Małgorzata Kupiszewska zapowiadała, że projekt: – „Pułkownik Kukliński – zwycięska misja” wybrzmi 7 listopada i będzie jeszcze długo powtarzać się echem. – Tak długo, jak nie wykorzenimy ze swojego myślenia nienawiści i kłamstwa – idei wszczepionych przez komunizm – tak długo komunizm będzie trwał – mówiła w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl dziennikarka i inicjatorka postawienia pomnika symbolicznego tuż przed rozpoczęciem uroczystości. – 7. listopada spotkają się w jednym miejscu osoby, które zrozumiały, czym kierował się płk. Ryszard Jerzy Kukliński w swojej zwycięskiej misji. I może być początkiem tej zmiany – podkreślała pisarka w rozmowie z Krzysztofem Sitko.

Krzysztof Sitko: Lubi Pani walić głową w mur? Wydała Pani album Dokąd zmierzasz, który miał sfinansować budowę pomnika Pułkownika Kuklińskiego w Wiązownie. Skoro album się nie sprzedał, to wymyśliła Pani pomnik symboliczny. Po co taki projekt i jaki to ma sens?

Małgorzata Kupiszewska: Nie walę głową w mur. Poddaję się zadaniom. Roman Barszcz  od kilku lat wręcz mnie przymuszał do zadbania o dobre imię jego przyjaciela z dzieciństwa. Na trzy miesiące przed śmiercią p. Joanny Kuklińskiej obiecałam jej,  że Polska upomni się o naszego bohatera narodowego. Nie miałam wyboru… Zniosę jeszcze wiele trudów – rozkaz to rozkaz. Widzieć łzy w oczach oficera AK Leona Barszcza ps. „Buk” rocznik 23, kiedy mi dziękuje za podjęcie się  trudu albo przeczytanie w pracy gimnazjalisty, że teraz na nim spoczywa obowiązek dbania o dobre imię Pułkownika Kuklińskiego, o które wcześniej nie zadbał nikt z jego rodziny – jest podziękowaniem większym niż najwyższa wygrana.

Album się nie sprzedał, nie zdobyłam pieniędzy, żeby postawić materialny pomnik. Album się rozszedł i teraz otwiera wiele drzwi. Ktoś, kto widzi album, wie, że nieustępliwością i uporem, z ludzką życzliwością wokół, wspólnie wiele dokonamy.

Po co ten projekt?

– To tak jakby mnie Pan pytał, dlaczego oddychamy.

A sens?

– Historia oceni.

To wykręt. Proszę odpowiedzieć, bo wielu ludzi pyta. Dlaczego Pani to robi?

– Słyszał Pan o Bożych szaleńcach? To ma Pan przed sobą.

To nie jest odpowiedź. Ponawiam pytanie: po co ten projekt i jaki to sens stawiać pomnik symboliczny, wydumany, wirtualny nienamacalny?

– W tym miejscu podziękuję wszystkim, którzy w najmniejszym stopniu nie wierzyli w ideę. Którzy rzucali mi kłody pod nogi. Dziękuję najbardziej tym, którzy nie chcieli dać kawałka ziemi na postawienie małego obelisku, kamienia, tabliczki. Ich upór zmienił moje nastawienie. Im bardziej słyszałam wokół jednoznaczne: nie, nie wyrażam zgody, tym bardziej czułam, że muszę pokonać przeszkodę. Dzięki temu odbył się konkurs historyczny, ogólnopolski konkurs na plakat, jest ulica, piękny kamień z inskrypcją, konferencja popularno – naukowa, zainteresowanie świata – nie tylko Polski.

Dlaczego to pomnik symboliczny?

– Bo te wszystkie zdarzenia uciekają już jednoznacznym terminom. Nie wiadomo, co bardziej jest pomnikiem: plakat, koszulka z napisem: zwycięska misja, muzyka, referat, przyjazd gości z rożnych zakątków, także z Europy.

Pomnikiem- symbolicznym – jest również zgoda Prezydenta RP Andrzeja Dudy na Honorowy Patronat dla Ogólnopolskiej Konferencji.

Pamięć o Pułkowniku to jedno, ale jak zamierza Pani odkłamać fałszywy mit, który wtłoczyli w nasze głowy komuniści na temat Kuklińskiego?

– Niech nad odkłamaniem historii  i fałszywego mitu pracują historycy – dużo ich w IPN-ie, politycy – mamy nowych posłów i senatorów, niech pracuje nowy rząd i Prezydent.

Prof. Brynkus powiedział, że ma nadzieję, iż 7 listopada skończy się w Polsce komunizm. To nie jest lekka przesada?

– Tak długo, jak nie wykorzenimy ze swojego myślenia nienawiści i kłamstwa – idei wszczepionych przez komunizm – tak długo będzie trwał. 7. listopada, kiedy spotkają się w jednym miejscu osoby, które zrozumiały, czym kierował się płk. Ryszard Jerzy Kukliński, w swojej zwycięskiej misji, może być początkiem zmiany.

Czemu zatem służy ten projekt: Pułkownik Kukliński zwycięska misja? To takie łechtanie swojego ego?

– Czemu służy projekt? Integracji. Wspólnemu usypaniu wielkiego kopca dla Pułkownika. Z naszego zaangażowania, talentu, ducha. Dopiero czując wspólnotę, możemy mówić o sile. Sami nic nie znaczymy. Jesteśmy pyłkiem w kosmosie.

Wszystko to, co Pani mówi jest na pograniczu realności i trywialności, a ja proszę o konkrety: co, gdzie i kiedy uzyskamy przez ten projekt?

– Konkretnie: wystawę plakatów, dąb Victoria, kamień z przesłaniem, ulicę –  drugą w Polsce. I zapowiedź ogólnopolskiego konkursu: „Prawda w historii”, a może nawet międzynarodowego konkursu na plakat. To mało?

A zatem jeden projekt generuje kolejne zadania. Skąd zamierza Pani czerpać energię i pieniądze?

– Tym razem postaram się napisać dobre wnioski do wszystkich instytucji, wydepcę ścieżki w urzędach, ministerstwach. Powalczę o wszelkie możliwe dotacje. Jeśli do tej pory były pieniądze na Idy i Pokłosia, znajdą się na bohaterów, których musimy upamiętniać. A energię czerpię od tych, którzy mnie otaczają: wolontariuszy gotowych na wszystko.

Kto zatem Pani pomaga przy projekcie: Pułkownik Kukliński zwycięska misja?

– Kiedy spojrzy Pan na stronę: pułkownikkukliński.pl, znajdzie Pan wiele osób, które za tym stoją.

Czyli kto konkretnie?

– Moja córka, mąż, rodzina. Włodarze miasta Otwocka, Wiązowny. Sponsorzy, media, Przyjaciele, portale internetowe. Ci, których przekonałam, że pasja jest budująca.

Ale nie ma ich aż tak wielu. Co było tego powodem, że część potraktowała ten projekt z takim ostracyzmem? W Polsce jest 38 mln Polaków, a Was jest garstka.

– Kukliński wywołuje emocje. Prawda zawsze dzieli ludzi na obozy: tych którzy ją głoszą i tych, którzy nie lubią jej słyszeć.

Prawda o pułkowniku Kuklińskim wybrzmi 7 listopada dobitnie, przebije mur zakłamania?

– Wybrzmi 7. listopada i będzie jeszcze długo powtarzać się echem…

Zwłaszcza świadectwo 93. letniego kapitana AK Leona Barszcza ps. „Buk”, który o Ryszardzie Kuklińskim napisał tak: „Jestem dumny, że Pułkownik nazywał mnie swoim przyjacielem”.

Dziękuję za rozmowę.

Fot. Józef Wieczorek