Z pewnością wielu z nas myśli, że On przegrał walkę ze śmiercią. A to błędne myślenie.

Śmierć to tylko jedno z narzędzi Boga dla poznania i zwycięstwa życia.

Przede wszystkim tego wiecznego.

Ostatnio widzimy dużo przejawów śmierci. Również tej najgorszej, duchowej. Widzimy stada wilków w owczej skórze, także tych konsekrowanych, przede wszystkim w Watykanie. Skarżymy się, poddajemy rozpaczy, poniewierce.

A Bóg mówi do nas: dzieci moje głupiutkie, mam dla was dobrych pasterzy, a ci przebierańcy to Mój plan zwycięstwa, czyż nie wiecie?

Tak, jutro będziemy żegnać na Cmentarzu Komunalnym w Sopocie księdza Jana Kaczkowskiego. Będziemy żegnać by przywitać.

On odszedł, lecz nie cały. Na ziemi pozostawił nie tylko Hospicjum w Pucku. Nie tylko swoje niesamowite homilie, rozmowy, czyny, wypowiedzi, książki, filmiki. Nie tylko swój niepowtarzalny uśmiech, humor dziwaka i bohatera. Nie, coś jeszcze po Nim pozostało.

„Wiara, siła, męstwo to nasze zwycięstwo!”

On odchodzi, pod ten Hymn Luxtorpedy przez piękne pole pod rękę z aktorem Antonim Pawlickim na końcu wstrząsającego filmu o Nim i Jego niezwykłej parafii konających. Widzimy Jego plecy, odchodzącego, z trudem stawiającego kroki, śmiertelnie chorego. A przed oczyma inne obrazki nagrania wideo, jakie ujawniło nam cud: konali nie parafianie ks. Jana, a sama śmierć.

https://vod.tvp.pl/24588696/smiertelne-zycie

Śmierć poniosła porażkę w walce z ks. Janem. Z góry przegrała, bo przyszła po Niego nazajutrz po Zmartwychwstaniu Pańskim.

Jutro On na chwilę odejdzie z ziemi, od nas, żeby natychmiast zmartwychwstać w naszych sercach, naszych pomysłach, naszych czynach i w naszym życiu.

Zmartwychwstać razem z nami i naszą Ojczyzną.

Wizytówką i symbolem rzeczywiście konającej, bo zgniłej i zdradzieckiej Europy Zachodniej i całej walczącej z Bogiem i człowiekiem Unii Europejskiej jest szef policji Brukseli, stary wstrętny pederasta w różowej sukience i takim samym kapelusiku.

Twierdza i ostoja nowej Europy, odradzająca się po stuleciach ukrzyżowania na kontynentalną i światową potęgę, – przede wszystkich duchową, trwającą przy Chrystusie i Matce Boskiej, – Polska, a jej symbolem postać księdza Jana Kaczkowskiego. Tym bardziej że to odradzanie odbywa się powoli i z wielkim mozołem. Taka sama walka z rakiem.

Nie szczury kodowskie naszym symbolem, nie jąkała Adaś, nie palant Kijowski ani kliki bolków i kiszczaków, lecz młody kapłan w okularach na okrągłej łagodnej twarzy o odwadze Zawiszy Czarnego, ks. Kordeckiego i ks. Skorupki, rotmistrza Pileckiego, majora Łupaszki. Z żartami i uśmiechem wobec śmiertelnego nowotworu, na podobieństwo uśmiechu tamtych bohaterów wobec wrogich hord. Z ich Wiarą, siłą, męstwem.

„Na ziemię powaleni, wstajemy, nie giniemy!”

A skoro tak: żegnaj, Ojcze Janie.

I witaj, Ojcze Janie!