łatwiej zniechęcić do udziału, wyśmiewając postulaty i przemilczając fakt organizacji referendum w mediach.

Dlatego apeluje, znieśmy kwalifikowany próg frekwencyjny i wprowadzamy nasz ustrój na prawdziwie demokratyczne tory, w których to różne środowiska, chcąc przekonać obywateli do swojego stanowiska, byłyby zobowiązane do przeprowadzenia kampanii informacyjnej, a nie mogły przesłonić fakt organizacji referendum kurtyna milczenia, osiągając tym samym korzystny dla siebie wynik.

By |2015-10-01T07:34:47+00:00Październik 1st, 2015|Polityka|Możliwość komentowania Utracona kwintesencja demokracji została wyłączona

About the Author:

Alan Klimala
Absolwent informatyki ze specjalizacją informatyczne systemy przemysłowe na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Na co dzień programista pracujący w charakterze architekta oprogramowania wbudowanego w firmie silnie związanej z przemysłem ciężkim. WoJOWnik, którego Paweł Kukiz poderwał do walki o lepszą przyszłość dla nas i następnych pokoleń w Polsce. Kandydat do sejmu w wyborach parlamentarnych 2015 z ramienia komitetu Kukiz'15 w okręgu 29.
Google+