Przeczytałem właśnie tak zatytułowany post i myślę, że warto się do niego odnieść. Doskonale rozumiem taki tytuł, takie emocje i takie oczekiwania.

Kiedy oglądamy obrazy bombardowań, ostrzałów rakietowych, które skierowane są w dzielnice mieszkalne miast, kiedy widzimy ludzi płaczących nad swoimi najbliższymi, którzy w wyniku takich działań zostali poszkodowani lub zginęli, to taki odruch, taki krzyk jest w pełni zrozumiały. Ciągle ponawia go też w bardzo emocjonalny sposób prezydent Zełensky.

Niestety w tego typu sytuacjach, w czasie wojny, należy odróżnić porządek etyczny od politycznego. Tak, porządek etyczny każe nam ratować ludzi. Wysłać armię i pokonać agresora. Przychodzi to nam, Polakom, o tyle łatwo, że w naszej zbiorowej pamięci tkwią opowiadania naszych dziadków o niemieckich samolotach niszczących polskie miasta i wsie w 1939 r. Rozumiemy to doskonale.

Takie działania, jak demilitaryzacja jakiejś strefy w historii czasami się zdarzała, ale niemal zawsze pod auspicjami ONZ. Błękitne hełmy mogły ustalać takie strefy za zgodą społeczności międzynarodowej. Trzeba jednak pamiętać, że nawet takie działania były bardzo ułomne i nie uchroniły ludności cywilnej od cierpień i śmierci. Czasami na skalę masową (przykład Jugosławii i Ruandy).

Choć brzmi to okrutnie, to musimy sobie uświadomić, że wojna, jej filozofia nie kieruje się zasadami etycznymi. Tutaj kluczowe są zasady polityczno-militarne. Co oznaczałoby zamknięcie nieba nad Ukrainą w takim wymiarze? Kto miałby to zrobić?

Należy sobie uświadomić, że zamknięcie nieba to nie jedynie deklaracja, to idąca za nią siła militarna gotowa na zestrzelenie każdego myśliwca, helikoptera, drona tę deklarację łamiącego. Jedyną siłą, która mogłaby tego dokonać jest NATO. I tu wkracza polityka. Bo to ona sprawia, że państwa zawiązują sojusze polityczne czy militarne.

NATO jest sojuszem, który w swojej istocie jest defensywny. Kraje go zawiązujące na to się godziły. Razem będziemy się BRONIĆ.

A co oznaczałoby skuteczne zamknięcie nieba nad Ukrainą? Zestrzeliwanie rosyjskich myśliwców, które tę deklarację by zignorowały. NATO, choć wiem jak to brzmi, NIE JEST w stanie wojny w Rosją. NATO wspiera Ukrainę na wszelkie możliwe sposoby (a jest to naprawdę potężne, choć pewnie spóźnione działanie) nie doprowadzając jednak do bezpośredniego konfliktu militarnego z Rosją.

Zestrzelenie rosyjskiego samolotu przez samolot państwa NATO-wskiego oznacza wojnę sprowokowaną przez całe NATO. Rosja nie zaatakowała żadnego z krajów układu (i oby tak zostało), dlatego atak NATO na rosyjski cel jest wypowiedzeniem wojny. Z wszystkimi potencjalnie możliwymi konsekwencjami. I Rosja byłaby do tego uprawniona.

Wojna jest brutalną rzeczywistością. Często rozmawiamy o niej w sposób emocjonalny (bo jakże inaczej…) i tworzymy emocjonalne, oparte na porządku etycznym oczekiwania. Niestety, w takiej rzeczywistości liczy się brutalna, czasami zimna polityka.

Pomagajmy Ukrainie na wszelkie możliwe sposoby, jednak wywołanie wojny także na naszym terytorium jest zupełnie inną decyzją, do której naprawdę nie chcemy doprowadzić.