Czekając w urzędzie w kolejce mam wreszcie czas podzielić się swoimi spostrzeżeniami na temat sztucznej inteligencji w pracy prawnika.
A dokładniej: prokuratora.
Specjalizuję się m.in. w sprawach „karuzelowych” – bronię klientów w urzędach skarbowych, sądach i prokuraturach oskarżanych o wyłudzenia podatku. Robota to ciekawa, multidyscyplinarna. Klienci mają często poważne zarzuty. Państwo zajmuje im majątki, często też stosowane jest tymczasowe aresztowanie.
Wypadałoby sądzić, że organy państwa wyjątkowo poważnie i rzetelnie podchodzą do tego typu spraw. Ale….
Jakiś czas temu jadę do Białegostoku, gdzie klientom miały zostać postawione zarzuty o udział w wystawianiu „lewych” faktur. Na tym jednak etapie ani ja, ani oni nie wiedzą o jaki stan faktyczny chodzi. Znamy tylko „numerek” odpowiedniego artykułu z kodeksu karnego skarbowego.
Wchodzę z pierwszym klientem. Jak się okazało „sprawcą głównym”. Pozostali dwaj mieli się okazać „pomocnikami”.
Sprawca główny dostaje zarzut na kwotę ok. 100 000 zł. Na taką sumę miał wyłudzić należne państwu daniny.
Po przesłuchaniu sprawcy głównego wchodzi pomocnik, któremu prokurator stawia zarzut pomocy sprawcy głównemu w wyłudzeniu … 700 000 zł!
– Jak to Panie prokuratorze? – pytam – sprawca główny miał wyłudzić 100 a pomocnika oskarża Pan, że pomógł mu wyłudzić 700? Przecież to nielogiczne!
– Panie Mecenasie – spokojnie zaczyna prokurator – musi Pan zrozumieć, że jest to sprawa wielowątkowa, a przeczytanie wszystkich akt zajęłoby jednemu człowiekowi około 3 lat. Dlatego biegli napisali nam specjalny program do czytania akt i to ten program – ta sztuczna inteligencja – czyta akta i projektuje zarzuty. Tak to teraz działa.
Zbladlem. Nie skomentowałem. Następny pomocnik dostał zarzuty na 500 000 zł.
Pożegnałem się z bardzo miłym i kulturalnym panem prokuratorem. Wychodząc pomyślałem: „Te, komputer! Angielska wóda!!!”
Zostaw komentarz