Wczoraj rozmawiałam z pewnym panem. Parę lat starszy, więc z podobnego czasu, z podobnych warunków dziejowych, z podobnym doświadczeniem czasów historii. Wśród tych podobieństw różniło nas oczywiście wiele, ale najbardziej to, że on wypił morze alkoholu a ja mniej niż ułamek promila z jego życiowej porcji. Przez trzydzieści lat poznał smak przeróżnych wódek, whisky, win, dżinów, piw zwyczajnych j craftowych, domowym, jasnych, ciemnych, pełnych, z sokiem, bez soku, z popitką, z zapojką, bez i z, innych. Najpierw pił z tym kolegą, z tamtym, z okazji których mnóstwo, bo zawsze się jakaś znajdzie i bez okazji też, bo tak jest najczęściej. Potem pil sam, bo tak wygląda kolejny etap alkoholizmu. Ilu jest podobnych panów i pań w Polsce? Tysiące, a właściwie kilka milionów. Ponad dziesięć procent. Statystyki są niepełne, bo czesc osób oficjalnie się leczy, a wiele pije w ukryciu lub ofichalnie, ale do jakiejkolwiek terapii nie podejdzie. Alkohl to przeogromny problem, tylko większość osob uwaza, że lepiej o tym milczeć, że cicho sza, fuj, bo to nieładne, wstretne, obrzydliwe, a poza tym po co o tym gadać. Przemilczany probkem to taki, jakby go nie było. Podkreślam to „jakby”, rzekomo, na pozór i inne synonimy, którymi w nieskończoność posługujemy się w rozmowach. Bo lepiej o tym nie mówić, nie widzieć i wzrok w niechęci odwracać. Mnie zaś to ciągle porusza i oburza, bo nie ma dnia, żebym zawodowo i prywatnie nie spotkała kogoś uzależnionego albo jego dorosłe dziecko. Tych dorosłych dzieci, czyli ofiar domowego alkoholizmu jest ogrom, ale o tym jest jeszcze ciszej. To takie niewygodne. Wywołuje dyskomfort, więc lepiej zakopać głęboko ten problem, a potem udawać, że go nie ma.
Tak to wygląda i nic się nie zmieni. Nie ma w Polsce woli na zmiany, dlatego jesteśmy i będziemy wiecznie zachlanym narodem. Na alkoholu robi się tak duże pieniądze, że da się zapłacić największe łapówki dla setek decydentów. Do tego da się opłacić fikcję i zakłamywanie rzeczywistości, że prawda to g.wno prawda, że jest odwrotnie niż to zbadano, opisano i wielokrotnie opisano. Do znudzenia będzie powtarzane, że z akcyzy do budżetu płynie oceanem tyle gotówki, że milczcie przemądrzali. Ten argument do bólu pojawia się i powiela, a tymczasem z realiami ma się nijak. Po pierwsze dlatego, że nikt nie policzy, jakie są prawdziwe koszta polskiego alkoholizmu. Nie da się policzyć, ile pieniędzy przeznacza się na leczenie uzależnionych na detoksie i odwyku. Ile kosztuje..na przykład czas zwolnień lekarskich z powodu wypadków do i z pracy, albo wypadków w czasie wolnym, albo z leczenia powikłań chlania, z nieobecności w pracy, ze zniszczeń wszelakich typu rozwalone wiaty przystanków, budynki itd. Kto policzy śmieci z butelek i puszek porzuconych na trawnikach? Nie da się podsumować najważniejszego, bo bólu i cierpienia, który ciągnie się jak cień za tym cholernym chlaniem. Miliony godzin terapii i różnorakiego leczenia skutków zoranej psyche, bo tatuś lub mamusia pili nałogowo. Alkoholizm to choroba calej rodziny, a właściwie całej Polski.
Przykre? Wkurza? A może ten temat nudzi? Zgaduje, że wszystkiego po troszę. Żałuję, że tak jest, a zwłaszcza, że nic na to nie poradzę. Nic nie mogę. Moj głos, apele trafiają w próżnię. Owszem mogę zachęcać, żeby każdy zadbał o siebie, żeby był mądrzejszy od reszty, która zapija kolejny dzień, zatraca się i zabija po kawałku.
Mam zwyczaj mówić innym, dlatego i tutaj o tym napiszę.
*Każda, absolutnie każda dawka alkoholu pozbawia nas kolejnych komórek mózgu. To proste do wyjaśnienia. Alkohol jest toksyną. To rodzaj substancji, która powoduje dysharmonię w mózgu, która kojarzy się z przyjemnością. I jest przyjemnością, ale jakim kosztem… Nie zmuszam nikogo poza alkoholikami do całkowitej abstynencji. Zachęcam, bo to nie jest trudne I nie powoduje cierpienia w przeciwieństwie do skutków upicia się. Jesteśmy dorośli, więc możemy robić różne rzeczy, ale trzeba pamiętać że ich koszt rozkłada się na wszystkich ludzi.
*Niebezpieczne jest picie każdego rodzaju. Można schlać się raz na jakiś czas, a potem leczyć kaca. Tyle, że zdarzają się różne reakcje na alkohol. Można stracić poczucie rzeczywistości i robić niebezpieczne rzeczy. Przykłady niech będzie jazda samochodem. Można wypaść z balkonu na którymś piętrze bloku i przeżyć lub nie.
Można pić po trochu, ale systematycznie. Z czasem dawka alkoholu jest coraz większa, bo blednący efekt wypicia wymaga zwiększania dawki substancji. Powstaje tolerancja, a więc uzależnienie.
*nie ma czegoś takiego jak picie dla zdrowotności. Piwo nie jest po to, by przefiltrować nerki, a lampka koniaku nie służy poprawie krążenia.
* piwo to alkohol i KROPKA.
* jeśli ktoś chce mnie wkurzyć, to daję receptę: mówić do mnie, że lubi jedno piwKo lub kieliszeczek wódeczki.
Nie napiszę niczego optymistycznego. W naszym upartym kraju nic się nie zmieni. To, co możnaby wdrożyć, nie przejdzie. Litwa potrafiła nie patrzeć na niezadowolonych, zrobiła reformy i ilość spożywanego alkoholu spadła w ciągu kilku lat o prawie dwadzieścia procent. W Polsce alkoholu będą bronić jak narodową świętość z niepodległością. Dlatego nie będzie edukacji na temat zdrowego życia, używek, ale będzie religia i nauki o świętości rodziny.
Ps. Do religii, a właściwie wiary nic nie mam. Dodaję to, żeby mi nikt nie zarzucił agresji wobec wierzących.
Obraz Gerd Altmann z Pixabay
Zostaw komentarz