Prodziekan jadąc na Uniwersytet obrzeżem lasu potrącił wychodzącego na jezdnię łosia. Całe szczęście, że był to tylko łoś karłowaty, trzy razy mniejszy od niekarłowatego i bardziej miękki. Niemniej został przejechany. Prodziekan po chwili zastanowienia wrzucił truchło do bagażnika wyścielając go uprzednio czarną folią. Gdy przyjechał na uniwersytet zawezwał studentów palących przed wejściem do budynku papierosy elektroniczne, żeby pomogli mu świeże truchło przenieść pod uczelnię. Tam zawiesił je na jednym z masztów na flagi i rozpoczął procedurę upuszczania krwi. Wówczas to studenci zgromadzili się tłumnie wokół i obserwowali. Nigdy bowiem wcześniej nie widzieli zabitego zwierzęcia. Prodziekan stał przy nim nerwowo dopalając kolejny papieros z filtrem.
Prodziekan, usiadłszy na ławce obok masztu, zmrużył powieki i zatopił się we wspomnieniach z dzieciństwa, gdy każdego roku z rodzicami, fiatem 126p jeździli do Bułgarii, nad Morze Czarne. Tam zajadał się brzoskwiniami i pływał po morzu dmuchanym, gumowym materacem. I ukradkiem, w tajemnicy przed rodzicami piło się piwo „Szumensko” w butelkach 0,33 l.
– A mięso z łosia będziecie jakoś konsumować? – zapytał Woźny, który pojawił się znienacka i wybudził prodziekana, który był wówczas jeszcze nieco wczorajszy.
– Tak, tak – odpowiedział – będziemy go jeść na wydziale. Na surowo.
– To nie jest dobry pomysł – powiedział Woźny. – Na innych uniwersytetach, gdy jedzono surowe mięso, to połowa kadry wyginęła. Mogę zorganizować ruszt przed Uniwersytetem i dać dwóch studentów, co nie zaliczyli sesji do pomocy. – zadeklarował Woźny.
– Niech tak będzie, tylko niech nie podjadają – zgodził się prodziekan i powiedział że udaje się do swojego gabinetu celem zmiany marynarki, gdyż bardzo lubił występować publicznie pod krawatem i w marynarce.
Tymczasem dwóch studentów o niskich czołach, ubranych w tradycyjne waciaki i cholewy rozpaliło ogień przed uniwersytetem. Nadziawszy na metalowy pręt truchło miniaturowego łosia najpierw poczęli go oczyszczać z włosia. Potem harcerskim scyzorykiem jeden ze studentów zdjął skórę z łosia i powiedział – Zrobię sobie z niej gustowną marynarkę.
Zupełnie nieoczekiwanie przechodził obok Rektor wraz z asystentem, który trzymał spodek od filiżanki z herbatą. Rektor popijając herbatę, zatrzymał się przed uniwersytetem i długo wpatrywał się w rożno z łosiem. – Bardzo interesująca inicjatywa, powiedział i przywoławszy do siebie dwóch studentów, wręczył im na pamiątkę po 2 złote.
Prodziekan przebudziwszy się z przedwczorajszych snów, podszedł do paleniska i zażądał kawałka mięsa na degustację.
– Dobre, tylko lekko niedopieczone – powiedział i zapalił kolejnego papierosa.
Prodziekan stopniowo tracił zainteresowanie mięsem z miniłosia i wpadł na pomysł, by wręczać kawałki mięsa owinięte we wczorajszą gazetę osobom wychodzącym z Uniwersytetu. Część osób wyrzucała pakunek, a część w drodze do autobusu linii 411, po skonsumowaniu, wracała i prosiła o jeszcze.
Tego dnia prodziekan nie urzędował, bo był nazbyt rozchwiany emocjonalnie. Przez łosia.
Zostaw komentarz