Hotele nastawione na przemysłowy przemiał masowego turysty rządzą się swoimi prawami. Dla mnie jako dyplomowanego technika hotelarza, od razu jasna stała się hierarchia personelu oraz strefy wpływów kelnerów i barmanów, jak również system dzielenia się lub niedzielenia się napiwkami. Po dwóch dniach było jasne, kto zarządza danym rewirem i z kim musi się dzielić. Od czasu do czasu wrzucałem jakiś grosz to i ówdzie, wychowałem sobie kelnera i barmana, którzy już bez pytania podawali i nalewali co trzeba. Ale to byli starzy wyjadacze. Profesjonaliści napiwkowi.

Od pierwszego dnia pobytu, zawsze jednak miałem przed oczami starszego gościa z mopem, szmatą, kombinerkami czy innym sprzętem. Uwijał się jak w ukropie, widać, że ciężko pracował. Może nawet mieszkał w hotelu i tylko od czasu odwiedzał rodzinę. Tego nie wiem. Bardzo mu dobrze z oczu patrzało. To był dobry człowiek. Był zawsze z boku, nieśmiały, ale ciężko pracujący.

Podszedłem do niego i językiem migowym powiedziałem mu, że odwala tu kawał dobrej roboty i że chciałem mu za to podziękować. Uścinąłem jego dłoń wręczając pewien banknot amerykański i wtedy zrozumiałem, że to nie ja jemu robię łaskę, ale on mi. On swoją postawą dał mi więcej niż ja jemu w postaci USD.