Daję dziś swoje zdjęcie.
Fotografia z 1982 roku, z ośrodka internowania w Nysie. Dwudziestojednoletni chłopak, który „zagrażał” systemowi jedynie tym, że chciał normalnej Polski i w decyzji o internowaniu napisano, że ,jego pozostawanie na wolności,, zagraża bezpieczeństwu państwa”.Jutro rocznica stanu wojennego — i dlatego wyciągam tę fotografię z przeszłości właśnie teraz. Nie po to, by wzbudzać nostalgię. Po to, by postawić bardzo twarde przypomnienie. Stan wojenny był brutalny, widoczny gołym okiem. Czołgi na ulicach, internowania, nocne pukania do drzwi. Komuniści nie bawili się w subtelności – niszczyli wszystko, co nie pasowało do partyjnej linii. Ale paradoks polega na tym, że dziś, czterdzieści lat później, próbuje się osiągnąć to samo innymi metodami.Wtedy cenzura była sztywną pieczątką „NIE ZEZWALAM”. Dziś często przychodzi w białych rękawiczkach: pod hasłem „walki z mową nienawiści”, „poprawności politycznej”, „ochrony wrażliwych grup”, „dbania o debatę publiczną”.
Brzmi ładnie. A skutki? Te same.
Wtedy władza bała się wolności. Dziś niektórzy boją się jej jeszcze bardziej — tylko nauczyli się to lepiej maskować.
I właśnie tutaj widać chichot historii, tak gorzki, że aż zgrzyta w zębach: marszałkiem Sejmu jest dziś były komunista, człowiek z tamtej epoki — Włodzimierz Czarzasty.
Człowiek, który politycznie wyrósł w realiach PRL-u, dziś stoi na czele izby, z mównicy której padają pouczenia o demokracji, wolności słowa i „standardach europejskich”. Takie rzeczy tylko w Polsce.
Dlatego 13 grudnia jest dla naszych czasów czymś więcej niż rocznicą. To lustro. Lustro, w którym widać, jak łatwo naród może ulec iluzji, że wolność jest „gwarantowana raz na zawsze”. A tymczasem historia pokazuje: nie trzeba czołgów, żeby odebrać ludziom głos. Wystarczy system punktów za poglądy, platforma sterowana algorytmem i rząd, który uważa, że wie lepiej, co ludziom wolno myśleć.
Bo dzisiaj znów słyszę, jak próbuje się na nowo pisać tamten grudzień: jak wygładza się odpowiedzialność, jak mówi się o „konieczności”, jak przywraca się przywileje komunistycznym oprawcą. Czy to nie jest ten sam stary mechanizm — usprawiedliwianie zła, żeby przygotować grunt pod jego powrót. A ja mam obowiązek powiedzieć to jasno: my już za to zapłaciliśmy.
My, internowani. My, bici, zastraszani, wyrzucani z pracy. My, którym próbowano złamać charakter, żeby inni mogli zostać u władzy. Zapłaciliśmy wystarczająco, żeby Polska nigdy więcej nie poszła tą drogą.Dlatego nie wolno tej historii powtarzać — ani w twardej formie siłowej, ani w miękkiej, przemycanej przez manipulację, kneblowanie i relatywizację. Dziś, kiedy znów słychać głosy, że pewnych ludzi trzeba uciszyć „dla dobra państwa”, że wolność słowa można ograniczyć „w imię stabilności”, ta stara fotografia z więzienia staje się przestrogą.
Bo dokładnie tak zaczynało się wtedy: od propagandy, od odbierania głosu, od tłumaczenia, że to wszystko „dla naszego dobra”. A potem przyszła noc z 12 na 13 grudnia.
Dlatego jeśli dziś komuś się wydaje, że znowu uda mu się odebrać ludziom głos — to niech wie jedno: ta historia nie wróci, bo my nie pozwolimy jej wrócić.