Wciąż obserwuję zmiany wyników wyborczych podawane przez PKW, ale teraz mała konkluzja.
Największym błędem PiS było zrealizowanie postulatu radykalnych środowisk katolickich w zakresie zmiany ustawy aborcyjnej.
Co się wówczas stało? Uruchomione zostały masowe protesty środowisk lewicowych, zwłaszcza feministycznych, które otworzyły Platformie Obywatelskiej sojusz polityczny z lewicą. Platforma Obywatelska ustawiła się wówczas jako partia liberalno-progresywna i otwarcie zadeklarowała zerwanie z dotychczasowym modelem „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. PO odcięła się od kościelnej zależności przesuwając się na lewo. Przejęła w ten sposób część elektoratu lewicy, ale zarazem utrzymała zdolność koalicyjną z jej pozostałą częścią w oparciu o laicki paradygmat „postnowoczesnej postępowości”.
Bardziej konserwatywny, lecz wciąż centrowy elektorat PO został zaś natychmiast zagospodarowany przez wyciągniętego z kapelusza Szymona Hołownię, do którego dołączyło wiecznie obrotowe PSL.
A co zyskał na tym PiS? Bardzo niewiele! Zyskał tak naprawdę odrobinę radykalnych ultrakatolików, którzy i tak są zawsze nienasyceni w swoim radykalizmie, podobnie jak wiecznie nienasycona jest radykalna lewica. Elektorat ten był zatem wieczną „płynną granicą” między PiS a oszołomami z Konfederacji, którzy wysuwali kompletnie odczapowe pomysły w rodzaju pozbawienie kobiet prawa do głosowania itp. Żaden trwały, stabilny, wartościowy elektorat!
Można śmiało uznać, że zmiana ustawy aborcyjnej była pyrrusowym zwycięstwem prawicy dokładnie tak samo, jak uderzenie w ustawę Roe v. Wade zdecydowało o zwycięstwie Demokratów w ostatnich wyborach do Kongresu USA, gdyż na tej kanwie powstał tam prawdziwy sojusz liberałów z demokratycznym socjalistami przeciw konserwatystom. I w Polsce i w USA doszło do masowych protestów i swoistej koalicji wszystkich środowisk na lewo od konserwatystów.
I tu i tam konserwatyści zostali bez zdolności koalicyjnej, gdyż jedynymi środowiskami, które im pozostały byli de facto niewybieralni faszyści/arywiści.
Cały czas powtarzam, że prawica nie ma przyszłości będąc jednoznacznie umocowana religijnie. Raz, że przynosi to takie właśnie opłakane skutki, dwa – ponieważ sama doktryna chrześcijańska, poza jakimś niszami, bardzo wyraźnie przesuwa się na lewo, pozostawiając konserwatystów coraz bardziej „na spalonym”.
Coraz częściej prawica, żeby pozostać prawicą polityczną będzie musiała przestać być prawicą konfesyjną. Takie są realia świata Zachodu. Być może zmieni je jakaś wielka wojna albo inny kataklizm, ale cóż nam z tego?
Najgorsze są bęcwały, które już wymyślają, że zmiana w prawie aborcyjnym, to wcale nie efekt zwycięstwa prawicy, ale „knucia wrażych sił z poprzedniego układu” w Trybunale Konstytucyjnym.
Tak, jakby to ktoś inny niż mianowana Prezesem TK przez prawicę pani Julia Przyłębska wyciągnął w 2019 r. tę sprawę z szuflady na wniosek kogoś zupełnie innego niż grupy 119 posłów PiS, PSL-Kukiz’15 oraz Konfederacji.
Straszne jest, jak niektórzy idą w zaparte nawet w obliczu jednoznacznej katastrofy. To właśnie takie postawy „betonowe” stoją za porażką prawicy!
Zostaw komentarz