Wadowicka debta już za nami, ale echo po niej nadal brzęczy w uszach mieszkańców Papieskiego Miasta. – Miałem napisać fakty po faktach, ale zasadniczo należałoby użyć słów „Wnioski po wnioskach” i w dodatku przykre – pisze Artur Świątek.

Podczas debaty Radia Kraków dotyczącej tematu : „Wadowice bez korków, szyldów i smogu – kosztowny kaprys czy konieczność” – padły następujące stwierdzenia:

Burmistrz Klinowski stwierdził, że badania jednoznacznie pokazują, że w godzinie szczytu przez rynek przejeżdża 600 samochodów/godzinę tranzytem i (co najważniejsze), że to nie są mieszkańcy Wadowic. Następnie Poseł Józef Brynkus zadał Burmistrzowi pytanie, na podstawie czego stwierdzono ile samochodów przejeżdża tranzytem przez centrum miasta. Burmistrz oznajmił, że na podstawie ustawionych kamer i pomiaru kamerami. Poseł Brynkus zaznaczył, że należałoby sprawdzić jeszcze dowody rejestracyjne, aby stwierdzić skąd są kierowcy. Burmistrz Klinowski podniósł, że badania były przeprowadzone właśnie za pomocą skanerów tablic rejestracyjnych.

To właśnie jest sedno sprawy?- Rzeczywiście badania prowadzone były, ale bynajmniej nie tak jakby sobie tego życzył Burmistrz „Nasz”. Jednocześnie spieszę z wyjaśnieniem, że podczas owej debaty, rzeczywiście błędnie założyłem, że w badaniach Politechniki Krakowskiej posłużono się wyróżnikiem ze względu na to czy tablice rejestracyjne są KWA czy też obce. O wyjaśnienie poprosiłem dr Tomasza Kulpę z Politechniki Krakowskiej, który odpowiedział na szereg interesujących mnie pytań. Mianowicie o zastosowanie owego wyróżnika ze względu na miejsce rejestracji. Okazało się, że nie był on brany pod uwagę. Tym gorzej dla Burmistrza Klinowskiego, bo należy zatem uznać, że niezależnie od rejestracji, obcej bądź wadowickiej i tak każdy zostanie uznany za tranzyt – wyjaśnia dociekliwy mieszkaniec.

Badano ruch w centrum Wadowic? – Myliłby się jednak ten kto uznałby, że taki ruch dla centrum miasta w ogóle był przebadany. Jak wynika z mojej korespondencji z dr Kulpą, tranzyt w Wadowicach badany był na granicach miasta a nie dla centrum. Pan dr Tomasz Kulpa raczył wyjaśnić mi, że ruch tranzytowy był badany na granicach miasta i stąd z tych badań NIE WIEMY jaki procent ruchu tranzytowego jedzie przez centrum. Pojazd zarejestrowany na wlocie X np. od Krakowa i wyjeżdżający na wlocie Y w stronę Bielska, przy zachowaniu założonego czasu przejazdu jest traktowany jako tranzyt w stosunku do Wadowic, ale może on zarówno przejechać przez centrum jak i obwodnicą DK52. Teoretycznie 100% pojazdów może jechać obwodnicą a będą to wszyscy kierowcy jadący tranzytem na kierunku wsch-zach. Ruch w centrum a konkretniej ujmując w rynku, bo to Nas interesuje, badany był pod kątem natężenia ruchu. Zbadano więc, że w godzinach szczytu przez rynek przejeżdża 600 pojazdów/godzinę. OK, tyle że, po pierwsze – ponieważ w rynku nikt się nie zatrzymuje to 100% tych samochodów należałoby uznać za tranzyt, a po drugie – natężenie ruchu w rynku badane było „w przekroju” – jak to funkcjonuje, można zobaczyć na załączonym zdjęciu. Gdyby w centrum były ustawione skanery tablic rejestracyjnych to może i bylibyśmy w stanie rejestrować trasę przejazdu ruchu tranzytowego. Tak jednak nie było. W związku z powyższym już całkowicie błędnym byłoby wyciąganie wniosków, że te 600 pojazdów/godzinę w rynku to tranzyt i w dodatku nie są to na pewno mieszkańcy Wadowic. Jest pewna różnica pomiędzy pojazdem jadącym z Krakowa do Bielska, a samochodem jadącym z Kleczy do Choczni, który to samochód przejeżdża przez Wadowice np. 10x dziennie, tworząc tak naprawdę ruch lokalny. Taki kierowca, co do zasady, też zostanie uznany za każdym razem za ruch tranzytowy. Wynika to również z wyjaśnienia dr Tomasza Kulpy z PK – doprecyzuwuje swoje ustalenia Artur Świątek.

Co z tego wynika dla Wadowic? – To właśnie ten problem podniosłem na debacie jako irracjonalne założenie, gdyż nie kwestionowałem, jak próbował mi imputować Burmistrz Klinowski, samej metody badań, ile interpretację wyników i wnioski zeń płynące. Bo skoro ruch tranzytowy badany był na granicach a nie w centrum, odmienność tablic rejestracyjnych w ogóle nie była brana pod uwagę, a dodatkowo w rynku badano jedynie natężenie ruchu pod kątem ilości pojazdów/godzinę ogółem, to skąd nagle Burmistrz Klinowski wie, że po pierwsze to tranzyt, po drugie, że na podstawie tablic i że to nie mieszkańcy Wadowic? Można się jedynie domyślać – podkreśla człowiek, który „odarł z szat” burmistrza Klinowskiego podczas debaty.

Jakie zatem należy wyciągnąć z tej debaty wnioski? – Wnioski niestety są dosyć przykre. Burmistrz Wadowic Mateusz Klinowski po pierwsze – nie potrafi interpretować wyników badań, które sam zamówił, a po drugie, próbuje w nieelegancki sposób zdezawuować argumenty swoich adwersarzy. Mnie to w zasadzie nie dziwi . . .  Skoro filozofować można o prawie, to czemu by i nie o naukach technicznych . . . – iroznizuje Artur Świątek.