Pierwsze dni grubo. Przespałem przystanek w Suczawie. O 5:45, więc wiadomo, wtedy biały człowiek śpi. Obudzili mnie w Botoszanach. Taka miejscowość powiatowa na wschodzie Rumunii. Za daleko na wschód. Z nicniemaniemdopokazania może tylko rywalizować z Krajową, gdzie nasz batalion rezydyuje i kiśnie. Tam nie ma niczego.

Jedyne co wiedziałem, to mam się przemieszczać na zachód. Kupiłem bilet do Suczawy, ale nie wysiadłem tam, bo myślałem, że jeszcze dwa przystanki będą. Okazało się, że Suczawa już była, a teraz jadę do Bukaresztu. No to w tamtejszym Pcimiu Dolnym wysadzon mnie. Miejscowość była o nazwie Dolhasca. Tam w przydrożnym barze poznałem pięciu miłych ludzi, z czego jhedem mówił po angielsku. Rozmowa toczyła się po torach środkowoeuropejskich.

Potem była konferencja, w trakcie której wygłosiłem ważne trzy słowa. Bardzao ważne słowa, które zapadną w pamięć. Na zawsze.

Dalej jechałem pociągiem z Suczawy do Bukaresztu. W Bukareszcie przed Dworcem Północnym zapoznałem się z miejscowymi bezdomnymi. Siedziałem na ławce. Dużo rozmawialiśmy. Kolega rumuński opowiadał mi historię swojej relacji z córką. Zachlał w Londynie, skończył w parku w Bukareszcie. I tak nieźle.

Zrobiłem autem Transalpinę i Transfogaraską. Nieźwiedzie, osły, psy, wiadomo. Dokumentacja zrobiona. Trzeba było coś megaturystycznie.

Jadę tam za dwa miesiące. Odblokować telefon, co mi sprzedali za 40 euro. Tyle, że hasła nie znam, ale wiem, gdzie mi sprzedali.

Pociąg nocny z Bukaresztu do Kiszyniowa. Materac, poduchy, koce, pościel. Ja bym mógł tym pociągiem 7 razy w miesiącu jeździć. Jedna baba niestety wrypała się na pokład w Jassach, w środku nocy. Jak już smacznie spałem. Musiałem w związku z tym przenieść się na górne wyro. Ja, inwalida, III klasa.

W Kiszyniowie zastanawiałem się z kolegami nad etymologią nazwy Kiszyniów. Doszliśmy do wniosku, że to światowa stolica kiszonek. Przy okazji nakarmiłem miejscowego psa. Do samolotu do Warszawy były cztery godziny.

Doleciałem.