Losy tysięy Polaków zamordowanych przez Rosjan w Katyniu podzieliła jedyna kobieta, – Janina po mężu Lewandowska , córka zasłużonego polskiego oficera Józefa Dowbór-Muśnickiego, który w wydanych w 1935 roku, na dwa lata przed śmiercią wspomnieniach podkreślał, że był pierwszym, który poznał się na „bolszewickiej zarazie”.- W pojęciu NKWD – Janina była więc „źle urodzona”. Nie pomogło, że podczas internowania w grudniu 1939 roku podała fałszywe dane: zmieniła datę swojego urodzenia z 1908 na 1914 rok, a imię ojca na „Marian”. – sowieci uznali ją za wroga i osadzili wraz z oficerami w obozie kozielskim. I chociaż nie była absolwentką szkoły oficerskiej lecz konserwatorium muzycznego – umieszczono ją razem z wojskowymi. Pochodzenie – „zobowiązuje” …
Jej losy: 3 września 1939 wyruszyła z domu z kartą mobilizacyjną w kieszeni, żeby stanąć do walki w obronie Polski. Wierzyła w to, że jej wykształcenie w dziedzinie radiotelegrafii i dyplom pilota motorowego z Wyższej Szkoły Pilotażu mogą przysłużyć się ojczyźnie.

Pozostawiła za sobą dom i rodzinę, w tym męża, którego poślubiła 50 dni wcześniej, i z którym nie zdążyła jeszcze nawet zamieszkać.. Nie udało jej się jednak uczestniczyć w wojnie, nie dotarła nawet do wyznaczonej jednostki. Utknęła w zbombardowanej przez Niemców Nekli. Tam spotkała ewakuującą się na wschód 3. Bazę Lotniczą z Ławicy pod dowództwem kapitana Józefa Sidora. Przyłączyła się do niej. Wspólnie przedzierali się przez ogarniętą wojną Polskę aż do 22 września, kiedy otoczeni przez czołgi radzieckie złożyli broń i zostali wzięci do niewoli. Janina trafiła do obozu w Ostaszkowie, potem do Kozielska, gdzie przebywała w stopniu podporucznika lotnictwa, nadanym jej z incjatywy generalskiej, żeby ją chronić przed strażnikami, sowieckimi, żołdakami. I, jak wynika ze wspomnień współwięźniów, godnie nosiła swój tytuł. Z odnalezionych zapiskow majora Kazimierza Szczekowskiego wyłania sie taki jej portret: „ Jest tu w obozie lotniczka – dzielna kobieta, już czwarty miesiąc znosi razem z nami wszelkie trudy i niewygody niewoli, a trzyma się wzorowo” – pisał.
Podczas całego pobytu w obozie brała udział w życiu uwięzionych. Uczestniczyła w mszach świętych odprawianych przez księdza Jana Ziółkowskiego i wypiekała hostie do komunii świętej.
Dnia 22 kwietnia 1949 Moskwa podała telefoniczną wiadomość o następnej turze skazanych na śmierć. Na liście tej znalazła się Janina Lewandowska, otrzymała numer 0401, pozycja 53. Wyrok wykonano prawdopodobnie 22 kwietnia. To był dzień jej 32 urodzin!
Mimo tego, że ciało Lewandowskiej zostało odkryte wraz ze szczątkami innych ofiar zbrodni katyńskiej w kwietniu 1943 roku, jej bliscy musieli czekać ponad 50 lat na potwierdzenie, że ich żonę, siostrę i kuzynkę zamordowało NKWD. Wiedzieli tylko, że Janina przebywała w obozie w Kozielsku.
Po odkryciu zbrodni i ustaleniu sprawców prrzez Międzynarodową Komisję Lekarską fakt śmierci jedynej kobiety zamordowanej w Katyniu – ukryto dla tzw. „jasności przekazu”, nie powiadomiono o tym rodziny, a także nawet zniknęły jej szczątki. Zidentyfikowano je – dzięki metodzie superprojekcji – dopiero w maju 2005 roku w Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Na ten temat wypowiedziała się pisarka i biografka Lewandowskiej Henryka Wolna Van Das w ten sposób: „Dzisiaj, dzięki odnalezieniu czaszki Janki, wiemy już, że cała ta sytuacja była dziełem niemieckiego profesora Gerharda Buhtza. To właśnie profesor Gerhard Buhtz z Zakładu Medycyny Sądowej na uniwersytecie w Breslau, uczestnik ekshumacji zwłok ofiar katyńskich w roku 1943, uczynił z czaszki Janki i jej sześciu kolegów oficerów, preparaty przeznaczone do prowadzenia swoich badań naukowych”.
Czaszka Bohaterki Narodowej, niewinnej ofiary najbardziej zbrodniczego systemu w historii ludzkości – jako exponat służący niemieckiemu profesorowi do prowadzenia badań naukowych! „
Cala prawda o zamordowaniu Janiny Lewandowskiej w Katyniu wyszła na jaw dopiero po upublicznieniu przez przywódców ZSRR 13 kwietnia 1990 dokumentów związanych ze zbrodnią. Na ślad jej szczątków trafiono dopiero na początku XXI wieku. W 2015 roku odbył się uroczysty, wojskowy pogrzeb, podczas którego szczątki Janiny Lewandowskiej spoczęły w rodzinnym grobowcu w Lusowie, obok jej ojca, generała Józefa Dowbór-Muśnickiego.

Mogiła ta jest ważnym miejscem pamięci, szczególnie w kontekście historii rodziny Dowbór-Muśnickich, gdyż siostra Janiny, Agnieszka, została zamordowana przez Niemców w Palmirach w 1940 r..
PS. Gdyby Janina Lewandowska z domu Dowbór-Muśnicka przeżyła, być może miałaby przed sobą przyszłość jako pilot. Latała od wczesnej młodości. Jest ona pierwszą kobietą w Europie, która w wieku 22 lata skoczyła ze spadochronem z wysokości 5 kilometrów !
Abo raczej – komunistyczni oprawcy w PRL, kontynuatorzy NKWD-owców przygotowaliby jej taki los, jak innym „Zołnierzon Wyklętym” !
Janina Lewandowska nie była tylko ofiarą jednej z najokrutniejszych zbrodni XX wieku. Była symbolem odwagi, wierności i niezłomności – wartości, których nie zdołały zniszczyć ani kule katyńskie, ani dziesięciolecia kłamstwa. Dziś jej historia przypomina, że prawda może być zakopywana, ale nigdy nie umiera — i zawsze upomina się o pamięć.
O Janinie Lewandowskiej i innych kwestiach dotyczących Zbrodni Katyńskiej przeczytać można m.in. w dodatku prasowym IPN dostępnym on-line: Oni idą przez naszą pamięć. Dodatek historyczny IPN do miesięcznika „wSieci Historii” nr 3–4/2020
Szanowna Pani Legieć, Dziekuje za znakomity opis. Pozdrawiam serdecznie.stevek