Czyli, gdzie diabeł nie może tam babę pośle.

A miało być tak piknie. Po nowemu. Nowa szefowa pomachała białą flagą, niby pokojowo, a dobiła ostatni gwóźdź do trumny partii o nazwie dłuższej jak liczba członków.

Partii Hołowni już nie ma, a zakopała ją do grobu ostatecznie Katarzyna Pełczyńska – Nałęcz, jej nowa przewodnicząca.
W sumie, tego się spodziewałem obserwując jej mowę ciała podczas konferencji prasowej ze swoją rywalką, która wybory minimalnie przegrała.

Była spięta, jakby prężyła się do skoku na Henning – Kloskę.
I gdyby nie kamery, to pewnie by ją pożarła.
A potem było jak w filmach Hitchcoca, napięcie rosło z dnia na dzień.

Z delikatnością słonicy w składzie porcelany zastosowała „opcję pokojową” czyli wstrzymała ruchy kadrowe i w klubie i w partii.
Niby tylko na miesiąc.

Na co rokoszanie od Hennig krzyknęli – „hańba, dyktatura” i zagrozili, że utworzą nowy klub w sejmie.

I tak oto, drogie dzieci, Kasia Grabarka pochowała partię „Polska coś tam coś tam”.

Dobranoc.