Najlepiej sprzedają się kapelusze typu – zielona żabka ale hitem sezonu jest miś Hagi-Łagi! Tak nazywa się postać z popularnej gry komputerowej dla dzieci. Dzieciaki kupują pluszaka Hagiego i wieszają go na szyjach. Hagi sprzedaje się bardzo dobrze ale jest niepedagogiczny. To miś dusiciel. W grze komputerowej skąd pochodzi najpierw przytula, a pózniej dusi. Więc cierpię na konflikt interesów – sprzedawać Hagiego, czy nie? Mój wewnętrzny nauczyciel walczy z biznesmenem. Ale to nierówny bój. Nauczyciel, jak zawsze przegrywa.

Dobrze sprzedają się też pistolety na kapiszony. W tym przypadku belferskie sumienie jest usprawiedliwione. Bowiem sam minister Czarnek zaleca, rozwijanie wśród uczniów ducha bojowego. Do szkół ma wrócić przysposobienie obronne, a młodzież będzie się uczyć strzelania na strzelnicach.

Napisałem o tegorocznych hitach ale mam też handlowe buble. Na przykład – gumowe dinusie, które naciskane ryczą, jak zarzynany prosiak. Albo kolorowe gluty w słoiczkach zwane z angielska „slajmy”. Zdesperowane matki widząc owe slajmy usiłują odciągnąć swoje pociechy, jak najdalej od straganu, mimo że złaknione glutów dzieci wyją głośniej, niż stado głodnych dinozaurów!

Za mną pierwsze dni handlu, przede mną jeszcze dwa miesiące, więc muszę trafnie zaplanować dostawy towaru. Chcę mocniej wejść w militaria. Sprowadzę na stragan nie tylko kapiszonawce ale też: granaty rażące prądem, drony, czołgi i armaty. Wszystko czego brakuje Ukrainie.

A na Ukrainie bez zmian, Ukraińcy dostają za mało broni, żeby zwyciężyć, za dużo żeby zginąć. Ruscy powoli prą do przodu. Wojna zapowiada się na lata. Zaś w polskich mediach i instytucjach nie milkną apele nawołujące do wymazywania z przestrzeni publicznej rosyjskiej kultury. Nie jestem w stanie tego zaakceptować. Przecież, to nie Puszkin, ani Tołstoj rozpętali tę wojnę. W obecnej sytuacji nie zalecam nikomu lektury Opowiadań Sewastopolskich gloryfikujących ślepy patriotyzm i straceńcze bohaterstwo rosyjskich sołdatów, którzy nawet w obliczu klęski nie tracą do końca wiary i spoglądając w stronę przeciwników, obiecują sobie, że jeszcze wrócą, aby zwyciężyć. Te frazy czytane dzisiaj wzbudzają trwogę. Nie rozpowszechniałbym też utworów różnych pożytecznych idiotów, jurodiwych apostołów mira, przekonujących Europę, że Rosjanie to naród miłujący pokój. Pamiętacie wiersz Jewtuszenki pt. „Chotiat li ruskije wajny?” Znam go na pamięć. Strofy tego wiersza czytane obecnie, brzmią jak szyderstwo. Lecz nie jestem w stanie wygumkować ich z pamięci. Nie mogę też wymazać ze wspomnień obrazów Aiwazowskiego, ani zwinąć z wyobrazni Szkarłatnych Żagli – Grina. Fakt, że pamiętam listy Puszkina cieszącego się ze zdławienia Powstania Listopadowego nie sprawi, że przestanę kochać Eugeniusza Oniegina. Tak samo, jak cudownie lekka i dowcipna, pózna poezja naszej Noblistki, nie jest w stanie sprawić, że zapomnę jej upiorne wiersze z lat 50-tych. Bo kultura, obojętnie jaka, rosyjska, czy polska jest bytem organicznym, kiedy jej uciąć nogę będzie kulała, po kastracji będzie bezpłodna, zaś po amputacji pamięci zdechnie.

Ale Szarek chyba ma za dużo czasu, bo odleciał w sieriożne tematy! Więc żeby odciążyć dzisiejszy felietonik – wklejam zdjęcie z zieloną żabką, kapiszonowcem i ryczącym dinozaurem. Pif- paf!

Autor: Marek Szarek