Słucham różnych interpretacji na temat tego, dlaczego gen. Czesław Kiszczak ostatecznie nie wysłał do dyrektora Archiwum Akt Nowych w Warszawie swojego pisma z dnia 5 kwietnia 1996 r. w sprawie przekazania do AAN dokumentów dot. współpracy Lecha Wałęsy z SB.

Pismo Kiszczaka do Prezydenta Kwaśniewskiego

Wydaje mi się szczególnie ważne zwrócenie uwagi na fakt, że owa rezygnacja z wysłania akt „Bolka” do AAN mogła wynikać z pozyskania wiedzy przez Kiszczaka (od funkcjonariuszy SB w szeregach UOP. od prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego lub ministra spraw wewnętrznych Zbigniewa Siemiątkowskiego), że Wałęsa i jego ludzie ze służb w latach 1992-1995 ukradli większość istniejących wówczas materiałów kompromitujących Wałęsę.

Siemiątkowski, który objął MSW, ale również jego ludzie którzy zaczęli kierować UOP (Andrzej Kapkowski), mieli dostęp do wewnętrznej dokumentacji poświadczającej przekazanie dokumentów Wałęsie w latach 1992-1995 (np. notatek J. Koniecznego i A. Milczanowskiego na temat przekazania akt Wałęsie, zwłaszcza z 28 września 1993 r. i 24 stycznia 1994 r.), jak również do dokumentów potwierdzającej fakt niezwrócenia tych materiałów przez Wałęsę (notatka gen. G. Czempińskiego dotycząca przekazania mikrofilmów odnalezionych w mieszkaniu byłego oficera SB J. Frączkowskiego prezydentowi L. Wałęsie, Warszawa, 25 IV 1994 r.).

Jeśli przyjąć, że Kiszczakowi zależało na zachowaniu dla historii akt „Bolka”, mógł kierować się uzasadnionym brakiem zaufania do instytucji państwa (nie tylko UOP, ale i prokuratury – rejonowej w Gdyni, wojewódzkiej w Gdańsku i Warszawie), które użyły swoich wpływów i władzy, by zebrać materiały na temat Wałęsy i dostarczyć mu jemu bezpośrednio. Pytanie kiedy Kiszczak mógł się o tym wszystkim dowiedzieć?

Zauważmy zatem jaka była sekwencja zdarzeń:

1) 5 kwietnia 1996 r. Kiszczak pisze list do dyrektora AAN z zamiarem przekazania akt „Bolka”;

2) 10 lipca 1996 r. minister Siemiątkowski pisze pismo do prezydenta Kwaśniewskiego w sprawie otwarcia paczki z dokumentami Wałęsy oznaczonej adnotacją: »Bez zgody prezydenta RP nie otwierać«;

3) 16 lipca 1996 r. szef UOP powołał komisję do zbadania okoliczności kradzieży akt Wałęsy;

4) 24 września 1996 r. szef UOP prosi Wałęsę o zwrot „wypożyczonych” dokumentów;

5) 29 listopada 1996 r. UOP złożył w prokuraturze wojewódzkiej w Warszawie zawiadomienie o zaginięciu tajnych akt dotyczących Wałęsy.

Paradoksalnie, gdyby Kiszczak te materiały przekazał wówczas do AAN (lub nie daj Bóg do UOP z czasów Milczanowskiego, Sienkiewicza, Miodowicza i Niemczyka) zapewne nigdy nie ujrzałyby one światła dziennego znając skalę i wagę tych dokumentów.

Podobnie byłoby gdyby Kiszczakowa udała się z tymi aktami do… powiedzmy gazety X. Dostałaby nawet milion złotych, ale akta te nigdy nie zostałyby ujawnione.

Tak Pan Bóg wyprowadza dobro ze strasznego zła…

Autor: dr hab. Sławomir Cenckiewicz