Szanowni Państwo!
Jestem Warszawiakiem z dziada pradziada z obu stron. Jestem z powstańczej rodziny. Swój pogląd na Powstanie Warszawskie wyraziłem kilka dni temu w specjalnej audycji radiowej (odsłuchaj tutaj). Dla mnie to i dla ludzi, Powstańców, których znałem, a którzy w większości już nie żyją, to swoisty dzień zmarłych. Pamiętam ostatnie ekshumacje przy budowie Ściany Wschodniej na początku lat sześćdziesiątych. Babcia odnalazła wtedy kilku swoich znajomych.

Jutro 1 Sierpnia. Nie dyskutujcie o tym czy Powstanie było potrzebne czy nie. Nie w tym dniu. Irytuje mnie też hałaśliwy patriotyzm, przypominający grę komputerową lub film. Irytują mnie nakładki na zdjęcia profilowe, które za kilka dni zmienione zostaną na jakieś idiotyczne manifestacje. Irytuje mnie komiksowe przebieranie dzieci w stroje powstańcze. Irytują mnie race i polityczne manifestacje. Do postu dodam wiersz, który napisałem niedawno i być może zrozumiecie o co mi chodzi, zanim zaczniecie hejtować. To miasto jest we mnie, ale ono zmartwychwstało i żyje, a pamięć o 700 tysiącach mieszkańców zamordowanych przez Niemców, przy akceptacji Rosjan nie polega na marszach i racach.

Powstanie to kłopot dla wielu. To symbol zdradzonego przez sojuszników miasta. To dowód na to, że Polacy jako jedyni nie kolaborowali z Niemcami. To dowód na to, że Rosjanie bali się Warszawy. Lepiej ode mnie wyraża to prof. Krasnodębski.

Warszawa żyje i jest we mnie. O 17 pomyśl chwilę o zamordowanym mieście i żyj dalej, bo oni za to właśnie zginęli.

Moje miasto jest we mnie

Jestem z miasta,
w którym wszystkie zabytki są nowe
Czymś przecież trzeba było zasłonić
rozstrzelane oryginały,
ciałami murów
i czaszkami mieszkańców wybrukowany,
krwawoceglany
milczący grobowiec,
mieszaninę kpiny, rozpaczy i sławy.

Jestem z zamordowanego miasta!
Jestem z rozszarpanego miasta!
Jestem ze zdradzonego miasta!
Jestem z Warszawy!

W moim mieście domy zbudowano na cmentarzu
i na cmentarzu wytyczono ulice,
a Nike ma twarz gwałconej kobiety,
którą ukrzyżowano na swastyce,
wnętrzności wypruto tryzubem,
i sierpem obcięto piersi.
Z niebios słychać rechot obcych bogów,
patrzących na miasto gnijące na ołtarzu,
nad którym zawsze księżyc wschodzi krwawy.

Jestem ze zgwałconego miasta!
Jestem z zapomnianego miasta!
Jestem z ukaranego miasta!
Jestem z Warszawy!

Moje miasto
starło z twarzy krew zmieszaną z łzami,
lecz zmartwychwstanie oznacza,
że poznało pleśń grobów
i pamiętać o niej będzie aż do końca.
Latarnie jednak świecą dziś inaczej
i inni przechodnie spieszą ulicami,
w nieskazitelnym blasku
sierpniowego słońca.
Miasto milczy ogłuszone krzykiem.
Raz już poległo dla cudzych korzyści.
Teraz pragnie tylko spokojnej zadumy,
by ci co nadejdą zrozumieli to wszystko
i nie zgubili sensu wśród rac i wrzawy.

Jestem ze zmartwychwstałego miasta!
Jestem z niepokornego miasta!
Jestem ze zmęczonego miasta!
Jestem z Warszawy!

Autor: Piotr Wroński

Warszawskie dzieci!

Zatrzymaj się, zapamiętaj Ich twarze! „Nie zapomnijcie o nas”