Obserwuję awanturę wywołaną przez żonę Czesława Kiszczaka z przerażeniem i trochę zszokowany. Dziwię się, że nikt nie chce zrozumieć całości i koncentruje się na szczególe, który krzywdzi wszystkich, lecz jest najmniej istotny.

Po pierwsze, rozumiem rolę jednostek w historii, lecz jedynie, jako element wypadkowy procesów historycznych oraz społecznych, które jednostki owe wytworzyły i bez których żadna ikona nie zaistniałaby w świadomości ludzi. To te procesy tworzą jądra krystalizacji, czasem spersonifikowane, a czasem zinstytucjonalizowane. Tak jest od zarania dziejów człowieka, jako istoty społecznej.

To nie przypadkowe jednostki, nie Lech Wałęsa, nie Adam Michnik, nie Zbigniew Bujak obalili komunę. To setki tysięcy ludzi, którzy w momencie dla nas najdogodniejszym, ze względu na niezależne od nas procesy gwałtownie przyspieszające zmiany w światowym układzie politycznym, ci właśnie ludzie, nie zważając na represyjną „czkawkę”, odchodzącego do lamusa porządku, wynieśli owe jednostki na piedestał. Manipulacja, której zostali poddani, paradoksalnie, wynika z tego procesu. Więcej, jest jego częścią składową. Jest więc, krzywdzące dla wszystkich zwykłych ludzi, żyjących w PRL pomniejszanie ich wysiłku przez mitologizowanie jakiejkolwiek jednostki.

Powtórzę, tylko ludzie w swojej masie budują pomniki i obalają je także. Każda jednostka winna o tym wiedzieć i pamiętać komu zawdzięcza cokół, na którym stoi. W tym kontekście, największą bzdura jest stwierdzenie, że komunę obaliła Służba Bezpieczeństwa wraz ze swoimi źródłami. To także były narzędzia zmiany, jaka dokonywała się wówczas w skali globalnej. Może nam się to podobać lub nie, lecz nic nie byłoby możliwe bez współgrania wszystkich elementów. Świadomych i nieświadomych konsekwencji, bo tak działa proces globalny. Przyszedłem do MSW w schyłkowym momencie systemu. Właściwie w trakcie ledwo zauważalnej, ale już widocznej zmiany, przewartościowania, rozpoczętego w połowie lat siedemdziesiątych poprzez ewolucyjne zastąpienie doktryny MAD doktryną powstrzymywania (zwaną później SDI i teorią ograniczonej wojny jądrowej).

Nie jest w tym momencie ważne, dlaczego owa zmiana nastąpiła. Ważne natomiast jest, że paroksyzmy starego systemu starły się z przeczuciem nowości absolutnie wszędzie. Również w miejscach, które tradycyjnie były związane ze „starym porządkiem”. Bez tego nic by nie było możliwe, tak, jak bez wysiłku tysięcy ludzi istnienie jakiegokolwiek lidera nie byłoby możliwe. Nie mylmy więc, manipulacji z procesem geopolitycznym, historycznym i społecznym, którego wynikiem jest owa manipulacja, bo tak przez chwile (w skali epoki) dzieje się zawsze po każdej rewolucji.

Po drugie, nie koncentrujmy się na Lechu Wałęsie, ponieważ i on jest ofiarą manipulacji. Nie jest istotne dla mnie kogo dotyczyły dokumenty z „szafy Kiszczaka”. Najważniejsza jest odpowiedź na kilka pytań. Dlaczego takie dokumenty pozostawały tyle lat poza kontrolą państwa? Czy, jak i przeciwko komu ich kiedykolwiek użyto? Czy generał Kiszczak był jedynym ich „właścicielem”? Dlaczego ujawniono je właśnie teraz? Jaki jest kontekst owego ujawnienia? Jakie były motywy pani Kiszczak i czy działała z własnej inicjatywy, czy również jest elementem gry? Już same pytania są niepokojące, bo kwestionują umowy z roku 1989. Czy jednak nie jest to pozorne? Może nadszedł, wraz z nowym pokoleniem, czas kolejnego przewartościowania? Bez względu, jakie są odpowiedzi, musimy to przetrwać i wyjść z tego mocniejsi.

Paradoksalnie, mamy ogromną szansę, by w końcu zasypać podziały, a szansą tą jest właśnie młode pokolenie, które nie podchodzi emocjonalnie do tych spraw. Wyjątkowo emocjonalnie traktuje natomiast zakłamanie i oszustwo, gdyż samo jest jego ofiarą. otwarcie wszelkich zastrzeżonych zbiorów i publikacja rożnych aneksów zakończy sprawę, przetnie plotki i narastające wokół nich mitologie, pozwoli obiektywnie spojrzeć nie tylko na przeszłość, ale i na ludzkie motywacje. Tak zmienne w rożnym kontekście. W pracy, przez tyle lat, miałem okazję poznać ów czynnik i przestać dziwić się czemukolwiek. Jest jeszcze jeden aspekt za ujawnieniem materiałów. Przejdźmy do niego.

Po trzecie, najważniejszym dla mnie jest aspekt kontrwywiadowczy, gdyż to on warunkuje suwerenność decyzji państwowych. Nie wiemy, czy Czesław Kiszczak był jedynym dysponentem materiałów. Zakładam, muszę tak założyć zgodnie z kardynalnymi zasadami pracy operacyjnej, że nie on jeden i nie tylko Polacy byli dysponentami tych „kwitów”. Nie obchodzi mnie też, jakim językiem mówili, ponieważ istotne jedynie jest to, że mogli mieć wpływ na moje państwo inny, niż deklarowany jawnie przez polityków.

Rozumiem wszystkich, którzy larum podnoszą na temat ochrony „tajemnic i źródeł służb”, „starych” i „nowych”, bo stworzy to niebezpieczny precedens, za który zapłacą obecne służby. Uważam jednak, że na szali pozornie stoją dwie wartości: dobro państwa i dobro służby. Dla mnie istnieje wyłącznie jedna wartość, czyli dobro państwa, bo nie istnieje coś takiego, jak dobro instytucji, które to państwo stworzyło. I to, i to jest jedynie dobrem nas wszystkich. Często jest też tak, że dobro służby jest różne od dobra państwa. Zapłacili za to Amerykanie 11 września 2001 roku.

W tej sytuacji, jaka mamy od tygodnia, jedyną możliwością neutralizacji zagrożenia jest decyzja o ujawnieniu wszystkich materiałów wytworzonych przez jakikolwiek organ państwowy PRL. Cywilny i mundurowy. Jest to ryzyko, ale konieczne, gdyż większym ryzykiem jest dopuszczenie do cudownych odkryć kolejnych szaf przez kolejne wdowy po generalicji.

Tak na to wszystko patrzę. Nie jakiś „XY” jest tu problemem, ale system, który chce przetrwać, by ocalić małe fragmenty „starej” rzeczywistości.