Dziś, przy piątku, miałem szczery zamiar napisać kilka słów na temat motywacji. Ale zmieniłem zdanie. Kolejny raz wrócę dziś to tematu, który dla części z Was może się już wydać nudny. Kolejny bowiem raz czuję, że ten temat wciąż zasługuje na mój czas…

No właśnie. Czas. Czym jest? Jak go definiować? Po co o nim mówić?

Sami spójrzcie: gdy bardzo na coś czekamy, godzina zdaje się być wiecznością. Gdy jest nam dobrze, ta sama godzina znika w mgnieniu oka. Gdy w pracy jest nam ciężko, tydzień zdaje się nie mieć końca. Na upragnionym urlopie ten sam tydzień mija nam niczym ulotna chwila, która tak szybko staje się wyłącznie wspomnieniem. Czy więc czas, jest pojęciem względnym? W tym miejscu mój wewnętrzny psycholog musi ustąpić miejsca bezwlędnemu inżynierowi. Nie. Nie jest względny. Jest twardą, matematyczną wartością. Do tego do bólu wręcz sprawiedliwą.

Dlaczego tak uważam? Już wyjaśniam. Dla każdego z nas doba trwa tyle samo. Bez względu na to, czy jesteś stary czy młody, gruby czy chudy, wysoki czy niski, bogaty czy biedy, czarny czy biały Twoja godzina trwać będzie 60 minut. Ani jednej więcej, ani jednej mniej. Dokładnie 60.

Czy skoro nie mamy wpływu na to, ile trwa nasza doba, nasz tydzień, miesiąc czy rok oznacza to, że nie panujemy nad naszym czasem?

Absolutnie nie. Nikt z nas nie wie, ile lat będzie nam dane, nie mamy wpływu na to, ile trwa każdy z naszych dni, mamy natomiast wpływ na to, jak nasz czas wykorzystamy. Mamy wpływ na to, z kim się naszym czasem podzielimy. Mamy wpływ na to, komu nasz czas ofiarujemy.

Czas jest moim zdaniem najcenniejszą z walut. Każdy z nas ma go w ciągu doby tyle samo. 100 złotych dla osoby ubogiej to bardzo dużo, to samo 100 złotych dla milionera to okruch. Ale godzina to dla obu 60 minut. By je komuś ofiarować, muszą je wygospodarować. Nie mogą ich kupić ani pożyczyć. Gdy je ofiarują, nigdy już ich nie odzyskają…

Gdy więc mnie czasem pytacie, czy moja doba jest z gumy, jak znajduję czas na różne aktywności, odpowiedź jest prosta. Kosztem innych aktywności. Tak jak inni społecznicy, jakich wokół nas nie brakuje. Dużo z nimi rozmawiam i dziś, te słowa, piszę również w ich imieniu.

Nie dziwcie się Drodzy Państwo, że czasem po ludzku bywamy smutni lub poirytowani. Gdy narobimy się jak woły organizując jakieś wydarzenie, a goście nie przyjdą, bo sobie zapomnieli. Gdy dobrze wykonamy swoją robotę, a w komentarzach usłyszymy, że to żaden sukces i w sumie nasz obowiązek. Gdy kosztem prywatnego życia staramy się robić coś więcej, a w zamian słyszymy lub czytamy, że każdy powinien pilnować tylko „swojego nosa”…

W tym miejscu mały apel. W swoich domach, rodzinach, grupach koleżeńskich, szkołach i zakładach pracy pomyślcie o tym, zanim następnym razem komuś powiecie, że bardzo Wam zależy, ale nie macie czasu, by się odezwać, by napisać, by podtrzymać kontakt. Czasu w ciągu doby wszyscy mamy przecież tyle samo…

Miłego weekendu.

Autor: dr Krzysztof Klęczar
Burmistrz Kęt (miasto w Małopolsce, pow. oświęcimski), prezes zarządu wojewódzkiego PSL w Małopolsce.