Na stronie Trybunału Konstytucyjnego pojawił się wykaz 85 orzeczeń, które nie zostały dotychczas opublikowane. To kolejny rozdział kryzysu konstytucyjnego, ale przede wszystkim pytanie o granice władzy wykonawczej.
Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej nie pozostawia w tej sprawie wiele miejsca na interpretacje. Artykuł 190 ust. 2 stanowi, że orzeczenia Trybunału podlegają niezwłocznemu ogłoszeniu we właściwym organie urzędowym. Z kolei ustęp 1 tego artykułu mówi, że orzeczenia Trybunału mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne.
Tymczasem rząd Tuska uzasadnia niepublikowanie części orzeczeń zastrzeżeniami dotyczącymi składu Trybunału. Można dyskutować o tym ale władza wykonawcza nie może sama decydować, które orzeczenia konstytucyjnego organu zostaną ogłoszone, a które pozostaną w urzędowej próżni? To jest bezprawie.
Państwo prawa nie polega na tym, że władza przestrzega przepisów wyłącznie wtedy, gdy są dla niej wygodne. Nie można jednocześnie powoływać się na Konstytucję i traktować jej postanowień jako przeszkody, którą można ominąć.
Najbardziej niepokojące jest to, że w tym sporze na dalszy plan schodzi obywatel. Za orzeczeniami stoją konkretne prawa, interesy i życiowe sprawy ludzi.
Jeżeli każda kolejna władza będzie mogła samodzielnie rozstrzygać, które orzeczenia należy respektować, a które można przemilczeć, to gdzie jest tu nadrzędność prawa?
Nie wystarczy deklarować obrony praworządności i latać w koszulkach z napisem Konstytucja. Trzeba jeszcze przestrzegać reguł, na których się ona opiera.Konstytucja nie jest instrukcją obsługi państwa, którą można dowolnie przerabiać. Co za pospolita hołota doszła do władzy. Czy może inaczej. Co za hołotę wybraliście?
Zostaw komentarz