W lewackim internecie prawdziwy wylew tekstów o „Szwecji staczającej się w faszyzm”.

Wszystko oczywiście z powodu bardzo wysokiego wyniku wyborczego szwedzkiej prawicy.

To jest już reguła. Lewicowo-liberalny meainstream na całym świecie rutynowo utożsamia partie prawicowe z faszyzmem a przejęcie przez nie władzy – jakimś końcem demokracji.

W ogóle – zniknęła w ogóle prawica. Jest już tylko „skrajna” prawica oraz – zawsze opatrznościowi „progresywiści”.

To bardzo niebezpieczny moment w historii, wyraźnie świadczący o dyktatorskich ambicjach lewactwa. Czy chodzi o Szwedzkich Demokratów, czy o Hiszpański VOX, czy o Braci Włochów, czy nawet o amerykańską Partię Republikańską – czyli wszędzie tam, gdzie zwykli ludzie buntują się przeciw lewackim programom inżynierii społecznej i wymuszanym gwałtowną imigracją zmianom składu etnicznego społeczeństwa wraz z jego zapleczem religijnym i kulturowym – tam lewactwo miota się rzucając kalumnie i oskarżając prawicę o „zagrożenie dla demokracji”.

Tylko, że zawsze chodzi tutaj o jedno: to lewica liberalna decyduje, co właściwie jest ową „demokracją” i jakie są rzekomo spiżowe stojące za nią wartości.

Nigdy nie słyszałem jednak nawet półgębkiem ogłoszonych przeprosin za to, że np. taka Szwecja stała się zaprzeczeniem tego, czym była jeszcze dwie dekady temu. Z istnej oazy spokoju, kraju, którego mieszkańcy drzwi nie zamykali, gdyż kradzież była czymś niespotykanym – Szwecja stała się krajem rządzonym przez gangsterów, krajem, w którym muzułmańskie mniejszości zawłaszczyły całe dzielnice wielkich miast a Malmö – ze względu na panującą tam przestępczość zdobyło sobie ponurą sławę „małego Chicago”. Progresywiści nie mają sobie nic, ale to nic do zarzucenia. No może tylko to, że byli „za mało progresywni” i najwyraźniej niedostatecznie ozłocili imigrantów, przez co ci biedacy czują się wyobcowani i nieszczęśliwi…

Jeśli ktokolwiek jest winny temu wszystkiemu, to właśnie prawica, która – chociaż nie miała właściwie nic do gadania, ale to właśnie ona zmusza imigrantów do… samoobrony, bo przecież muszą się oni jakoś bronić przed faszyzmem!

Lewica do końca wypierała problem. Do końca związane z nią media w żywe oczy zaprzeczały istnieniu „no-go-zones”, ukrywano statystyki przestępczości tak, aby szwedzka opinia publiczna nie dowiedziała się o pochodzeniu etnicznym bandytów. Wszystko, oczywiście, w imię „walki z rasizmem”. Epatowano za to marginalnymi przypadkami prawicowego ekstremizmu, na podstawie których medialni moralizatorzy domagali się najdalej idących restrykcji wobec ruchów prawicowych.

Na całym świecie patriotyzm został zrównany z nacjonalizmem a nacjonalizm z faszyzmem. Samo powiedzenie głośno, że kocha się swój kraj stało się podejrzane. Narodowe symbole umieszczane na ubraniach czy samochodach to już „mikroagresja”. W kontrolowanych przez lewicę mediach głównego nurtu na pochwałę zasługiwał jedynie kosmopolityczny internacjonalizm, kwestionowano zasadność istnienia granic państwowych a jakiekolwiek próby przeciwdziałania niekontrolowanej, masowej migracji okazywały się wyrazem zasługującego na potępienie szowinizmu. Inspirowane przez lewicę bojkoty zmuszały firmy i fundacje do odcinania funduszy partiom prawicowym. Bojówkarze z Antify, przy cichym przyzwoleniu władz, rozbijali prawicowe demonstracje i rutynowo prześladowali prawicowych polityków (doxxing). Do tego doszyły radykalne nawet jak na wyjątkowo liberalną Szwecję postulaty promujące ekstremalne formy seksualizacji. Kiedy pod naciskiem opinii publicznej słynny Karolinska Institut wycofał się z szalonych ingerencji w proces dojrzewania ośmiolatków, szwedzka Antifa zaatakowała demonstrację… feministek – jako nie dość „postępowych”, gdyż sprzeciwiających się postulatom środowisk transeksualnych.

Gdy jeszcze z wygenerowanych tak resentymentów zaczęła korzystać propaganda rosyjska, to już wszystko było jasne: prawica, to nie dość, że właściwie hitlerowcy, to jeszcze agenci Putina… Wystarczyło skrytykować wciskaną kolanem do brzucha federalizację Unii Europejskiej czy powiedzieć cokolwiek niemiłego o „gościach” z Afryki czy Bliskiego Wschodu a już lądowało się w jednym koszyku z ruskimi szpiegami…

Ale idzie zmiana. Nareszcie idzie zmiana i jest szansa, że od wyborów w Szwecji i we Włoszech coś drgnie wreszcie w samej Unii Europejskiej, zdominowanej przez ducha Ventotene.

Autor: Zbigniew Szczęsny
Prawicowy ateista. Zwolennik proatomowej strategii wychodzenia z paliw kopalnych. Polityczny (sur)realista tęskniący za „Międzymorzem” jako suwerennym biegunem siły między Rosją a Zachodem. Żyję z programowania. Publicystyką zajmuję się w czasie wolnym nie mogąc znaleźć sobie miejsca w świecie rozdrapywanym przez skrajności.