Kierownik Działu na polecenie Rektora zorganizował pięciu pracowników z działu technicznego i polecił im, aby zabrali ze sobą narzędzia do budowy rusztowania.
– Weźcie no jakieś młotki, wkrętarki, śruby i gwoździe i tą no… zastanowił się – taśmę naprawczą. Widziałem na filmikach w YouTube, że można nią naprawić wszystko. – Będziemy budować rusztowanie o wymiarach: podstawa 4×4 metry, wysokość 13 metrów.
– A po co to? – zapytał prawie emerytowany pracownik działu technicznego.
– Dowiecie się w stosownym czasie, bierzcie się do roboty. Tylko solidnie macie sklepać te deski ze sobą. Leżą już na polance przed uczelnią. W nocy przywieźli. – rozkazał Kierownik Działu. – Do pracy można też zatrudnić studentów zagrożonych niezaliczeniem roku. Osobiście będę w ich przypadku anulował negatywne oceny. Niech choćby podają deski.
W dwa dni powstała zagadkowa konstrukcja, której się wszyscy z zaciekawieniem przyglądali. Pusta w środku, a zatem wielu zadawało sobie pytanie o sens takiego rusztowania. Portier sam nie wiedząc o przeznaczeniu tego obiektu uroił sobie, że to jest coś, co zostało zgłoszone do konkursu artystycznego. I rozpowiadał to wszystkim dodając, że w internetach widział takie dziwne konstrukcje, zasadniczo bez sensu, które wygrywają międzynarodowe konkursy.
Kierownik Działu, po stwierdzeniu, że konstrukcja jest dostatecznie wytrzymała, szybko udał się do Instytutu Histerii Sztuki i kazał przyprowadzić do siebie jego dyrektora, sam zasiadając na fotelu przy jego biurku. Ten gest oraz zapalenie papierosa bez filtra w obecności roztrzęsionego dyrektora miał zbudować jego autorytet. Kierownik Działu lubił – delikatnie mówiąc – wywyższać się nad ludźmi.
– Dyrektorze, potrzebuję 6-9 pracowników z waszego instytutu, którzy na trzy zmiany będą pracować fizycznie przy rusztowaniu. Takich bardziej zdolnych artystycznie i manualnie zręcznych. Chodzi o to – kontynuował Kierownik Działu, że jutro po południu helikopter spod Płońska przywiezie tu wielką bryłę z wapienia. No… – powiedział i zamilkł na około pół minuty. – Trzeba będzie w trzy dni wykuć z niej pomnik naszego Rektora. Oby panował całą wieczność – uniósł głos Kierownik Działu.
– Ale nasi pracownicy zajmują się sztuką głównie od strony teoretycznej, nie mamy rzeźbiarzy ale naukowców znających rzeźbiarzy i ich wytwory – protestował ale na miękko dyrektor.
– Czyli zatrudniacie zwykłych wałkoni i pstrych recenzentów, kontestatorów i malkontentów, dobrze rozumiem – zapytał stanowczo Kierownik Działu. – Sztukę trzeba uprawiać a nie tylko ją recenzować. – dopowiedział.
– Znaczy paru takich, co miało dłuto w ręku się znajdzie, ale maksymalnie 4-5. – powiedział dyrektor.
– No dobrze, to będą pracować po 12 godzin na zmianę. Narzędzia są już przygotowane, drelichy i obuwie robocze też. Tylko niech oni wreszcie przyjdą do pracy trzeźwi. Po jak pospadają z rusztowania to nam PiH budowę zaplombuje. – zadysponował Kierownik Działu.
– A co mają wyrzeźbić? – zapytał zaciekawiony dyrektor popijając piersiówkę z nalewką rzekomo od babci. Faktycznie kupioną w Żabce za 8,30 złotych.
– Powiem panu, ale niech to zostanie między nami – przyciszył głos Kierownik Działu – To ma być pomnik naszego rektora. On udaje się na kilka dni w podróż zagraniczną i w tym czasie pomnik ma powstać, dla uczczenia jego okrągłej 37 rocznicy zarządzania naszym uniwersytetem. Chcemy, znaczy ja dziekani, dyrektorzy tego i owego oraz część szeregowych pracowników jakoś uhonorować i mile zaskoczyć naszego Rektora.
– To bardzo cenna inicjatywa – podkreślił dyrektor. Zaraz zadzwonię do moich pracowników i wydam stosowne polecenia.
– Tylko żeby trzeźwi byli – przypomniał Kierownik Działu. Albo nie – zamyślił się i po chwili powiedział – niech będzie jeden trzeźwy, a drugi nietrzeźwy. Słyszałem gdzieś, że te pijane artysty lepsze działa tworzą. Trzeźwy będzie pilnować tego nietrzeźwego, żeby nie spadł na dół. Pamiętaj pan, że pomnik ma mieć wysokość 13 metrów. Wzwyż, nie w dół – powiedział dla pewności.
– Dobra, to na wypadek gdyby do pracy przyszło dwóch trzeźwych, to ja jednego w dwie godziny upiję w swoim gabinecie – roześmiał się dyrektor będący już wyraźnie pod wpływem małpki z Żabki. – Mam w swoim barku sporo argumentów, zaśmiał się głośniej czym nieco zirytował Kierownika Działu.
– Jutro rano o 7:00 chcę widzieć dwóch waszych pracowników gotowych do pracy – powiedział Kierownik Działu.
– A czy mają zaczynać od dołu czy od góry? – dopytał dyrektor.
– Oczywiście, że od nóg, tak aby głowa uwidoczniła się na samym końcu. Tylko bardzo proszę, żebyście z głowy nie zrobili kartofla. To ma być dokładne odwzorowanie twarzy i głowy naszego Rektora. I jeszcze jedno – pomnik będzie na ruchomej platformie uwzględniającej umiejscowienie Słońca względem Ziemi. Chodzi o to, żeby uniesiona dłoń naszego Rektora zawsze wskazywała na Słońce. Nawet w nocy – podkreślił Kierownik Działu. Wtedy niech wskazuje na drugą półkulę.
Następnego dnia dwóch pracowników Instytutu Histerii Sztuki zwolnionych z obowiązków prowadzenia zajęć dydaktycznych oraz publikowania wzięło się do pracy przy wapiennej bryle. Pracowali w pocie czoła i tylko od czasu siadali przy rusztowaniu jedząc kiełbasę i zagryzając chlebem. Jeden z nich pił maślankę, drugi wódkę, zgodnie z ustaleniami. Po kilku dniach widać już było nogi, tułów i pierś, z wyrzeźbieniem głowy był problem.
– Czemu zatrzymaliście się nagle na szyi, a tak dobrze wam szło – zapytał zdenerwowany Kierownik Działu. – Za 10 godzin ląduje samolot z naszym rektorem i on zapewne zechce się tu pojawić, żeby przejrzeć zaległe dokumenty. A jeszcze trzeba rusztowanie rozebrać przecież. A to jest możliwe tylko w godz. 7:30-15:30, potem techniczni idą do domu i mają ustawowo na wszystko wywalone.
– Problem w tym, że my inaczej zapamiętaliśmy Rektora, niż to, co nam pan dostarczył na zdjęciach. Ten na zdjęciach jest nazbyt poważny, a momentami – jak nam się wydaje – smutny. Tymczasem my znamy go jako człowieka radosnego, otwartego i przyjaznego pracownikom naszego uniwersytetu. – powiedzieli pracownicy z Histerii Sztuki.
– Dobra, czas nagli, róbcie jak uważacie, bo czas nagli. Głupio byłoby, gdyby rektor przyjechał i ujrzał swój pomnik bez twarzy. To jest niedopuszczalne. Zwolniłby mnie wówczas z pracy. Ja wam dopłacę z własnych pieniędzy, a nawet będę podawać narzędzia, tylko błagam – skończcie to.
Pracownicy artystyczni, druga zmiana, po apelu Kierownika Działu wzięli się do roboty. W niecałe trzy godziny wyrzeźbili twarz niezwykle pogodnego człowieka. Kierownik Działu był zadowolony i jeszcze przed przyjazdem rektora udało się rozebrać rusztowanie. Deski zostały spalone w uczelnianej kotłowni, choć palacz narzekał, że ten rodzaj drewna za słabo się spala.
Przyjechał wreszcie rektor. Spojrzał na liczący sobie 13 metrów, podświetlany ledami monument, i zapytał kierowcy – czyj to pomnik?
– Pański – odpowiedział bez namysłu kierowca, któremu z siedzenia pasażera suflował Kierownik Działu.
– Podjedź pan bliżej – polecił Rektor. – Co on ma taką radosną twarz. Takim nienaturalnym optymizmem pałającą. – Ja jestem umiarkowanie optymistyczny i umiarkowanie pesymistyczny. Jeśli to ma być mój pomnik, to trzeba tę twarz skorygować – powiedział Rektor.
– Oczywiście panie Rektorze – wydusił z siebie Kierownik Działu.
– A kto zarządził budowę tego pomnika pod moją nieobecność? – zapytał Rektor.
W odpowiedzi zapanowała cisza.
Po chwili Kierownik Działu odpowiedział – to była inicjatywa ogólnouniwersytecka, wspierana przez różne działy i instytucje – wymigiwał się Kierownik Działu.
– No już dobrze, tylko te twarz poprawcie na bardziej zamyśloną, a nawet smutną. Dziękuję wam za te inicjatywę – powiedział Rektor.

Zostaw komentarz