Jak w ogóle można „odwołać” Ursulę von der Leyen? To już dzisiaj.

Chodzi o wotum nieufności wobec Komisji Europejskiej (czyli całego kolegium, nie tylko samej Ursuli).
Podstawa prawna: art. 234 Traktatu o funkcjonowaniu UE.

Warunki są bardzo trudne:
– musi go podpisać co najmniej 1/10 europosłów (obecnie ok. 70–75).
-żeby wotum przeszło, potrzeba:
2/3 głosów oddanych oraz
bezwzględnej większości wszystkich europosłów (czyli co najmniej 361 z 720).
To jest zapora niemal pancerna.
Dlaczego to takie trudne akurat teraz?
EPL (Europejska Partia Ludowa), z której wywodzi się von der Leyen, jest największą frakcją.
Do tego dochodzą:
socjaliści (S&D),
liberałowie (Renew),
często także Zieloni, które w praktyce głosują razem, gdy chodzi o utrzymanie Komisji.
Czyli: nawet jeśli część europosłów jest wściekła, arytmetyka parlamentarna jest przeciwko odwołaniu.
Czy w historii UE to się udało?
Nigdy formalnie nie przeszło wotum nieufności.
Jedyny wyjątek:
Komisja Jacques’a Santera (1999) sama podała się do dymisji, zanim Parlament zdążył ją odwołać.
To pokazuje ważną rzecz: Realnym zagrożeniem nie jest głosowanie, tylko presja polityczna i wizerunkowa.
Co więc realnie może się wydarzyć jutro?
Najbardziej prawdopodobny scenariusz:
Wotum nie przechodzi,ale część europosłów wstrzymuje się lub głosuje przeciw, co:
osłabia von der Leyen,
daje amunicję na kolejne ataki i podważa jej mandat polityczny. W Unii Europejskiej nie obala się władzy głosowaniem – obala się ją zmęczeniem, kompromitacją i erozją zaufania, a to już chyba mamy za sobą.