… czyli piłka bez VAR-u i bez taryfy ulgowej

Są takie wspomnienia, co wracają same. Najczęściej wtedy, kiedy jadąc do pracy staniesz przed sklepem i nie wiesz, co miałeś kupić. A potem w pracy szukasz w lodówce mleka do kawy, i od razu wiesz dlaczego wtedy stałeś przed sklepem. Tak przypomina się dzieciństwo. I ten jeden konkretny element, który łączył całe pokolenia chłopaków: piłka nożna.

🥾 Nie z orlika, tylko z pola
Nie taka z trenerem, regulaminem i czasem gry zapisanym w Excelu. Nie taka z orlikiem, boiskiem wielofunkcyjnym, wodą dla zawodników i medykiem na rezerwie. Tylko piłka podwórkowa, albo raczej wiejska, z boiskami w parku, na pastwisku, koło szkoły, na polu wiejskim przy GS-ie albo gdzie popadnie. Byle było trochę trawy i względnie płasko. Tylko tyle i aż tyle.
Bo wtedy dziecko nie było przyklejone do ekranu 📵. Wtedy problemem nie było, że nie chce wyjść na pole, tylko problemem było, jak je z pola zagnać do domu. Bo przecież gra trwa. A mecz się kończy dopiero, kiedy już nikt nie ma siły biegać albo zapadnie ciemność 🌒.

🏞 Gdzie się dało – tam się grało
Grało się w mojej rodzinnej Naramie wszędzie gdzie się dało. Na boisku szkolnym, na przerwach, po szkole, w niedzielę, bo w sobotę chodziło się przecież do szkoły. W tygodniu grało się, o ile rodzice pozwolili, bo wiadomo – najpierw trzeba było zrobić co trzeba w gospodarstwie. Grało się na placu przy kościele, gdzie teraz jest Park Kieszonkowy 🌳. Grało się między drzewami w przykościelnym parku darowanym kiedyś przez dziedzica, a taki drybling z drzewem to było coś! Grało się też na polu przy hali GS-u na Kozierowie, gdzie z jednej strony były pola uprawne z zasiewami, a z drugiej strony dom z oknami patrzącymi na pole gry.
Ale gra z dreszczykiem była wtedy, kiedy grało się na Gościńcu między Naramą i Kozierowem 🚜, w przerwach pomiędzy przejeżdżającymi pojazdami, najczęściej furmankami, choć od czasu do czasu i samochód lub inny pojazd mechaniczny się trafił. Ból był wtedy, kiedy musiałeś pilnie przerwać grę, kiedy prawie już minąłeś bramkarza i miałeś pustą bramkę przed sobą. 😣

🤝 Lokalne derby, czyli gra o honor
Grało się też z innymi wioskami: Kozierów, Owczary, Damice, Maszków, Michałowice, Szczodrkowice – to były lokalne derby. Honor w grze, duma w stawce. Walka o poważanie w okolicy. A kiedy ktoś zagrał „dla obcych” — no, to już mogła się rozpętać piłkarska dyplomacja 🎭.
Miałem taki epizod — mieszkałem w Naramie, ale zwykle grywałem z chłopakami na boisku przy GS w Kozierowie. Bo było bliżej. Ale kiedy przyszło zagrać mecz Naramy z Kozierowem, stanąłem po stronie swojej wsi. Po meczu, na następny dzień gdy przyszedłem jak zwykle na boisko w Kozierowie, podszedł do mnie najstarszy z kolegów, Janek (nomen omen — też z Naramy!) i rzekł bez ceregieli: „Grałeś przeciw nam — to dziś nie grasz z nami.” No i cóż… chyba pół roku pauzowałem. A potem wszystkim nam przeszło. Jak to w futbolu: pamięć długa, ale serca miękkie 💚.

👀 A dziewczyny?
Cóż, może dziś bardziej interesują się piłką nożną, ale wtedy codzienne granie nie przyciągało ich uwagi. Co innego rozgrywki międzywioskowe. Wtedy pojawiały się nie tylko dziewczyny, ale całe rodziny 👨‍👩‍👧‍👦. I choć piłka była w centrum, to atmosfera przypominała prawdziwe sportowe święto 🎉. Kibicowało się nie z wygody, ale z potrzeby serca.

📜 Reguły gry? Były!
No i zasady! Dzisiaj dzieciaki nie wiedzą, jak można grać bez sędziego. A przecież wtedy wszyscy znali te zasady i wszyscy się do nich stosowali. Bo nie było VAR-u, ale był honor.
A zasady starej dobrej wiejskiej piłki były proste:
🧢 Dwóch najlepszych zawodników zostaje kapitanami. I ci kapitanowie wybierali na przemian po jednym kandydacie do swojej drużyny.
🧱 „Gruby” idzie na bramkę. Nie ma żadnej dyskusji.
⚖️ Sędziego nie ma. Sprawiedliwość rozstrzyga podwórkowy instynkt i konsensus między drużynami.
🕐 Mecz trwa dopóki wszyscy nie padną ze zmęczenia.
🎯 „Następny gol decyduje” decyduje, nawet jak jest 15:0.
🔥 Spalonego nie ma. Albo nikt go nie rozumie.
💢 Faul jest, jak ktoś się zwija z bólu.
🪨 Słupki? Plecaki. Kamienie. Tyczki od fasoli. Cokolwiek.
🌾 Piłkę kopnie ktoś w żyto? To niech jej teraz szuka.
🧤 Bramkarz? Jak karny, a gruby nie da rady, to każdy może się nim stać.
🏞️ Kto kopnie z boiska w dół, ten leci po piłkę. W Naramie to mogło być i 300 metrów stromo w dół, aż do dna Doliny Naramki.
🚫 Mecz może przerwać tylko jeden człowiek: właściciel piłki.
⚽ Król wioski i inne zabawy
Właśnie. Piłka. Zwykła guma, czasem poklejona, czasem z wybrzuszeniem. Ale jak ktoś miał nową, to był królem wioski 👑.
A między tym wszystkim były jeszcze inne gry: Zośka, nożyk, tryngiel (kto wie, ten wie 😉), zabawy patykiem, rowery bez hamulców, i rany, które leczyło się pluciem i przykładaniem liści lub trawy 🌿.

🧠 Nie było smartfona, ale była czujność
Nie było smartfona, ale była czujność. Trzeba było patrzeć, czy nie idzie gospodarz, że się gra przy żytku. Albo czy nie pękła szybka w budynku szkoły lub w domu obok. Bo wtedy nie było ubezpieczenia — był szacunek i rozmowa po meczu 🤝.
A nie zapomnę momentów, jak starszaki wchodziły na boisko. Bez słowa, bez sprzeciwu schodziliśmy z boiska. Bo oni już grali o coś. Może i o skrzynkę piwa 🍻, może o zrzutkę do kapelusza. Ale gra była jak walka lwów o lwicę 🦁. Mecz nabierał dramaturgii, takiej, co zostaje w pamięci na dekady.

🧳 A ten Niemiec z nazwiskiem na A.? 😉
I jak tak czasem zapomni się mleka do kawy, to trza podziękować temu Niemcowi z nazwiskiem na A., co chowa wszystko przed nami — a zwłaszcza wspomnienia — bo przypomina, kim jestesmy. I jaki był wtedy świat. To ten sam, co raz coś zabiera, raz podrzuca. Jak dobry rozgrywający, który czasem niecelnie poda, ale potrafi wyciągnąć perełkę z najgłębszego kąta pamięci 🎈.

🏆 Bo to była nasza Liga Mistrzów
Bo to była nasza Liga Mistrzów. Bez trofeum. Ale z dumą, że się grało 🥹.
Chyba to się już nie wróci.
Prawda?

Zbigniew Grzyb

Z cyklu: PITOLENIE STAREGO GRZYBA 🍄