To jest krótki post o polityce historycznej, i jej porażkach z polskiej strony.
Powstanie przeciwko Niemcom, nie nazistom, ale Niemcom, bo nie wszyscy niemieccy barbarzyńcy byli w NSDAP. To powstanie miało swoje epicentrum na początku sierpnia 1944 roku w Warszawie. Ale też miało swoje lokalne odsłony, i jedną z takich były Żywocice – niewielka wioska na Zaolziu, w mojej małej ojczyźnie. Na początku sierpnia 1944 r. żołnierze Armii Krajowej, polskiej, nie czeskiej, bo Czesi z całym szacunkiem dla nich takiej organizacji zbrojnej nie posiadali, wykonali wyrok śmierci na dwóch zwyrodnialcach, wyjątkowo okrutnych oficerach Gestapo. W odwecie Niemcy wymordowali 36 mieszkańców Żywotic i okolic, w większości Polaków.
Czesi nazwali to wydarzenie „śląskimi Lidicami” (nie chcę rozwijać wątku, wystarczy wygooglować sobie Lidice). Od lat trwa systematyczna akcja, zapewne nieprzypadkowa, bo akurat Czesi doskonale prowadzą swoją politykę historyczną, swoistego wywłaszczania tej martyrologii. Zaczęło się od tezy, że to byli ludzie tutejsi, czyli bez narodowości. Potem stwierdzono, że skoro to wydarzyło się na terytorium b. Czechosłowacji, to ofiarami są no właśnie, kto? Czechosłowacy? Nie za dobrze do brzmiało. Zbyt niewiarygodnie. Postanowiono zatem rozwadniać to wydarzenie do momentu, w którym audytorium w Czechach i Polsce uzna, że to była wspólna tragedia, polska ale z naciskiem na czeska, stąd hasło „śląskie Lidice”. Śląskość okazała się doskonałym parawanem dla nacjonalistycznej czeskiej propagandy. Pewna znana w Czechach pisarka pisząco tych wydarzeniach w konwencji literackiej science-fucking, wprowadziła audytorium w Czechach w stan dostatecznie wysokiego samozadowolenia. I nie tylko w Czechach, bo część polskiej publiczności też została ujęta jej twórczością, która mieszała fakty z fikcją literacką.
Swego czasu na portalu dość popularnej telewizji ZOOM pojawił się artykuł poświęcony tym wydarzeniom (czytaj), w którym podjęto próbę niby obiektywnego zobrazowania tamtych wydarzeń. Wspomniano i owszem, że ofiarą zemsty ze strony Niemców byli w większości Polacy, a reszta – jak to określono – to Czesi. Ale też postawiono bardzo wyraźną tezę, choć nie wyrażoną wprost, że gdyby nie działalność AK na tych terenach, ludzie mogliby nadal żyć w spokoju. Byłby wyśniony wówczas przez szwejkowskich Czechów – klidek, czyli święty spokój. Zapominając o tym, że tych dwóch zabitych przez AK gestapowców na co dzień nękało lokalnych mieszkańców.
Na czym polega majstersztyk z nazwaniem tej rzezi z Żywocić „śląskimi Lidicami”? Ano na tym, że w Czechach nikt nie obwinia czeskiego ruchu oporu za to, że wymordowano ponad 300 mieszkańców Lidic w odwecie za zamach na protektora Czech i Moraw Reinharda Heydricha w wykonaniu żołnierzy czeskiego ruchu oporu, za to w czeskich mediach wyraźnie sugeruje się, że gdyby nie działalność AK na terenie Śląska Cieszyńskiego, wszystko byłoby w porządku i ludzie jakoś by wojnę przetrwali. Ciekawe, prawda te podwójne standardy?
Polityka historyczna to poważna sprawa. Uprawiana konsekwentnie może skutecznie wykoślawić lub odwracać znaczenie faktów historycznych. Dlatego, w przededniu kolejnej rocznicy tragedii w Żywocicach warto o tym pamiętać.
P.S. Ten wpis dedykuję zwłaszcza niefrasobliwym i naiwnym czechofilom, tym od sera smażonego z frytkami, knedli z gulaszem segedyńskim, wojaka Szwejka, którzy do tej pory niewiele rozumieją o co kaman w relacjach polsko-czeskich. To tylko Wam wydaje się, że nasi przyjaciele z Czech są nieogarnięci i tacy śmieszni. Nie, to wielu z Was takimi jest, a oni się z Was zwyczajnie naśmiewają. Kolejność naśmiewania się i rozumienia spraw poważnych ma jednak pewne znaczenie.
Zawsze lepiej przeczytać książkę którą się krytykuje. – wtedy np. czytelnik mógłby się przekonać że „pewne znana czeska pisarka” – właśnie Czechom przypominała że w Żywocicach, że na Zaolziu zdecydowaną większość stanowili Polacy, że w wśród 36 zamordowanych w Żywocicach 28 to byli Polacy itp. ważne a dla większości Czechów zaskakujące informacje..Pisze też wyraźnie że zbrodni dokonali Niemcy i opisuje jak ci niemieccy zbrodniarze uniknęli odpowiedzialności, jak dobrze żyli w RFN otoczeni ochroną państwa niemieckiego i szacunkiem niemieckich współobywateli, itd.
Zawsze lepiej przeczytać książkę którą się krytykuje….