Generał Wiesław Kukuła powiedział, że dostał z Białorusi sygnał: „w stronę Polski lecą drony”. Zaskoczenie? Owszem. Może sami się bali, że ktoś będzie ich podejrzewał, że to ich maszyny, że to ich prowokacja dlatego informowali: „to nie my, my tylko ostrzegamy”.
I tu zaczyna się cała gra, w której nie chodzi wyłącznie o technikę wojskową czy ścieżki lotu dronów. Chodzi o politykę, o psychologię, o układ sił na wschodniej flance. Bo jeśli w najbardziej napiętej sytuacji granicznej Białoruś nagle decyduje się przekazać Polsce informacje ostrzegawcze, to znaczy, że coś drgnęło. Że ktoś w Mińsku przynajmniej kalkuluje, iż warto zostawić sobie otwarte drzwi.
Nie zapominajmy: to właśnie wschód jest dziś areną prawdziwej wojny o Białoruś. Rosja chce jej pełnego podporządkowania, Zachód – przynajmniej częściowego uniezależnienia. I nagle pojawia się gest, który nie pasuje do prostego obrazu tego satelity Moskwy. Gest może niewielki, ale symboliczny.
Były szef Agencji Wywiadu, płk Piotr Krawczyk, mówił wyraźnie – trzeba stosować pragmatyzm wobec Mińska, by nie wpychać go całkowicie w ramiona Rosji. Ten przykład właśnie pokazuje, że nawet w cieniu agresji możliwe są sytuacje, w których Białoruś zachowuje resztki samodzielności. A każda taka chwila powinna być przez Polskę skrupulatnie odnotowana.
Ale trzeba też pamiętać o innej stronie medalu. Bo równocześnie, kiedy w eterze pojawia się ostrzeżenie o dronach, na granicy lądowej trwa brutalna codzienność: białoruskie służby nadal podprowadzają nielegalnych imigrantów pod polskie zasieki, wpychają ludzi w bagna i lasy, byle tylko wywołać chaos. To wojna hybrydowa w czystej postaci – z jednej strony gesty dialogu, z drugiej cyniczna gra ludzkim losem, która ma destabilizować Polskę i osłabiać jej bezpieczeństwo.
Może więc to ostrzeżenie nie wynikało z sympatii, tylko ze strachu przed odpowiedzialnością. Może było aktem samoobrony politycznej, może próbą wybielenia się na wypadek, gdyby sprawa wyszła na jaw. Ale faktem pozostaje: Polska dostała od Białorusi sygnał. I to sygnał, który mógł ocalić czas, a więc ibezpieczeństwo.
Na wojnie i w polityce liczy się nie tylko to, kto strzela, ale także kto informuje. I może właśnie tu zaczyna się przestrzeń, w której zamiast tylko patrzeć na Białoruś jak na pionek Kremla, trzeba też dostrzegać jej własne manewry. Pragmatycznie – bo tylko pragmatyzm pozwala odróżnić chwilowe gesty od realnych zmian.
Zostaw komentarz