Byłem w piątek 25 października 2019 roku w przychodni medycznej z jednym z moich synów na bilansie zdrowia do szkoły średniej i przysłuchiwałem się przy okazji oczekiwania na lekarza, rozmowom obecnym w poczekalni młodym matkom. Szczególnie jednej…

Pani, rocznik 1989, a więc obecnie trzydziestolatka, bez żadnych oporów z powodu obecności w poczekalni przypadkowych osób, także mnie, instruowała inną młodą matkę, prawdopodobnie swoją koleżankę, jak można skutecznie wykorzystywać wszystkie programy socjalne proponowane obecnie przez nasze państwo dla samotnych matek posiadających liczne potomstwo i nie pracując nigdy, żyć zupełnie nieźle…

Pani urodziła właśnie siódme dziecko. Uroczy synek wyglądał na kilkutygodniowego niemowlaka i towarzyszył matce w przychodni.

Ale w domu pozostało jeszcze sześcioro jego starszego, przyrodniego rodzeństwa. Dlaczego przyrodniego? Bo każde z dzieci ma innego ojca, ale wszystkie noszą nazwisko panieńskie matki. O przepraszam, muszę być precyzyjny, dwoje z tych dzieci ma tego samego ojca. Ale nazwisko panieńskie mamusi.

Jestem samotnym ojcem dwóch synów, ale z niemal otwartymi ustami słuchałem niezwykle szczerych wypowiedzi pani, która w swojej szczerości zrobiła szybką wyliczankę, jakie pieniądze otrzymuje z opieki społecznej, z programu 500+, 300+ i tak dalej. Do tego wsparcie w szkole, darmowe posiłki, darmowe przedszkole, darmowe mieszkanie. Okazuje się, że jako samotna matka tak licznej rodziny, otrzymała już trzecie darmowe mieszkanie, każde coraz większe. Miasto opłaca jej media, prąd i gaz. A właśnie nie wszystko. Bidulka się skarżyła, że za telewizję kablową i telefon komórkowy musi płacić sama. Tak się przejąłem, że mało nie zacząłem wówczas szlochać nad jej losem.

Dzieci ma z różnymi partnerami, wszyscy płacą jej zasądzone przez sąd alimenty, a ci bogaci i żonaci płacą jej jeszcze więcej, bo ich żony nie wiedzą o pozamałżeńskich wybrykach swoich mężów. Jeszcze jeden dowód, że dyskrecja i zdrada małżeńska dużo kosztuje…

Zapewne większość z Państwa zadaje sobie teraz pytanie, ile „wyciąga” zatem taka kobieta z budżetu naszego miasta i państwa. Z jej szczerych wyznań wynika, że w sumie ma przeszło osiem tysięcy złotych miesięcznie. To około 100.000 złotych rocznie!!! Bez jednego dnia pracy!!!

Jestem samotnym ojcem, chyba dobrze wykształconym, posiadam tytuł naukowy i wydawało mi się, że znam się na życiu. Do dzisiaj…

Moja koleżanka, lekarka, która leczy moje dzieci, po ciężkich sześcioletnich studiach medycznych, z drugim stopniem specjalizacji zawodowej i trzydziestoletnim stażem w zawodzie, nie zarabia takich pieniędzy w tej przychodni. O pielęgniarkach pracujących z nią w tym samym miejscu, po pięcioletnich studiach magisterskich z pielęgniarstwa i ich zarobkach nawet nie wspominam. Aby nikomu nie podnosić ciśnienia.

Te wszystkie kobiety codziennie przychodzą do pracy, niektóre z nich pracują więcej lat niż ta matka siedmiorga dzieci żyje na tym świecie, płacą co miesiąc obowiązkowe składki do ZUS-u i wszystkie wymagane prawem podatki temu państwu. Widzicie Państwo różnicę?

Wytworzyliśmy w państwie PIS specjalną kastę społeczną. Kastę, która rozmnaża się i żyje, jak pasożyt na organizmie tego państwa. Jak długo jeszcze? A jak będą żyły kiedyś ich dzieci? Co gorsze, wytworzyliśmy w nich poczucie, że im się to na zawsze należy i że to oni stanowią tą najbardziej godnościową część społeczeństwa.

Kiedy w naszej klasie politycznej obudzi się w tej palącej kwestii społecznej jakakolwiek refleksja? Czy to, że pewni politycy kupili sobie w ten sposób żelazny elektorat na długie lata, jest wystarczającym argumentem w tej kwestii?

Rozumiem jak ważną sprawą w naszym kraju jest obecnie demografia. Sam wychowuje dzieci, i jestem ostatnią osobą, która krytykowałaby wielodzietność w rodzinie, ale chyba nie o taką wielodzietność nam jako narodowi chodziło i nie za taką cenę społeczną i ekonomiczną.

A może jestem w błędzie? Może się mylę?

Autor: Andrzej Gerlach