„Dron wabik z plastiku i ze styropianu kosztuje od 10 do 20 tys. dol. Natomiast pocisk AMRAAM to koszt 2-2,5 mln dol. Widzimy, jaka jest różnica w kosztach zwalczania tych celów.”

Mariusz Marszałkowski, Defence24.
………………..
Drony to bezzałogowe statki powietrzne używane coraz szerzej w działaniach wojennych. W nocy z 9 na 10 września br. w przestrzeń powietrzną RP wdarły się drony rosyjskie, które nadleciały zza naszej wschodniej granicy. Media podawały, że było ich kilkanaście – ile ostatecznie oficjalnie nie podano. Przy czym władze MON informowały, że wszystkie te drony były śledzone i operujące samoloty bojowe (polskie i innych państw NATO) kilka z nich zlikwidowały.

Przy tym cały czas w mediach pokazywano jeden dom ze zniszczonym dachem z informacją, że uderzył tam rosyjski dron.
Z tą wiadomością udał się wiceminister spraw zagranicznych Bosacki na posiedzenie Rady Bezpieczeństwa ONZ i prezentował zdjęcie tego domu jako dowód na atak rosyjski. Teraz gazeta „Rzeczpospolita” podała, że wspomniany dom zniszczyła rakieta odpalona z polskiego F-16.

Nie ma nic dziwnego w tym, że użyte w powietrzu środki bojowe spadają na ziemię. Nie może też mieć o to pretensje do pilota, który wykonywał rozkaz likwidowania nadlatujące drony. Wątpliwość jest taka, dlaczego do strącenia stosunkowo wolnego statku powietrznego (dron Shahed prędkość lotu 150–200 km/h) użyto naddźwiękowego myśliwca, który odpalił rakietę. Do tego ta rakieta spadła na ten nieszczęsny dom. Szczęście w nieszczęściu – była zdefektowana, nie wybuchła.

Sprawa jest zagmatwana. Rządzący nie poinformowali prezydenta, z którym podobno tak świetnie im się współpracowało – chwalił się tym premier Tusk i wicepremier szef MON Kosiniak-Kamysz. Nie wiedzieli?

Pilot odpalający rakietę dobrze o tym wiedział i wiedział czy trafił w cel! Musiał też meldować przełożonym o całym zdarzeniu w którym stracono rakietę wartą 10 mln zł.
Stosowny meldunek musiał też dotrzeć do dowództwa kierującego całą operacją likwidowania dronów.

Sadząc po mętnych wypowiedziach ministra Kamysza i nad-ministra Tomczyka – co to tam spadło na dom – wiedziało o tym kierownictwo MON. Dlaczego o tym nie wiedział MSZ i wiceminister plótł bzdury w ONZ?
Dalej – czy wiedział premier Tusk? Wreszcie skoro wg premiera komunikacja na linii rząd – prezydent była taka „modelowa” to dlaczego MON, podobno tym razem świetnie współpracujący z BBN, nie poinformował o zdarzeniu z rakietą prezydenta?
…………………..
Istnieje powiedzenie, że ktoś zabija komara łopatą, co oznacza użycie nieproporcjonalnie wielkich sił do wyeliminowania niewielkiego zagrożenia. Zdaje się, że coś takiego zafundował nam MON – kto teraz odbuduje dom zniszczony przez rakietę?

Autor: prof. Romuald Szeremietiew
Polski polityk, publicysta, doktor habilitowany nauk wojskowych specjalista w zakresie obronności (habilitacja „O bezpieczeństwie Polski w XX wieku”), nauczyciel akademicki, m.in. profesor nadzwyczajny Akademii Obrony Narodowej i Akademii Sztuki Wojennej, więzień polityczny PRL, poseł na Sejm III kadencji, były wiceminister i p.o. ministra obrony narodowej.