Wiem, jak cienka bywa granica między krytyką a nienawiścią. Wiem, bo sam jej doświadczyłem.
Kiedy pełni się funkcję publiczną, trzeba mieć twardą skórę. To prawda.
Trzeba umieć słuchać krytyki.
Trzeba odpowiadać na trudne pytania.
Trzeba znosić niezadowolenie, pretensje i emocje mieszkańców.
Taka jest cena odpowiedzialności za gminę.
Ale jest granica, której nie wolno przekraczać.
Piszę to nie jako teoretyk. Piszę to jako były burmistrz Błaszek, który nie raz przekonał się, że za publiczną funkcją idzie nie tylko odpowiedzialność, ale też ciężar, o którym wielu ludzi nie ma pojęcia i o którym się nie mówi.
Dostawałem listy z pogróżkami.
Odbierałem głuche telefony.
Byli tacy, którzy grozili mi w przestrzeni publicznej.
Byli tacy, którzy chcieli pozbyć się mnie „w białych rękawiczkach”.
Były sytuacje, w których naprawdę zaczynałem się zastanawiać, gdzie kończy się polityczny spór, a zaczyna realne zagrożenie.
Jednej sytuacji nie zapomnę szczególnie.
Podczas Błaszkowskich Nocy chwila nieuwagi mogła kosztować mnie życie. Zostałem zaatakowany. Do dziś mam świadomość, że gdyby ta osoba miała przy sobie nóż, mogłoby mnie już nie być.
I wtedy naprawdę inaczej patrzy się na słowa: „to tylko emocje”, „to tylko komentarze”, „taka jest polityka”.
Nie. To nie jest tylko polityka.
Wiem, że przemoc może zabić. Wiem to nie z książek, nie z gazet i nie z telewizji. Wiem to z własnego życia, bo mój tata został skatowany na śmierć.
Dlatego kiedy słyszę groźby, kiedy widzę nagonkę, kiedy czytam komentarze pełne pogardy, nie traktuję tego jak niewinnego odreagowania emocji. Wiem, że od słów zaczyna się droga, która czasem kończy się tragedią.
Najpierw jest kpina.
Potem pogarda.
Potem nagonka.
Potem groźby.
A potem ktoś uznaje, że może zrobić krok dalej.
A później wszyscy pytają: jak do tego doszło?
Doszło, bo zbyt często milczeliśmy, gdy przekraczano granice.
Hejt nie jest kontrolą społeczną.
Wyzwiska nie są debatą.
Groźby nie są opinią.
Publiczne poniżanie człowieka nie jest żadną odwagą.
Jako były burmistrz wiem, że mieszkańcy często widzą finał decyzji, ale nie widzą całej drogi: przepisów, procedur, ograniczeń budżetowych, opinii prawnych, terminów, kompetencji i odpowiedzialności, której nie da się ominąć jednym wpisem w internecie.
Czasem ktoś oczekuje prostej odpowiedzi.
A samorząd działa w świecie, który prosty nie jest.
I wtedy najłatwiej znaleźć winnego.
Burmistrza.
Wójta.
Prezydenta.
Radnego.
Urzędnika.
Najłatwiej napisać: „nic nie robią”.
Najłatwiej dopisać komuś złe intencje.
Najłatwiej zrobić z człowieka tarczę.
Tylko że za każdą funkcją publiczną stoi konkretny człowiek. Z rodziną, emocjami, zdrowiem i granicami wytrzymałości. Człowiek, z którym można się nie zgadzać, którego można rozliczać, któremu można patrzeć na ręce — ale którego nie wolno zastraszać, odczłowieczać ani niszczyć.
Nie chodzi o to, żeby chronić władzę przed krytyką. Krytyka jest potrzebna. Sam jej doświadczałem i wiem, że bywa konieczna. Ale krytyka powinna dotyczyć decyzji, faktów i odpowiedzialności — nie godności człowieka.
Dlatego mówię jasno: nie ma mojej zgody na przemoc, groźby, nienawiść i publiczne szczucie na ludzi pełniących funkcje publiczne.
Dziś jestem z Prezydentem Poznania Jackiem Jaśkowiakiem.
Dla niektórych to „tylko ciasto”.
Dla niektórych „happening”.
Dla niektórych „emocje”.
Nie.
To był fizyczny atak na człowieka pełniącego funkcję publiczną.
Dziś ktoś rzuca ciastem.
Jutro ktoś może rzucić kamieniem.
Pojutrze ktoś może przyjść z nożem.
I nie piszę tego, żeby kogokolwiek straszyć. Piszę to, bo wiem, jak wygląda przemoc. Wiem, jak wyglądają groźby. Wiem, czym może skończyć się nienawiść, kiedy zbyt długo udaje się, że „to tylko słowa”.
Takie rzeczy nie zaczynają się od noża w ręku.
Zaczynają się od hejtu.
Od odczłowieczania.
Od publicznego poniżania.
Od anonimowych komentarzy.
Od słów: „należało mu się”.
Nie. Nikomu się nie należy.
Dlatego uważam, że państwo musi wreszcie potraktować takie sytuacje poważnie. Potrzebne są surowsze kary za groźby, nękanie, publiczne szczucie oraz ataki słowne i fizyczne. Potrzebny jest koniec anonimowej bezkarności w internecie.
Wolność słowa nie jest wolnością do niszczenia człowieka.
Krytyka nie jest prawem do grożenia.
Sprzeciw nie jest usprawiedliwieniem przemocy.
Ci, którzy atakują — słowem, groźbą, nagonką albo ręką — powinni ponosić realną i surową odpowiedzialność.
Bo jeśli dziś będziemy udawać, że to tylko tort, tylko komentarz, tylko emocje, to jutro możemy obudzić się w kraju, w którym nikt rozsądny nie będzie chciał służyć ludziom w samorządzie.
Jestem z Jackiem Jaśkowiakiem.
Jestem z każdym burmistrzem, wójtem, prezydentem, radnym, sołtysem i urzędnikiem, który każdego dnia mierzy się nie tylko z odpowiedzialnością, ale też z hejtem, pogardą i groźbami.
Nie ma mojej zgody na przemoc.
Nie ma mojej zgody na nienawiść.
Nie ma mojej zgody na anonimową bezkarność.
Bo kiedy pozwalamy przekraczać granice wobec jednego człowieka, za chwilę te granice pękają wobec wszystkich.
A wtedy nie przegrywa jedna osoba. Przegrywa cała wspólnota.

#okiemsamorządowca
Zostaw komentarz