Kolejna NIEUDANA OPOWIEŚĆ. z GURY PSZEPRASZAM.

Wykolejony pociąg na dworcu w Szerencs.

Na dworzec kolejowy w Szerencs przyjechał pociąg z Ukrainy. Taki bardziej srebrzysty, świecił się w słońcu jak psu jajca. Przejeżdżając przez zwrotnicę wykoleił się i stanął między pierwszym i drugim peronem.

– Ja mówiłem, tyle razy mówiłem, żeby delikatniej wjeżdżać na zwrotnicę pociągiem zza granicy. Te pociągi zagraniczne, choć nasze formalnie, tam na Ukrainie łapią nieco szerszy rozstaw kół. Ukraińcy celowo po milimetrze rozkraczają tory, żeby nas usidlić – krzyczał głośno nastawniczy, nota bene zwolennik Jobbiku. Od roku uczy się pisma runicznego, ale słabo mu to wychodzi.

– Dobra, dobra – niech już tam zostanie, nie ma sensu tego pociągu ponownie stawiać na tory, swoje wyjeździł – zawołał kierownik stacji znany ze swojej niechęci do kolei żelaznych, gdyż pierwotnie miał zostać wiolonczelistą ale nie został. Więc gnije na tym peryferyjnym dworcu w Szerencs, z czego nawet ci z Nyíregyháza, choć sami są niemniej peryferyjni, się z niego naśmiewają. Jemu pozostaje jedynie mieć wywalone na tych frajerów z dworca kolejowego w Záhony. Wciąż powtarza sobie, że siedzibą środkowoeuropejskiego patokolejnictwa są właśnie oni, ci z Záhony.

– Prawie wszyscy zatrudnieni na dworcu byli zgodni co do tego, że pociąg, który się raz wykoleił, trzeba pozostawić w tym miejscu i nie podejmować akcji ponownego postawienia go na tory. Bo po cóż wysiłek taki, skoro przejedzie kilka kilometrów i znów wypadnie z torów. Jak nie umie, to niech nie jeździ, proste! Zastępcza komunikacja autobusowa, to jest przyszłość. Nawet nie zdajesz pan sobie sprawy jak ci spoceni kierowcy, w podkoszulkach w kratkę potrafią dojechać do byle stacji kolejowej. Podjeżdżają i nie ma nikogo, bo ludzie wolą pociąg, a jak go nie ma to jadą dalej pustym autobusem. – powiedział nastawniczy.

Franz Kafka wybudził się właśnie z poobiedniej drzemki, choć obiadu nie jadł, bo go nie stać, przetarł oczy i powiedział:

– To znak, ten pociąg nie wykoleił się bez sensu. Jego wykolejenie się ma sens! – pokrzykiwał podniecony.

– Ale jaki? – zapytał nastawniczy otwierając butelkę z winem, 700 ml za niecałe 500 forintów.

– Ja tego nie wiem – odpowiedział Kafka – ja wiem tylko, że to nie jest przypadek.

– No tak, powiedział kierownik stacji, no tak. I poszedł do swojego biura.

– Myśli pan, że wiele pociągów wykoleja się na takich stacjach jak nasza? – zapytał nastawniczy Franza Kawkę.

– Nie wiem – odpowiedział speszony-literat-urzędnik.

– Żaden. To nie jest wypadek ani przypadek. Komuś zależało na wykolejeniu tego pociągu. – powiedział nastawniczy. – Komuś zależy na tym, aby już nigdy pociągi nie dojeżdżały do Szerencs od strony północno-wschodniej. I to wszystko dlatego, że mu w życiu nie wyszło… – powiedział nastawniczy.

– Wyszło, wyszło frajerze – zabrzmiał głos z oświetlonego gabinetu dyrektora – ale nie tak jak chciałem. – Ten pociąg już nigdzie nie pojedzie – powiedział dyrektor zjawiwszy się peronie. – Wystarczy już tego nieustannego ruchu pociągów. Od teraz puszczamy tylko te do Nyíregyházy, Miszkolca i Debreczyna. Tych na północ już nie. Do odwołania. Wykolejony pociąg zakonserwować i nie wpuszczać nikogo do środka.

Nie rozumiejąc nic z tej kolejarskiej awantury, Franz Kafka powrócił do swojego biurka by nadal odrzucać podania niedoszłych pisarzy o członkostwo w Wielkowęgierskim Związku Pisarzy.