Proszę przyjrzeć się temu wykresowi. To są uderzenia ukraińskie na tyły rosyjskie. Przy czym są to wyłącznie uderzenia, które są potwierdzone za pomocą opublikowanych nagrań i zdjęć.

Ważna w tym wypadku nie jest sama liczba, lecz dynamika. To jest dobra ilustracja tego, o czym pisałem jeszcze pod koniec ubiegłego roku. Rosyjski przemysł osiągnął w dużej mierze szczyt swoich zdolności produkcyjnych. Dalej jest sufit. W drugiej połowie 2025 roku już nie było widać jakiegoś drastycznego wzrostu produkcji dronów i rakiet. W rosyjskiej gospodarce zaczęły się strukturalne problemy, które uniemożliwiają dalszy rozwój przemysłu w tym modelu, który Rosjanie wybrali. A to jest absolutnie tradycyjny model. Państwowe korporacje – wielkie fabryki, duże państwowe inwestycje. W zasadzie ten sam model, który mamy na Zachodzie, tylko poza samą biurokracją pomnożony jeszcze przez rosyjską korupcję.
Ukraińcy przyjęli zupełnie odwrotny model. Kiedy startowali ze swoim nowym przemysłem w 2023 roku, budowali prywatny, bardzo konkurencyjny i rozproszony… zdecentralizowany model. I dopiero teraz widać realne skutki podjętych wtedy w Kijowie i na Kremlu decyzji.
Ukraińska produkcja zarówno środków rażenia dalekiego zasięgu, jak i środków rażenia poziomu operacyjnego (przede wszystkim dronów i tzw. rakieto-dronów) rośnie wykładniczo. I Ukraińcy mają jeszcze daleko do szczytu swoich możliwości. Potwierdzeniem tego jest po prostu sama liczba potwierdzonych porażonych obiektów na rosyjskich tyłach, zniszczonych systemów OPL i radarów. Produkcja rakiet typu Flamingo się dopiero rozwija. Jeszcze nie weszły do produkcji masowej ukraińskie rakiety balistyczne.
Zarazem ten ukraiński przemysł, z tego powodu, że powstawał w warunkach rosyjskich bombardowań, budował wszystkie łańcuchy dostaw w ten sposób, by były odporne na rosyjskie uderzenia. On jest skrajnie zdecentralizowany. Rosjanie ciągle coś w tych łańcuchach niszczą, a produkcja i tak dalej rośnie. I to rozproszenie tak naprawdę jest podstawowym środkiem ochrony. Nie obrona przeciwlotnicza czy przeciwrakietowa, a sama struktura przemysłu. No i sam system obrony przeciwlotniczej musiał być dostosowany do skali tych rosyjskich ataków. Dlatego powstały drony przechwytujące, które wypełniły lukę przeciwdronowej OPL na froncie i na tyłach.
Rosjanie, kiedy planowali rozwój swojego przemysłu na początku wojny… oni w koszmarnym śnie nie mogli sobie wyobrazić, że po kilku latach wojny Ukraina będzie posiadać masowo produkowany arsenał uderzeniowy zdolny w takiej skali razić ich tyły. Dlatego oni swojego przemysłu nie budowali jako odpornego na ewentualne ataki. Absolutnie. To jest typowo skoncentrowany przemysł oparty o duże hale produkcyjne. W dodatku nie mieli też problemów z OPL, jak im się wydawało, bo mieli ogromną liczbę wyrzutni i zapasy rakiet tak duże, że na początku wojny – jeżeli jeszcze Państwo pamiętają – masowo używali starych rakiet S-300 jako niezbyt celnych, ale trudnych do przechwycenia rakiet balistycznych. Dlatego u Rosjan nie było motywacji, by budować drony przechwytujące, i są oni mocno w tyle za Ukraińcami w tym obszarze.
I mamy ten wynik, że najbliższe miesiące będą BARDZO BOLESNE DLA ROSYJSKICH TYŁÓW. I to nie jest jakieś widzimisię czy ukraińska propaganda – to po prostu matematycznie wynika z logiki i dynamiki tych procesów. Rosnące zdolności rażenia ukraińskich jednostek frontowych na odległość do 200 km drastycznie zwiększają straty rosyjskiej OPL na tym obszarze. Rosyjska obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa wyraźnie słabnie. Rosyjscy milblogerzy zaczynają o tym pisać. Do tego dodają się rosnące ukraińskie możliwości na poziomie strategicznym + przemysł rosyjski zbudowany tak, że jest podatny na ukraińskie ataki.
W tej chwili praktycznie już każda noc to kilka wyrzutni i radarów zniszczonych na Krymie czy gdzieś 50–200 km za linią frontu i kilka obiektów przemysłu czy infrastruktury rosyjskiej, które płoną. I tak jak napisałem, intensywność tych uderzeń będzie tylko wzrastać.
Ale ten proces może też paradoksalnie powodować pewne niebezpieczeństwo dla nas. Bo Rosja nie jest w stanie ani złamać ukraińskiego społeczeństwa, ani zniszczyć ukraińskiej produkcji. To jest fakt. Natomiast ta ukraińska produkcja ma jedno słabe miejsce – ona w znacznej mierze opiera się o finansowanie z zewnątrz. Państwa europejskie zamawiają te środki rażenia dla ukraińskiej armii w ukraińskich fabrykach. Rosjanie to wiedzą… i w miarę jak ich sytuacja będzie się robić trudniejsza, rośnie ryzyko, że mogą próbować uderzyć w źródło problemu. Czyli w Europę. W kraje bałtyckie lub w nas. I nie mam na myśli wjechania czołgami, ale na przykład atak „nieznanymi” dronami, zanim zbudujemy własne zdolności antydronowe… Najlepiej żeby to były drony z ukraińskimi farbami na skrzydłach. Albo jakaś inna forma wojny hybrydowej po to, by nas zastraszyć czy zmusić do przekierowania tych środków na własne potrzeby.
Nie mówię, że na pewno tak się stanie, czy że Rosjanie osiągną sukces, ale moim zdaniem, w połączeniu z osłabieniem odstraszania NATO ze względu na napięcia wewnątrz Sojuszu… w tej sytuacji ryzyko dla nas rośnie. Ukraina w tym roku już naprawdę skutecznie osłabia Rosję na strategicznym poziomie, bo zaczyna niszczyć jej podstawy eksportu surowców i podstawę przemysłu. Nie tylko szarpać Rosjan, lecz już realnie niszczyć ich zdolności. I to, moim zdaniem, obniża zagrożenie wojny pełnoskalowej dla nas. Ale zarazem paradoksalnie zwiększa ryzyko działań hybrydowych.
Żyjemy w epoce, kiedy nie bardzo wiadomo, w jakiej chwili zaczyna się wojna. Nikt wojen nikomu nie ogłasza. Czy 10 dronów to wojna? A może 20 czy 50? Nie mamy wyznaczonych granic tego, co jeszcze jest incydentem, a co już jest wojną, w której przeciwnikowi odpowiadamy militarnie.
___________________________________________________________
Zachęcam do wspierania mojej niezależnej publicystyki:
Patronite.pl: https://patronite.pl/Frontiersman
buycoffee: https://buycoffee.to/frontiersman
Patreon: https://www.patreon.com/frontiersmannews
Zostaw komentarz