„Nie wystarczy czytać, należy jeszcze rozumieć. Ale rozumienie to luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić.”
Kiedy „Myśl” dostaje się w niepowołane ręce, to z jednej strony ulega popularyzacji, z drugiej – trywializacji. Wtedy staje się ideologią, czyli pałką do okładania przeciwników. Tak powstaje „katechizm pospólstwa” – jak to określał Maurycy Mochnacki, polski polityk z czasów Powstania Listopadowego i Wielkiej Emigracji.
Autor przygód Komisarza Montalbano zwraca nam uwagę na ten proces. W dobie mediów społecznościowych „psienie” wszelkich filozofii jest jeszcze szybsze – bo coraz mniej kontrolowane przez redaktorów naczelnych gazet, gdzie dawniej przede wszystkim one trafiały.
Era odpowiedzialności za słowo powoli odchodzi do lamusa. Pytanie, czy wraz ze złożeniem jej do grobu, ktokolwiek jeszcze będzie miał cokolwiek ważnego do powiedzenia? Czy w ogóle będzie jeszcze o czym myśleć podczas czytania lub po nim?
Jedyny ratunek w literaturze pięknej. Na nią od zawsze można było liczyć.
Zostaw komentarz