„Przechodząc obok ludzi zauważam…”.

… jak szybko żyją, w pośpiechu gubiąc dzień wczorajszy, nie zważając na teraźniejszy i chaotycznie szukając lepszego jutra. Wciąż gdzieś się spieszą, dokądś biegną, na coś czekają, kogoś wypatrują – a w tym wszystkim zapominają jaki jest tak naprawdę sens ziemskiego życia, i jaka jego wartość.

Czy człowiek musi tak ganiać za karierą, pieniędzmi, sławą, uznaniem? Co mu to daje, że wciąż uczestniczy w „wyścigu szczurów”? Czy dzięki temu przedłuży swoje życie, czy założy rodzinę, zdobędzie przyjaciół, upragnioną pracę, dostanie awans, bądź zdobędzie Mont Everest? Może i tak, ale co dalej…? No właśnie, co dalej?

W końcu nadejdzie dzień rozrachunku z tym życiem, i co wówczas? Czy aby na pewno będziemy spełnieni, czy to, że mamy rodzinę, znajomych, dobrze płatną posadę i masę niepotrzebnych rzeczy wokół siebie – czy to wszystko da nam zapewnienie, że na łożu śmierci nie będziemy sami.

Nie!!!

W tej materii nie ma pewników, ponieważ rodzina jak to rodzina, bywa pomocna, ale zazwyczaj jest zawodna, i tylko na zdjęciu wychodzi dobrze. Znajomi, cóż z nimi też różnie bywa, jedynie prawdziwi (nieliczni) przyjaciele są cały czas z nami. A kariera, pieniądze, sława i wszystkie te „zbytki”, które tylko zaśmiecają nasze życie – co z nimi? Czy będą nam potrzebne po drugiej stronie tęczy?

Tyle pytań kotłuje się w mojej głowie, kiedy spoglądam na tę chmarę rozpędzonych ludzi, niezważających na nic i nikogo, galopujących niczym stado bizonów ślepo biegnących w kierunku stromego urwiska.

Uznajemy się panami wszelkiego stworzenia, nadając sobie niemalże boskich atrybutów, czynimy sobie ziemię poddaną z rozmachem Demiurga. Ale prawda jest bolesna, bowiem mimo tego wszystkiego, mimo ludzkiej wszechmocności nazbyt często te „boskie” przymioty doprowadzają człowieka do diabelskiej destrukcji. Zatem pojawia się kolejne pytanie, a mianowicie: „Czy warto?”.

Z mojego punktu widzenia, opartego na życiowym doświadczeniu, wiem, że w ostatnich chwilach życia, to wszystko przestaje istnieć, przestaje mieć jakiekolwiek znaczenia. Wtedy człowiek zaczyna analizować, zastanawiać się jakby to było gdyby: inaczej postąpił, żył wolniej, związał się z osobą, którą tak naprawdę kochał, a nie z tą, z którą lepiej się prezentował na zdjęciu, co by się stało gdyby zamiast „wygrzanego stołka” przyjął posadę górnika etc. Tyle pytań, domysłów a czasu tak mało…

Dlatego warto już teraz, tu w tej chwili włączyć hamulec, zatrzymać się i zacząć żyć na zwolnionych obrotach, aby w ostatecznym rozrachunku żałować jak najmniej, aby być w tym momencie z tymi, którzy nas kochają bezwarunkowo i otaczać się rzeczami, które dawały nam radość i szczęście. Wtedy najprawdopodobniej odnajdziemy spokój i ukojenie, i z uśmiechem na twarzy udamy się w podróż na „drugą stronę tęczy”.

Strona autorska: Droga do Emaus