Spełniły się marzenia. Czarek zagościł na bieszczadzkiej ziemi.
Absolwent Technikum Mechanicznego we Wrocławiu. Wiele nasłuchał się o tych górach z opowieści swojego dziadka, który walczył tu z bandami UPA. Czarek mieszkał sam z matką. Ojciec zginął w wypadku, gdy miał 2 lata. W domu się nie przelewało.
Mama pracowała jako sprzątaczka. Od najmłodszych lat interesował się sportem. Najpierw pływanie, potem doszło judo. Łączył te pasje wraz z nauką. Po szkole, gdy była taka możliwość, dorabiał sobie, wykonując prace porządkowe u sąsiadów. Wyjątkowo skromny i pracowity zjednał sobie sympatię okolicznych mieszkańców.
Chłopak odkładał każdy grosz. Kompletował sprzęt na wyjazd. Mama bardzo bała się o niego. Tylko on jej został. W dniu wyjazdu kilkakrotnie przypominała o wysyłaniu pocztówek, gdy tylko będzie taka możliwość. Pogoda była jak na zamówienie. Plecak, obładowany, trochę ciążył. Był w nim cały dobytek. Pierwszy nocleg wypadł w stodole u gospodarza.
Niezwykle uprzejmy jegomość sam zaproponował mu tę możliwość, gdy poprosił o skorzystanie ze studni. W następnych dniach dwie pałatki zapewniły Czarowi godny dach nad głową. Mijał tydzień wędrówki. Na jednym ze szlaków spotkał dziewczynę. Siedziała na kamieniu, manipulując coś przy aparacie fotograficznym.
– Może mogę pomóc? – zapytał nieśmiało.
Dziewczyna odwróciła twarz. Była śliczna. Burza kręconych blond loków opadała jej na twarz.
– Mam problem z uchwytem przy futerale. Zerwał się pasek. Nieporęczne jest nieść aparat. Jest dość ciężki, a plecak mam załadowany do pełna.
– Mogę spojrzeć.
Dziewczyna podała Czarowi sprzęt. Z plecaka wyciągnął mały skórzany piórnik, w którym miał kilka drobnych narzędzi. Po kilku minutach futerał został naprawiony.
– Dziękuję, mam na imię Teresa.
– Czarek, bardzo mi miło. Idziemy chyba w jednym kierunku?
Tereska przytakunęła. Przez trzy godziny wędrowali wspólnie. Czarek czuł się tak, jakby niosły go anioły.
W końcu nadszedł moment pożegnania.
– Jak cię odnaleźć? – zapytał Czarek.
Teresa wyciągnęła notes i kopiowy ołówek. Były tam piękne szkice górskich pejzaży. Na jednym z nich, z tyłu kartki, napisała swój adres.
– Tam mnie odnajdziesz.
Do wieczora zostało trochę czasu. Wczoraj wypatrzył fajne miejsce na biwak – zakole rzeki i niewielką polanę. Był już bardzo blisko, gdy usłyszał wołanie o ratunek. Nie zastanawiał się ani chwili. Rzucił plecak i pędził co sił.
W zakolu rzeki tonęła kobieta. Kilka sprawnych ruchów i wszystko zakończyło się szczęśliwie. Okazało się, że pani trochę spanikowała. Poślizgnęła się i myślała, że tonie. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze.
Czarek ściągał mokre ubrania. W tym momencie przypomniał sobie o najważniejszym – kartce z adresem. Niestety z kieszeni wyciągnął tylko rozmokły kawałek papieru. Wszystko, co było napisane, rozmyło się, tworząc dziwne wzory.
Chłopak popadł w czarną rozpacz. Postanowił odszukać Tereskę. Mówiła, że rodzice odpoczywają nad Soliną. Ona sama przyjechała tu z sąsiadami poznanymi w miejscu, gdzie mieszkają.
Nazajutrz okazją dostał się nad zalew. Obszar był ogromny. Przez kolejne dni odwiedzał restauracje, kempingi i inne miejsca, gdzie mogli przebywać turyści. Kilka razy zdawało się, że jest bardzo blisko, lecz niestety nie była to Tereska.
Czas było wracać do domu. Przed mamą nie miał żadnych tajemnic. Wtedy padły prorocze słowa:
„Synku, śmierć i żona od Boga przeznaczona”.
Czarek był wierzący, chodził do kościoła, lecz ciężko było mu w to uwierzyć. Postanowił odnaleźć Tereskę. W końcu mieszkali w jednym mieście. Wrocław to jednak dość spora aglomeracja. Odnaleźć kogoś to jak szukać igły w stogu siana.
Nie dawał jednak za wygraną. Starał się przypomnieć każde słowo, które rozmawiali. Dziewczyna wspominała coś o studiach pedagogicznych. Pierwsze kroki skierował na uczelnię.
– Niestety, nie pomogę – pani zza biurka rozłożyła ręce. – Bez nazwiska nie dam rady.
Czarek podjął pracę. W każdej wolnej chwili robił wszystko, by odnaleźć dziewczynę, niestety bez rezultatu.
Do drzwi zapukał listonosz.
Ojczyzna pana wzywa. Komisja lekarska i bilet do wojska. Przydział – jednostka specjalna.
Pożegnanie z mamą i dziadkami było bardzo czułe. Były łzy i serdeczne uściski. Już od pierwszego dnia Czarek wpadł w wir żołnierskich zajęć. Szkolenie było bardzo intensywne.
Nadszedł dzień przysięgi. Wiał zimny wiatr. Czarek powtarzał słowa:
„Ja, żołnierz…”
Wtedy wydawało się, że ma omamy. Wśród tłumu stała Tereska. Nie mógł się mylić. Poznałby ją na końcu świata.
Tak, to była ona. W tym momencie zobaczył, jak dziewczyna macha do kogoś bukietem kwiatów. Nogi się pod nim ugięły, krew odpłynęła z głowy. Nie było chwili, by o niej nie myślał. Postanowił, że zrobi wszystko, aby ją odnaleźć, gdy wyjdzie do cywila – a tu taka niemiła niespodzianka.
Nadszedł wreszcie moment dla rodzin. Mama całowała syna i płakała. Zobaczyła, że coś jest nie tak.
– Synku, co ci jest? Źle się czujesz?
– Mamo, to Tereska – wskazał dziewczynę, która ściskała chłopaka, z którym zdążył się już zaprzyjaźnić.
Mama spuściła oczy.
– Bardzo mi przykro. Tak w życiu bywa, synku.
W tym momencie spojrzenia Czarka i Tereski spotkały się. Stali przez moment oboje jak zahipnotyzowani.
Dziewczyna rzuciła się Czarowi na szyję.
– Czekałam na ciebie każdego dnia. Nie dawałeś znaku życia. Tęskniłam. Co się stało? Dlaczego? Mój brat jest razem z tobą.
– Brat?
Czarka olśniło. Wróciła nadzieja.
– Kartka… potok… wszystko się rozpłynęło. Szukałem cię na uczelni, potem wojsko… – mówił szybko, nieskładnie.
W tym czasie dziewczyna trzymała go mocno w ramionach.
Co wstąpiło wtedy w tego młodego chłopaka – do dziś nie wie.
Nie zastanawiał się ani chwili. Ukląkł przed dziewczyną. Bukiet, który trzymał, wręczył jej, oświadczając się w tym samym momencie.
Tego nikt się nie spodziewał. Zrobiło się zbiegowisko. W niebo wzbiła się burza oklasków. Gratulacjom nie było końca. Płakali rodzice Tereski i mama Czarka.
Po dwóch latach odbył się huczny ślub. Pluton, w którym służył, stawił się na uroczystość.
Rodzice Tereski okazali się bardzo majętni. Młodzi po ślubie zamieszkali we własnym mieszkaniu, które dostali w prezencie.
W podróż poślubną młodzi wyjechali w Bieszczady. Wędrówkę zaczęli od miejsca, w którym się poznali.
Tę tradycję Tereska i Czarek kultywują do dziś.
Autor: Jędruś Ciupaga
Zostaw komentarz