Niemcy idą w zaparte. Jeszcze nie minęło przecież 100 lat od wywołania przez nich II Wojny Światowej, a już tworzą narrację historyczną, zbudowaną na kłamstwach, eufemizmach, przeinaczeniach, jak w przypadku, rzekomych ofiar wypędzenia. W obliczu nieuchronnej klęski Niemiec przywódcy Wielkiej Brytanii Winston Churchill, USA Franklin Delano Roosevelt oraz Józef Stalin, zmówili się w Teheranie przeciwko Polsce, następnie w Jałcie dokonali faktycznej grabieży połowy jej terytorium, wywołując tym samym wielki exodus. Tragicznej migracji milionów z ziem od wieków na Kresach zamieszkałych przez obywateli II R.P. — na tereny, przez samą administrację niemiecką w miarę postępu frontu wcześniej oczyszczone z ludności cywilnej. Jednak jest przysłowiowym chichotem historii, , iż to oni, ci co Hitlera powołali do władzy – pozują, jako ofiary, zawłaszczając termin przemieszczania ludności, jako wypędzenie. W dyskusji zaś nad zasadnością wypłacenia przez państwo niemieckie zadośćuczynienia za szkody wyrządzone Polakom używa się argumentu, że przecież Niemcy dawno już to zrobili… „oddając” nam tzw. Ziemie Odzyskane. To, że Tusk się zrzekł domagania się reperacji wojennych, mogę jeszcze, przez jego pochodzenie zrozumieć, ale, że wtóruje mu w tym zaprzaństwie Radosław Sikorski, jest to dla mnie niepojęte.

Post ilustruję zdjęciem sprzed lat, kiedy to ja, prawdziwie wypędzony, gnany nostalgią, przemierzałem , nie wiadomo, tak po prawdzie czego oczekując — utraconą ziemię rodzinną,. W utrwalonym obiektywem momencie moczyłem utrudzone wędrówką nogi pielgrzyma w Prucie, rzece, która wypływa spod najwyższego szczytu Pasma Czarnohory — Howerli.