Jest w polskiej kinematografii znamienna scena – Adaś Miauczyński rzuca rumuńskim dzieciakom dwa zeta, klnąc przy tym pod nosem na czym świat stoi. Nie potrafi przejść obojętnie obok żebraków, więc z wściekłością daje. Hm…
Nie można dać komuś tego, czego się nie posiada. Adaś posiada i daje. Dwa złote. I coś jeszcze…
Dziecko, które rysuje laurkę dla mamy, ofiarowuje jej dar serca. Wartość materialna rzeczonej laurki jest znikoma, ale emocjonalna ogromna. Bo to nie kolorową karteczkę wręcza matce, tylko miłość całego świata.
Co oprócz dwóch złotych rzuca Adaś dzieciakom? Rzuca złość, wściekłość, frustrację, żal do świata, poczucie krzywdy, a wreszcie poczucie winy, że jakby nie rzucił, to… coś tam. Czyli swój własny strach i swój własny galimatias daje dzieciom.
Jak często usiłujemy być dobrzy?
Inaczej:
Jak często stosujemy wobec siebie przemoc, żeby okazać się dobrymi? I dlaczego tak nam zależy, żeby inni tak o nas myśleli? Albo raczej żeby nie myśleli o nas źle.
Przemoc wobec siebie rodzi złość i poczucie krzywdy.
Stąd się biorą wszystkie: „ja się tak poświęcam, a ty…”
Czy wiemy, co tak naprawdę nami kieruje, gdy pomagamy?
Czy spotykamy człowieka i chcemy mu coś ofiarować, czy też chcemy, żeby pomyślał o nas dobrze? Żeby inni (obserwatorzy) o nas dobrze pomyśleli? Nie chcemy źle się czuć? Mieć poczucie winy? Chcemy mieć święty spokój? Wstydzimy się odmówić? Dbamy o swoje miejsce w stadzie? Nie chcemy stracić przyjaciół? Pozycji? Pieniędzy? A może chcemy błysnąć?
Żyjemy w zakłamanym świecie i zostaliśmy nauczeni wyrzekania się siebie. Czujemy jedno, robimy drugie. To że okłamujemy innych – to pikuś. Gorzej, że samym sobie łżemy w nos.
Trzeba odkopać, zaakceptować i przytulić swój cień. I wszystkie cienie świata. Przestać udawać, że one nie istnieją. Człowiek nie jest tylko dobry, albo tylko zły. Człowiek nosi w sobie niebo i piekło, a dopóki nie zaakceptuje swojego piekła, nigdy nie dotrze do nieba. Bo niebo nie jest przeciwieństwem piekła, lecz całością.
Dopóki nie przyznasz się, że przemoc wobec siebie, a więc uleganie cudzym oczekiwaniom rodzi w tobie wściekłość i lęk, dopóki nie zaakceptujesz tego, że bywasz po ciemnej stronie mocy, dopóki nie utulisz swego wrednego „ja” – tego wiecznie popychanego i przeganianego stworka – nie masz szans na bycie prawdziwym i głębokim.
Zmiana zaczyna się od akceptacji tego, co jest. Z czasem dojdzie do głosu nasza autentyczność i nieraz dusza sama poprowadzi ku drugiemu człowiekowi. Albo i nie. Ale wszystko, co się wtedy zdarzy – będzie świętem.
Może to nie przypadek, że słowo „dawać” wchodzi w skład słowa „udawać”.
Zostaw komentarz